21 lutego 2017

Zestaw Faber-Castell Grip & Sleeve [ołówki, temperówka, gumka do mazania]

Dziś czas na recenzję kolejnych produktów firmy Faber-Castell: zestawu Faber-Castell Grip & Sleeve, zawierającego ołówki, temperówkę oraz gumkę do mazania. Wszystkie wymienione w recenzji produkty można kupić poza zestawem, osobno. Znaleźć możecie je w stacjonarnych sklepach plastycznych oraz na stronie Faber-Castell: www.sklepfc.pl. Pamiętajcie, że w z hasłem "ilojleen" możecie zyskać 10% rabatu :)




















Ołówki Grip 2001 - B

Najważniejszy element kompletu, o którym Wam dziś opowiem, stanowią przeznaczone do pisania i rysowania ołówki z serii Grip, a konkretnie 3 sztuki ołówków o miękkości B [dostępne są także inne miękkości do kupienia na sztuki]. Jak dla mnie, wybór tej miękkości był strzałem w dziesiątkę! Przypomina mi trochę ołówek 2B marki Koh-I-Noor, który jest chyba najczęściej przeze mnie używany podczas tworzenia realistycznych portretów. Zawsze stosuję go do szkiców/rysowania konturów, jaką drugą warstwę na warstwę ołówka F [którym z kolei wygładzam kartkę i niweluję jej pory], jest też niezastąpiony przy cieniowaniu jasnej skóry. Zanim doszłam do tego odkrycia, miałam pewne obawy, gdyż w przeszłości miałam do czynienia z ołówkiem Faber-Castell o miękkości 4B, który zachowywał się jak ołówek 6B. Na szczęście się nie rozczarowałam, o czym opowiem za chwilę - najpierw kilka słów o stronie wizualnej :)

Ołówki GRIP 2001 posiadają standardową dla tego typu przyborów długość. W ich wnętrzu znajduje się również zwyczajowej średnicy wkład. Trzony [zazwyczaj] są w kolorze czarnym, matowym [pokryte bezpieczną dla zdrowia farbą na bazie wody], oznaczone są nazwą firmy oraz serii. Od ołówków pozostałych firm odróżnia ich design, a konkretnie specjalna "strefa Grip" z maleńkimi  kropeczkami antypoślizgowymi uszeregowanymi w równoległych rzędach. Te punkciki są wykonane najprawdopodobniej z farby i to dosyć trwałej, bo pomimo częstego użytkowania ołówka nie ścierają się z powierzchni jego trzonu. Próbowałam zdrapać je paznokciem, ale to nic nie dało. Dopiero nożyk do tapet zdołał je... wyciąć xD Tak więc na plus jest to, że nie jest to bajer, który za chwilę zniknie. Czy jednak te antypoślizgowe punkty mają jakieś praktyczne zastosowanie? Owszem, czuć je pod palcami, choć bardzo delikatnie, to uczucie nie wpływa na komfort i precyzję rysowania. Niemniej jednak w trakcie rysowania odniosłam wrażenie, że ich obecność nie robi mi różnicy. No, może wtedy, kiedy chwyciłam ołówek nakremowanymi rękami, wówczas palce ślizgały się po gładkim trzonie, a dopiero powierzchnia antypoślizgowa stawiała im opór. Ale kto rysuje, mając nakremowane ręce? Chyba nikt xD Jednak niektórzy mają problem z nadmierną potliwością rąk - dla nich ta "strefa Grip" na pewno okaże się pomocna.
Jeszcze mała informacja na temat oprawek. Drewno otulające rysik jest dobrej jakości i pochodzi z lasów o zrównoważonej gospodarce [co oznacza, że nie są narażone na całkowitą wycinkę i zniknięcie z powierzchni ziemi]. Ołówki w przekroju są trójkątne, a więc ryzyko sturlania się ołówków z biurka jest zerowe :D Producent zapewnia, że taki kształt jest ergonomiczny i lepiej dopasowuje się do palców. Ja tam jestem przyzwyczajona rysować głównie okrągłymi lub heksagonalnymi w przekroju przyborami, ale przyznam, że może faktycznie trójkątny ołówek lepiej leży w dłoni. W ogólnym rozrachunku żadna wersja przekroju mi nie przeszkadza ani nie robi różnicy :)

Przejdźmy do tego, jak rysuje ołówek Grip 2001 o miękkości B. Najłatwiej będzie mi to zrobić, odwołując się do porównania z ołówkami, które pewnie większość z Was używa, czyli ołówkami Koh-I-Noor. Od prawie 15 lat rysuję przyborami tej czeskiej marki i nigdy się na nich nie zawiodłam. W trakcie użytkowania okazało się, że ołówek B Faber-Castell jest niemal identyczny, jak ołówek 2B Koh-I-Noor. Może jest troszkę twardszy [w końcu to B, nie 2B], ale różnica jest minimalna i może stanowić jego substytut. Niemieckie ołówki świetnie współpracują ze wspomnianymi ołówkami Koh-I-Noor [przedstawiony w notce portret Ciri był wykonany tylko i wyłącznie ołówkiem B FC i 4B KIN]. Łatwo osiągnąć gładkie cieniowanie tylko przy użyciu samego ołówka B.

 
Podobnie jak ołówek Koh-I-Noor, jak i Faber-Castell, przy większym docisku stawia ciemniejsze kreski, przy mniejszym jaśniejsze. Jak widać na powyższym obrazku, cieniowanie wykonane nim jest gładsze, niż cieniowanie wykonane ołówkiem Koh-I-Noor, ale wrażenie podczas rysowania jest takie samo. Szybkość zużywania się ołówka jest umiarkowana. Ja zawsze cieniuję możliwie najostrzej zatemperowanym rysikiem, więc często strugam ołówki. Do wykonania 2 portretów wielkości mniej więcej formatu A6 oraz 2 pobieżnych szkiców na A4 zużyłam prawie połowę ołówka, a więc zużycie całkiem przystępne :) Zaletą ołówków Grip 2001 jest ich niełamliwość. Ten, z którego korzystałam, nie złamał mi się ani razu mimo wielokrotnego strugania, a ołówkom Koh-I-Noor zdarza się łamać, choć bardzo rzadko. Jest to kwestia specjalnej metody stosowanej przez niemiecką firmę. Przy produkcji ołówków i kredek Faber-Castell użyto tzw. "SV bonding", "Sekuralverfahren". Oznacza to, że grafit ołówka na całej długości został przyklejony klejem do drewienka oprawki. Dzięki temu podczas temperowania grafit się nie rusza, nie ugina, bo jest przytwierdzony do trzonu. To też dodatkowe zabezpieczenie w przypadku upadku ołówka z wysokości. Co jeszcze mogę powiedzieć o ołówkach Grip 2001 B? Da się je zatemperować do ostrego szpica, w trakcie cieniowania nie zostawiają nadmiernego pyłu grafitowego [jak ołówki Derwent Graphic], dobrze się wymazują różnymi gumkami [w ołówku, chlebową, zwykłą]. Dobrze trzymają się w przedłużaczu CretaColor oraz Derwent [tym czarnym].

Cena: 2,50-3,30zł.  Do kupienia w stacjonarnych sklepach plastycznych oraz na stronie sklepfc.pl tutaj.

 Prace wykonane ołówkiem B Faber-Castell Grip 2001:


http://www.ilojleen.bulwaria.info/photo/560/M%C5%82ody%20Geralthttp://www.ilojleen.bulwaria.info/photo/561/Ma%C5%82a%20Ciri


Temperówka Sleeve


Temperówka to obok gumki do mazania najbardziej niezbędne akcesorium dla rysownika. Wiadomo, można ją zastąpić nożykami, ostrzałkami na żyletkę lub z papieru ściernego, jednak kto nie potwierdzi, że nawet najzwyklejsza strugaczka jest najłatwiejsza, najwygodniejsza i najszybsza w użyciu? :) Temperówka w zestawie Grip & Sleeve spełnia te wszystkie wymagania, a ponadto posiada jeszcze kilka innych zalet!

Temperówka Faber-Castell Sleeve to akcesorium bardzo użyteczne. Jest to strugaczka podwójna, posiadająca pojemniczek na strużyny. Jest dostępna w różnych kolorach [ja posiadam czarną], ale każdą z nich charakteryzuje ten sam projekt. Jest prostokątna, z zaokrąglonym końcem [wymiary: dł. 7cm, szer. 3,2cm, wys. 2cm], powierzchnia ma połysk, całość wykonana została z solidnego plastiku. Na ziemię z wysokości jej nie zrzucałam, ale przeżyła mocne dociskanie palcami :D Z boku jest małe łukowate wycięcie, z którego wystaje kawałek fakturowanego plastiku - części pojemnika. Ta część właśnie pozwala łatwo wysunąć pojemnik i otwory do strugania. Kiedy już naostrzy się przybory, pojemnik można z powrotem wsunąć, dzięki czemu strużyny ani pył grafitowy/kredkowy nie wydostaje się z niego. To super rozwiązanie! Co więcej, pojemnik jest półprzezroczysty, dzięki czemu widzimy, do jakiego stopnia jest zapełniony.

Jak wspomniałam, jest to strugaczka podwójna, będąca w stanie naostrzyć ołówki i kredki o średnicy mniejszej [ten najbardziej popularniej, ok.7-8mm] i większej [11mm]. Odkryłam, że w tym większym otworze również da się zastrugać węższe w średnicy przybory. Niemniej jednak do tej strugaczki mogą nie pasować niektóre przekroje, a konkretnie przybory o trójkątnym i szerszym trzonie. Niestety nie chcą zmieścić się do strugaczki i obracać. Do mniejszego otworu bez problemu można wkładać i temperować przybory o przekroju okrągłym, trójkątnym czy heksagonalnym. Poniżej znajdziecie listę przyborów, które są kompatybilne z tą strugaczką.

Strugaczka Sleeve może zastrugać:
    - mniejszym otworem: w zasadzie wszystko. Dała radę zastrugać:
    Oto marna próba naostrzenia kredki Magic za pomocą nożyka
    i dokończenia strugania w temperówce Sleeve xD
    - większym otworem:
    • Bruynzeel - kredki z królikiem
    • Lyra Colour Giants
    • Koh-I-Noor Magic o przekroju heksagonalnym
    • Faber-Castell Jumbo [nie mam tych kredek, ale producent zapewnia, że ta strugaczka się do nich nadaje]

    Strugaczka Sleeve nie może zastrugać:
      - mniejszym otworem: chyba nie ma takiego przyboru [o węższej średnicy, oczywiście]?
      - większym otworem:
      •  Koh-I-Noor: Triograph [ołówki], Magic [kredki, trójkątny przekrój], Triocolor [kredki, trójkątny przekrój], Omega Jumbo [kredki, heksagonalny przekrój]
      Niemieckie ostrza zawsze słynęły z bardzo dobrej jakości i trwałości. Strugaczkę Sleeve używam od listopada i do tej pory nie mam problemów z naostrzeniem przyborów. Dotykając żyletki palcem nadal mogę wyczuć jej ostrość - choć oczywiście nie taką, jak na samym początku. Muszę nadmienić, że naprawdę często jej używam, dużo strugam i inne temperówki do tego czasu zakończyłyby już swój żywot. Mam jednak jedno ale: temperówka Sleeve jest w stanie naostrzyć ołówek do szpica, ale nie do takiej... igiełki, jak lubię. Czasem zdarza się jej nawet strugać przybory w dziwny sposób xD

      Lekko zakrzywiony po struganiu rysik
      Chyba na początku takie rzeczy się nie zdarzały, a może nie pamiętam? Jednakże tak nieco łukowato naostrzony grafit nie wpływa na komfort rysowania. Nie łamie się, chyba, że bardzo mocno dociśnięty:

      Naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń do tej temperówki. To chyba najlepsza strugaczka, z jaką miałam do tej pory do czynienia. Dobrze struga, ostrza nie tępią się szybko, ma pojemniczek, z którego nie wysypują się wióry, nie brudzi się palców w czasie jej użytkowania, ładnie wygląda, jest wykonana ze solidnego plastiku... Czego chcieć więcej? :) Chyba niczego. Taki fun fact: temperówka ta została nagrodzona w kategorii "Powrót do szkoły" za swoją ergonomiczność i przyjazność w użytkowaniu przez ISPA [Internet Service Providers Association - Stowarzyszenie Dostawców Usług Internetowych xD].

      Cena: 6-10zł.

      Temperówkę tą można kupić także osobno w stacjonarnych sklepach plastycznych oraz na stronie sklepu FC tutaj za 9,35zł. Niektórym może wydawać się, że to wygórowana cena, ale jak sobie przeliczyłam, że za zwykłą metalową pojedynczą temperówkę bez pojemniczka trzeba zapłacić ok. 2-3zł i przy moim użytkowaniu wykańcza się po miesiącu czy dwóch, to wolę wybrać tę prezentowaną w recenzji :) Poza tym, zawsze można upolować ją za 6zł :)


      Gumka do mazania Sleeve

      O ostatnim elemencie zestawu, czyli gumce Sleeve wspominałam już kilka lat temu w poście o moich przyborach, zwróciła wtedy mogą uwagę nietypowym opakowaniem. Gumka Sleeve znajduje się bowiem w prostokątnym etui z wytrzymałego plastiku, które zakrywa większość jej powierzchni [wymiary opakowania u gumki są zbliżone, jest to: dł. 5,5cm, szer. 2,5cm, wys. w najgrubszym miejscu: 1cm]. Ma to na celu ochronę gumki przed wszelkiego rodzaju śmieciami, brudami, pyłami etc. Z tego powodu większość sprzedawanych gumek posiada tekturkowe opakowanie. Gumka do mazania bez żadnej osłony wrzucona do piórnika szybko się ubrudzi, a potem, podczas mazania, może zabrudzić kartkę, zamiast ją oczyścić z grafitu lub pigmentu kredek. Podobnie jak pojemnik temperówki Sleeve, gumka jest wysuwana do boku i można nią obracać o 360 stopni. Wszystko fajnie, tylko jak zużyć gumkę do końca, kiedy większość jej się zużyje? :D Chyba wtedy nie pozostaje nic innego, tylko całkiem wyjąć gumkę z etui... Niestety jest więc to produkt z ograniczoną liczbą użyć, niezdatny do kolejnego wykorzystania po zużyciu gumki].
      Przyjrzyjmy się tamu, jak gumka maże, bo przecież to jest najbardziej istotne. Czytelnicy bloga, którzy śledzą wszystkie wpisy, być może pamiętają, że pokazywałam już test gumki Sleeve i jak się prezentuje w porównaniu do innych gumek firmy Faber-Castell, nic jednak nie wyjaśniałam.



      Jak możecie sami zauważyć, gumka Sleeve całkiem dobrze radzi sobie z ołówkami różnych miękkości, nawet z warstwą dosyć miękkiego ołówka 8B. Choć nie wymazuje go w 100%, większość grafitu zostaje wytarta, a nie rozmazana po kartce [jak to miało miejsce w przypadku gumki winylowej]. Oczywiście najdokładniej wymazuje warstwy nieco twardszych ołówków z gamy miękkości B. Również ze wszystkich zaprezentowanych gumek najlepiej poradziła sobie z mocno zakreskowanym ołówkiem 8B obszarem [rząd kółek na samym dole]. Ani trochę nie rozmazała grafitu, a nawet dobrze go wymazała. 
      A jak radzi sobie z kredkami? Może nie tak dobrze jak gumka Dust Free, ale przyzwoicie.



      Gumka Faber-Castell Sleeve jest średniomiękka i średnioelastyczna. Nie drapie papieru, nie robi w nim dziur. Nie zawiera PVC, czyli czyli poli(chlorku winylu), który jest niebezpieczny dla środowiska oraz zdrowia. Gumki stworzone na bazie PVC mają trochę dziwny zapach, taki sztuczny - jak doczytałam, to wina ftalanów, czyli grupy substancji, które bardzo często są wykorzystywane do setek produktów codziennego użytku, a które mogą poważnie wpływać na zdrowie [zmieniać gospodarkę hormonalną, zwiększyć ryzyko cukrzycy, zagrozić płucom, wątrobie i innym organom wewnętrznym].  Ta gumka jest bezzapachowa i może być używana nawet przez małe dzieci.


      Cena gumki Sleeve mini: 3-7zł.  [wymiary: 5,5cm x 2,5cm]; do kupienia tutaj oraz w stacjonarnych sklepach plastycznych.
      Cena gumki Sleeve dużej: 7-10zł [wymiary: 7cm x 3,5cm; do kupienia tutaj oraz w stacjonarnych sklepach plastycznych.



      Całość zestawu znajduje się w blistrze. Można go nabyć w stacjonarnych sklepach plastycznych oraz tutaj w autoryzowanym sklepie Faber-Castell sklepfc.pl. Jest dostępny także w kolorze jagodowym, zielonym i niebieskim, które są o kilka złotych tańsze [25-27zł] od zestawu czarnego.

      Cena: 30zł.



      Czy ktoś z Was posiada ten komplet albo któryś z jego elementów? Dajcie znać, jaką macie opinię :)














      31 stycznia 2017

      Czym są art challenge i czy warto brać w nich udział?

      Na pewno słyszeliście o challengach - a przynajmniej większość z Was :) Challenge w języku angielskim oznacza "wyzwanie". Wszelkiego rodzaju wyzwania w ubiegłym roku stały się niezwykle popularne w Internecie - podejmowali je głównie znani YouTuberzy, ale chętnych nie brakowało pośród pozostałych użytkowników portalu. Wyzwania dotyczyły szerokiej tematyki, od kulinariów poprzez sztukę makijażu aż po wyzwania, które były tak pokręcone, że nie dało się ich zakwalifikować do żadnej kategorii! Oprócz "100 warstw makijażu", "Spróbuj się nie zaśmiać", "7 sekund", "Zjedz to albo ubierz", "Wyzwanie z fasolkami wszystkich smaków Bertiego Botta", "Wyzwanie z taśmą izolacyjną", "Mój chłopak robi mi makijaż" i setki innych challengów znalazły się też wyzwania związane z rysowaniem. O ile spora część wyzwań była podejmowana dla zabawy i dostarczała masę śmiechu, to challenge artystyczne mogły pozytywnie wpłynąć na twórczość ich uczestników i poprawić umiejętności! Rozwijały kreatywność, zdolność abstrakcyjnego myślenia, ćwiczyły rękę oraz pomagały wyjść poza strefę komfortu! 

      Oprócz słynnych od lat wyzwań codziennych, tygodniowych oraz miesięcznych [np. najbardziej znany i popularny Inktober], na YouTube, Tumblrze oraz Instagramie artystów bez reszty pochłonęły takie wyzwania jak:
      • Art style challenge - narysuj siebie w różnych stylach
      • Stain challenge - co widzisz w namalowanych plamach?
      • Draw with make up challenge - narysuj coś używając kosmetyków
      • Cheap art supplies challenge - narysuj coś tanimi przyborami
      • 3 marker challenge - narysuj coś 3 losowo wybranymi pisakami
      • Left hand challenge - narysuj coś lewą ręką
      • Spookify art challenge - narysuj jakąś postać w strasznym stylu
      • Draw with your feet challenge - narysuj coś stopą
      • Eraser only challenge - "narysuj" coś gumką do mazania
      • Highlighter art challenge - narysuj coś zakreślaczami
      • Redraw art challenge - wykonaj na nowo swój stary rysunek
      • Blindfold art challenge - narysuj coś z opaską na oczach
      • 1 minute art challenge - narysuj coś w minutę
      ...oraz wiele, wiele innych. Ja podjęłam się wykonania dwóch z nich!

      ART STYLE CHALLENGE


      Art style challenge to wyzwanie polegające na narysowaniu siebie lub innej osoby [czasem też zwierzęcia] w różnych stylach, zainspirowanych bajkami, kreskówkami, filmami animowanymi, komiksami, mangami oraz innymi postaciami z świata popkultury, które mają swój charakterystyczny styl, rozpoznawalną kreskę.
      Autorką tego pomysłu jest mieszkająca w Londynie 18-letnia Autumn Massaquoi, znana na Instagramie jako beautifulness87. Oto dwie prace, które rozpoczęły masowy trend "art style challenge":




      Wyzwanie stało się niezwykle popularne na Instagramie - właśnie tam na nie natrafiłam. W krótkim czasie stworzono setki prac wykonanych tradycyjnymi przyborami, jak i digitalnie [za pomocą programów graficznych], które nawiązywały do Simpsonów, Czarodziejki z Księżyca, Dragon Ball Z, Naruto, Atomówek, Głowy Rodziny, Darii, Gorillaz, Laboratorium Dextera, Flinstonów, Pory na Przygodę, Pokemonów, Fistaszków, South Parku, Wróżków Chrzestnych, Fineasza i Ferba, stylu Gorillaz, Disneya oraz Tima Burtona... i można by tak wymieniać bez końca :) Oto kilka przykładów art style challenge:

      https://www.instagram.com/p/BIQQnArhwvc/
      https://i.imgur.com/Z3XROmM.jpg
      https://www.instagram.com/p/BIIi5n4AVGB/
      W zależności od poziomu umiejętności oraz wyobraźni, rysownicy albo brali gotowy wzorzec postaci i zmieniali kolory/fryzurę/dodatki, by przypominała osobę, którą chcieli wykonać w różnych stylach, albo sami rysowali daną osobę od zera, starając się skopiować styl z kreskówki, filmu etc. 

      https://i.imgur.com/dxtCzHa.jpg
      https://www.instagram.com/p/BIGd3_yAdoN/?taken-by=autumnsayshello_

      https://i.imgur.com/rlv971T.jpg
      https://www.instagram.com/p/BID2aAUAR08/?taken-by=thafrenchfry

      Tu możecie zobaczyć jeszcze więcej przykładów: A New Instagram Trend Has Artists Copying Your Favourite Cartoon Styles.

      I mnie niezwykle zainspirował art style challenge! Jako dziecko uwielbiałam oglądać kreskówki, nawet do tej pory lubię obejrzeć sobie film Disneya, Dreamworks czy choćby Simpsonów. Przyznam jednak, że ze względu na ograniczone umiejętności rysowania z wyobraźni, w części przypadków, bardziej lub mniej, posiłkowałam się obrazkami postaci, przerabiając je na swój wygląd. Mam nadzieję kiedyś zrobić drugie podejście i tym razem narysować wszystkie style [lub te, których nie rysowałam] całkowicie od zera! To dopiero będzie wyzwanie :D




      A jak zacząć tworzyć pracę na art style challenge? 

      Najlepiej od listy stylów i próbnych szkiców. Na samym początku wypisałam kreskówki, filmy etc.., których styl postaci planowałam odtworzyć. Od razu zdecydowałam się też na - ujmijmy to tak - ciasną, zbiorczą kompozycję. Nie chciałam układu postaci narysowanych obok siebie w grzecznych rządkach. Do wyzwania wybrałam style z: Pory na Przygodę, South Park, Simpsonów, Gorillaz, Czarodziejki z Księżyca, Głowy Rodziny, Darii, Disneya, uniwersum Tima Burtona, Eda, Edda i Eddy'ego, Wróżków Chrzestnych, Laboratorium Dextera, Atomówek i Fistaszków. Jetsonowie i parę innych bajek odpadło, bo nie chciałam robić nadmiernego chaosu na rysunku :)


      Następnie na kartce na brudno zaczęłam ćwiczyć style. Jak wspomniałam, trochę bazowałam na gotowych obrazkach postaci, trochę sama kombinowałam, jak odtworzyć dany styl. Czasem wychodziło mi to lepiej [Tim Burton, Czas na Przygodę...], a czasem gorzej [Gorillaz, South Park]... :P W trakcie odwzorowywania styli, ważne jest, by pamiętać o cechach charakterystycznych zarówno stylu z kreskówki, filmu etc., jak i cechach osoby, którą rysujecie. Ja na potrzeby art style challenge sportretowałam siebie. Niestety nie posiadam cech szczególnych w swoim wyglądzie, tak więc za te cechy charakterystyczne obrałam: swoje okulary, pieprzyk obok oka, czerwone usta, ciemne, długie włosy z przedziałkiem na boku. Zdecydowałam się też pokolorować policzki na rumiany kolor, ponieważ mam tendencję do czerwonych policzków po wysiłku lub podczas mrozów ;)

      By dobrze poznać i wiernie odtworzyć styl postaci animowanej, warto przeglądnąć obrazki z filmu/bajki w której występuje, a nawet - oczywiście jeśli dysponujemy wolnym czasem - obejrzeć ten film/bajkę. To pozwoli najlepiej wyłapać nam cechy charakterystyczne dla danego stylu. Należy zwrócić uwagę na kolory, światłocień [czy w ogóle występuje], proporcje, elementy twarzy [to przede wszystkim!], fryzury i ubioru. I w ten sposób dostrzeżecie, że Simpsonowie maja żółtą skórę [to widać już na pierwszy rzut oka xD], a postacie Tima Burtona są niezwykle blade. Atomówki mają wielkie głowy z olbrzymimi oczami, a ich ciałka są małe. Postaci z Pory na Przygodę, Fistaszków oraz niektóre z Flinstonów lub Jetsonów zamiast oczu mają czarne, podłużne owale. Styl kreskówki Ed, Edd i Eddy opiera się na dużych, szalonych oczach i równie szaleńczym uśmiechu, podobnym nawet do uśmiechu postaci z Wróżków Chrzestnych :D I tak dalej, i tak dalej. Dla ułatwienia można zanotować sobie te wnioski z obserwacji, by ułatwić sobie tworzenie postaci w wybranych stylach.



      Kiedy już przygotujecie wstępne szkice, przenieście je za pomocą ołówka na czystą kartkę. Dla ułatwienia zaczęłam od prostych kształtów głowy oraz umiejscowienia elementów twarzy, takich jak oczy, nos i usta. Dopiero potem rysowałam pozostałą część portretu, nadając mu moje cechy. Tutaj doskonale sprawdza się zasada od ogółu do szczegółu.





      Kiedy rysowałam szkice postaci, na pierwszym etapie nie wykonywałam ich super dokładnie, tak jak w przypadku portretów realistycznych. Tutaj mamy do czynienia z postaciami animowanymi, które nie charakteryzują się detalami, których niepoprawne/niedokładne odwzorowanie poskutkuje brakiem podobieństwa. Taki kreskówkowy styl to najczęściej połączenie różnych figur geometrycznych, prostych oraz zakrzywionych linii. Odrobinę bardziej zakrzywiona linia czy minimalnie większy okrąg nie sprawi, że zepsujemy podobieństwo. Zwłaszcza, jeśli w danym stylu tworzymy własną postać. Wtedy możemy się nie stresować, jeśli coś wyjdzie troszkę inaczej :)


      W 99% gotowy szkic ;)

      Gdy ołówkowy szkic zostanie ukończony, możemy wziąć się za rysowanie lineartu, czyli obrysu/konturów. Najpierw jednak trzeba zwrócić uwagę na to, czy postacie z wybranych przez nas kreskówek etc. mają wyraźne kontury. Czarna kreska definiująca postać [jej głowę, ciało, ubrania...] cechuje większość animowanych stylów, różni się jedynie grubością. Chociaż zdarzają się i charakterystyczne style bez takowej kreski, głównie w animacjach trójwymiarowych [Shrek, Zaplątani, Jak wytresować smoka, Madagascar etc.]. W tej chwili nie przychodzi mi do głowy żaden "dwywymiarowy" film lub kreskówka bez typowego czarnego obrysu...


      W mojej pracy znalazł się jeden styl, który nie powinien posiadać konturów: styl z filmów Tima Burtona. Wszakże postaci z filmów Gnijąca Panna Młoda oraz Frankenweenie były trójwymiarowe, stworzone digitalnie. Jednak uznałam, że wyglądałoby to dziwnie: wszystkie portrety z konturami, poza moim realistycznym autoportretem i tym w stylu Tima Burtona; zdecydowałam więc i tę postać obrysować cienkopisem.
      Do lineartu najlepiej użyć cienkopisu permanentnego. Całkiem w porządku są cienkopisy Sakura Mikron [takiego użyłam w tej pracy; grubość 0.3] lub Faber-Castell Ecco Pigment. Gdy kontur był gotowy, gumką chlebową wymazałam ślady ołówka.
       

      No i wreszcie kolorowanie! Zdecydowałam się użyć ograniczonej palety barw, stosując do każdego autoportretu tego samego zestawu kolorów. Oczywiście poza dwoma wyjątkami: postaci z Simpsonów i świata Tima Burtona nie mają zwykłej, różowej buzi... :D 
      Ograniczona gama barw jest w tym wypadku ważna. Po pierwsze, kreskówki i filmy animowane odznaczają się zdecydowanym uproszczeniem kolorystyki i światłocienia. Już tłumaczę, o co chodzi, chociaż jestem przekonana, że wszyscy wiedzą, o co chodzi :D Otóż gdy spojrzycie na, dajmy na to, [prawdziwy] czerwony kubek, widzicie podstawowy kolor kubka, ciemniejszy kolor, gdzie pada cień i jaśniejszy, gdzie pada światło. Nawet biel w świecie rzeczywistym może nabrać niebieskiego odcienia tam, gdzie pada cień. Tymczasem w kreskówkach i filmach czerwony kubek jest po prostu czerwony. Nie ma cienia, nie ma światła. OK, czasem taki kubek może się błyszczeć [wtedy widzimy białą, podłużną plamę] lub mieć na sobie trochę cienia [zazwyczaj wtedy cień jest przedstawiany jako plama w tym samym, ale ciemniejszym kolorze, co kubek], ale bardzo często każdy przedmiot, postać lub miejsce wygląda tak, jakby ktoś wypełnił kontury na zasadzie Paintowego narzędzia "Wypełnij kolorem" xD



      Do kreskówkowych portretów użyłam kredek Faber-Castell Polychromos. Wybrałam dwa odcienie różu do skóry, czerwień do ust i rumieńców, niebieski do oczu, dwa brązy do włosów oraz czarny do pokolorowania podkoszulka. Użyłam też żółtego i pomarańczowego [niektóre detale + postać w stylu Simpsonów] oraz szarego i granatowego [postać w stylu Tima Burtona]. 
      Tylko do portretu realistycznego dobrałam nieco więcej kolorów. Swoją drogą, wybrałam same ciepłe odcienie, a powinnam dodać też trochę zimnego odcienia w niektórych miejscach, by nie wyglądał tak płasko. Mój błąd :P



      Kredki Polychromos super się mieszają i zostawiają całkiem gładkie warstwy, więc nie potrzebują blendera, ale dla uzyskania bardzo gładkiego efektu zastosowałam ten przybór. Tak, to kolejna ważna rzecz: postaci z filmów animowanych [tych bardziej płaskich ;)] i kreskówek mają gładziutkie twarze i ubrania. Ewentualne niedoskonałości cery lub faktura ubrania są zaznaczone kreską/kreskami!



      No i to chyba tyle w kwestii art style challenge. Przechodzimy do drugiego wyzwania :)


      STAIN CHALLENGE


      https://i.ytimg.com/vi/X2BPNwQmSEo/maxresdefault.jpg
      Źródło: Olsikowa https://www.youtube.com/watch?v=X2BPNwQmSEo
      Oto wyzwanie, które zupełnie różni się od art style challenge! Tym razem nie można posiłkować się żadnymi gotowymi obrazkami, nic odwzorowywać, dopasowywać, przerabiać... tym razem można liczyć tylko i wyłącznie na swoją wyobraźnię :D

      Stain challenge oznacza "plamowe wyzwanie". Celem tego challenge'u jest namalowanie losowych, nieprzemyślanych, spontanicznych plam za pomocą farb na bazie wody [akwareli, rozwodnionych akryli, plakatówek, ekoliny...] i stworzenia z nich... czegoś. Czegokolwiek tak naprawdę. Po prostu chwytacie za długopis lub cienkopis i rysujecie na plamach, w plamach, obok plam... Co tylko podpowie Wam Wasza wyobraźnia. Tak naprawdę nie ma żadnych ograniczeń, jak podejść do tego wyzwania i co może być jego tematem. Wolna amerykanka! :D



      Stain challenge na polskim You Tubie rozpoczęła Olsikowa, która nominowała Sami, ta nominowała Elfika, a Elfik - mnie! ^^ Było to dla mnie podwójne wyzwanie, jako że dosyć rzadko rysuję z wyobraźni - jak wiecie, ukochałam sobie odwzorowywanie zdjęć z dużą precyzją :) Tymczasem miałam wykonać coś całkiem odwrotnego: nie miałam żadnego wzoru do skopiowania ani 100% swobody w tym, co mam narysować z głowy - bowiem w pewnym sensie ograniczał mnie kształt wykonanych plam.




      Ale te małe obawy nie zniechęciły mnie do podjęcia wyzwania. Wręcz przeciwnie! Zdecydowałam się zmierzyć z tym challangem i udowodnić sobie, że potrafię! Wybrałam przybory [lista poniżej] i zabrałam się do tworzenia, puszczając wodze mojej wyobraźni :D


      Przybory:

      ♡ Zniżka 10% w sklepfc.pl na hasło ilojleen!









      Jeśli chcielibyście zobaczyć cały proces tworzenia stain challenge w moim wykonaniu, dowiedzieć się, co też wyobraźnia podszeptywała mi w trakcie rysowania, a także poznać historię potworków z obrazka, zapraszam Was do obejrzenia mojego nowego filmiku:






      Czy warto brać udział w takich artystycznych wyzwaniach? 

      Pewnie! Nie widzę ani jednego, powtarzam, ani jednego minusa podjęcia się challenge'u. Wyzwania rozwijają wyobraźnię, abstrakcyjne myślenie, pomagają pokonać art blocka, inspirują, dają możliwość próbowania nowych rzeczy, eksperymentowania, pomagają zdobyć doświadczenie, przełamują strach przed tym, czego się nie próbowało, a nadto dają mnóstwo frajdy. Myślę też, że super rzeczą jest wspólne uczestnictwo wielu artystów w takich projektach. Daje to pozytywną energię i poczucie wspólności, przynależenia :)

      Serdecznie zachęcam Was do zmierzenia się z którymś z challenge'y wymienionych w tym poście! :D Obecnie popularny staje się "Meet the artist", w którym rysujecie siebie, podajecie podstawowe dane o sobie [wiek, płeć, kraj/miasto zamieszkania, znak zodiaku...] i wypisujecie co lubicie, a czego nie. Może nie jest to wyzwanie, które znacząco poprawi Wasze umiejętności, ale na pewno to fajna zabawa, co więcej, można w ten sposób stworzyć nietypową wizytówkę na Wasze artystyczne profile.

      Czy braliście udział w jakimś artystycznym challenge'u albo planujecie? Jakie jeszcze wyzwania związane z rysowaniem lub malowaniem znacie? Btw, czy zauważyliście, że tematy dotychczasowych konkursów na moim blogu były tak skonstruowane, by były dla Was wyzwaniem? :D Tak, tak, zawsze staram się Wam zapewnić nie tylko świetną zabawę podczas tworzenia, ale i pobudzić Waszą kreatywność :D



      P.S.
      A skoro o konkursach mowa, przypominam o aktualnie trwającym:

      http://ilojleen.blogspot.com/2017/01/konkurs-plastyczny-moje-fantastyczne.html




      Szukaj

      Ładuję...
      Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...