16 listopada 2013

Kredki Derwent Artists

Derwent Artists


Kredki Derwent z serii Artists to kredki o wieloletniej tradycji. To pierwsze kredki stworzone przez tę angielską firmę - ich produkcja sięga lat 30. XX wieku! Tak więc można powiedzieć, że klasyk sam w sobie :)



O Derwent Artists dowiedziałam się, kiedy wiosną szukałam opinii na temat polecanych przez artystów kredek. Najbardziej pochlebnie wypowiadano się m.in. na temat kredek firmy Derwent: Artists, Studio* i Coloursoft. Choć ostatecznie zdecydowałam się wydać uzbierane specjalnie na ten cel pieniądze na Coloursofty w liczbie 72 kolorów, wciąż intrygowało mnie, jak rysują kredki Artists. Czytałam, że ich odcienie są stonowane, delikatne, a więc stwierdziłam, że świetnie uzupełniałyby się z żywymi kolorami Coloursoftów.

* Zestaw Artists to bliźniak zestawu Studio. Mają niemalże tę samą gamę kolorów [Artists - 120 kolorów, Studio - 72 kolory], więc wybór pomiędzy tymi kredkami zależy głównie od subiektywnych preferencji: trzon kredki Studio jest sześciokątny i węższy od kredek Artists. Ponadto kredki Studio mają nieco niższą światłotrwałość [czyli kredki te mają mniejszą odporność na działanie światła, szybciej bledną, niż Artists] i są nieco twardsze od Artistów.


Na początku lata weszłam w posiadanie kompletu 24 kredek Derwent Artists. Tym razem jednak
poszczęściło mi się, ponieważ nie kupiłam ich, a otrzymałam w prezencie! Jak wspomniałam w poprzednim poście, zostałam testerem Derwenta :)
Teraz czas na właściwą recenzję: oto podstawowe informacje oraz moje wrażenia.


Średnica okrągłego trzonu kredki to 8mm, a rdzenia 4mm. Wkłady są lekko woskowe, dzięki czemu - pomimo względnej twardości - można nakładać je warstwowo, jeden kolor na drugi oraz mieszać ze sobą barwy, osiągając gamę odcieni większą, niż dostępne 120 kolorów. Kredki Derwent Artists można nabyć w zestawach [od 12, 24, 36, 72 sztuk w metalowym opakowaniu, lub 48, 120 sztuk w opakowaniu drewnianym], jak i na sztuki [cena za kredkę: od 4zł]. Kilka kolorów jest również dostępne w zestawie Colour Collection w drewnianym pudełku.





Do kompletu można kupić specjalny przedłużacz do kredek Derwent oraz blender. O ile w przypadku Coloursoftów blender to
pomocne akcesorium, tutaj można się bez niego obejść, bo te kredki same "działają" jak blendery :)








Tabelka kolorów zestawu 24 kredek + 1, którą kupiłam osobno [Rust, 6430]:

Kredki Derwent Artists na delikatnie porowatym
kremowym papierze Fabriano Schizzi


Jak widać, w zestawie 24 kredek są barwy zarówno żywsze, jak i przygaszone [sprawdzą się przy stonowanych, melancholijnych, subtelnych portretach, jesiennych krajobrazach, martwej naturze]. Szczególnie do gustu przypadły mi kolory Brown Ochre i Golden Brown - idealnie nadają się jako baza skóry w portretach śniadych lub opalonych osób. W zestawie 24 kredek, który posiadam, niestety brak porządnej czerni [Ivory Black to po prostu bardzo ciemny szary / wypłowiały czarny, jak sama nazwa wskazuje]. Większość odcieni dobrze miesza się ze sobą, ale warto najpierw wypróbować na osobnej kartce, czy łącząc dwa kolory, lepiej nałożyć najpierw ciemniejszy, czy jaśniejszy z nich.

Miękkość rdzenia kredek jest dosyć wypośrodkowana: nie są ani bardzo miękkie [jak Coloursofty], ani też dosyć twarde - są jak ołówki B, jeśli mogę przyrównać kredki do ołówków, jednak niektóre kredki rysują bardziej miękko, kremowo, jak 3B [np. Rust, Olive Green, Copper Beech czy Mineral Green]. Ogólnie, kredki bardzo dobrze się strugają, a wkłady nie są łamliwe. Można zatemperować je do ostrej końcówki, co daje możliwość rysowania drobnych szczegółów oraz wąskich linii.

Po przetestowaniu kredek na dwóch różnych kartkach papieru, wydaje mi się, że trochę lepiej sprawdzają się na kremowym bloku Fabriano Schizzi niż na gładkim białym bloku Cansona [niektóre kolory na tym drugim papierze wyglądają dosyć delikatnie, jeśli się nie dociśnie ich nieco mocniej: Pink Rose czy Gunmetal]. Dosyć dobrze rysuje się nimi na czarnym papierze:



W czasie moich eksperymentów z pierwszymi poważnymi kredkowymi pracami [rozpoczętych tym rysunkiem] odkryłam idealne dla siebie zastosowanie kredek Artists. Kiedy je połączy z Derwent Coloursoft, jest wręcz idealnie, bo Artisty wygładzą dodatkowo cieniowanie. Coloursofty jako miękkie kredki mogą nie pokrywać porów kartki w 100%, więc jak znalazł są Artisty ze swoją średnią twardością. Można powiedzieć, że działają na Coloursoftach jak blender!


Derwent stawia na skromny, estetyczny wygląd swoich produktów. I tym razem spodobało mi się opakowanie: są na nim najważniejsze informacje o liczbie kredek, gamie kolorów, a górna przykrywka nie krzyczy jaskrawymi napisami typu: "patrzcie, jakie fajne kredki, aż tyle kolorów, super się nimi rysuje!", jak to mają niektóre firmy, tylko wygląda przyjemnie, spokojnie, nienachalnie. Tak samo jak w przypadku Coloursoftów, przykrywkę metalowego opakowania można włożyć pod jego dolną część.




Poniżej rysunki wykonane kredkami Derwent Artists, czasami przy wsparciu innych kredek. Dopiero poznaję możliwości Artistów i mam nadzieję wkrótce stworzyć wielokolorowy rysunek wykonany tylko i wyłącznie nimi [ten kormoran to dla mnie jeszcze za mało ;)].

http://www.ilojleen.bulwaria.info/photo/431/Aidan%20Turner
AIDAN TURNER: głównie Derwent Coloursoft + kilka kolorów Derwent Artists; 2 kolory Koh-I-Noor Polycolor, Mars Staedtler Lumograph 8B, biały żelopis.
Tutaj kredek Derwent Artists użyłam trochę do koszuli, do włosów, ale przede wszystkim do podstawowego koloru skóry [Brown Ochre i Golden Brown] i zaczerwień na niej [Rust].

ROBB STARK: Derwent Artists + Derwent Coloursoft + szary pastel Koh-I-Noor

JON SNOW: Derwent Artists + Derwent Coloursoft

KORMORAN: Derwent Artists

Nie wiem, czy moje rysunki godnie reprezentują możliwości tych kredek [jak wspomniałam, dopiero się rozkręcam:)], ale chcę pokazać, co się da nimi zrobić. Ponieważ nie chcę naruszać niczyich praw autorskich, zamiast wstawiać obrazki, podaję linki do pięknych prac wykonanych kredkami Derwent Artists, naprawdę warto je zobaczyć:



P.S. Przypominam o akcji "Podsumowanie 2013 roku" :)



14 listopada 2013

* Newsy VI *

Witajcie! ♥

Już czas, żebym zdradziła pewien sekret :) Chciałabym podzielić się z Wami radosną wiadomością: zostałam testerem Derwenta w Polsce! :D Długo nic nie mówiłam, bo nie chciałam zapeszać, ale myślę, że niektórzy mogli coś podejrzewać, kiedy jakiś czas temu na blogu pojawiło się logo tej firmy :) Bardzo cieszę się z tej współpracy! Dla mnie oznacza to dobrej jakości przybory, którymi będę mogła tworzyć nowe prace, niejednokrotnie próbując technik, po które do tej pory nie sięgałam [np. węgiel czy ołówki wodorozpuszczalne]. Dla Was, czytelników: nowe recenzje produktów - na temat których opinii w języku polskim często nie można znaleźć - oraz tutoriale ^^

Jako pierwsze do przetestowania otrzymałam kredki Derwent Artists. Jutro albo w sobotę pojawi się ich recenzja :)


Następne w kolejności przetestuję przybory z zestawu Derwent Sketching Collection. Ów zestaw zawiera 3 bezdrzewne ołówki wodorozpuszczalne Graphitone, grafity w sztyfcie Graphite Blocks, węgiel w sztyfcie Charcoal Blocks, 4 ołówki Graphic, 2 ołówki wodorozpuszczalne Watersoluble Sketching, 3 kredki Drawing, 3 barwione węgle w ołówku Tinted Charcoal, 3 węgle w ołówku Charcoal Pencils oraz akcesoria takie jak: gumka zwykła, gumka chlebowa, wiszer, ostrzałka z papierem ściernym i strugaczka.Wszystkie te przybory są dostępne do kupienia na sztuki.
Na zdjęciu widoczne są też nowe przedłużacze, więc szykuje się aktualizacja notki o obsadkach. To wprawdzie akcesoria Derwenta, ale pasują do produktów innych firm - zdziwicie się, do jak wielu! :)


---

Podsumowanie 2013 roku!


Mam też - myślę, że fajny - pomysł. W tym roku w moim "życiu artystycznym" działo się wiele: próbowałam nowych stylów i technik, zostałam testerem Derwenta, otrzymałam do zrecenzowania przybory firm Koh-I-Noor i Stabilo oraz... wydarzyła się jeszcze jedna rzecz, ale chwilowo jeszcze się wstrzymam z obwieszczeniami ;) Myślę, że będzie miała ona pozytywny wpływ na bloga.

Tak czy siak, w grudniu zamierzam dokonać podsumowania 2013 roku. Chciałabym zachęcić Was, byście i Wy podzielili się ze mną oraz resztą czytelników swoimi tegorocznymi sukcesami! Mam na myśli przede wszystkim opis postępów, których dokonaliście w tym roku [np. pierwszy rysunek zwierzęcia, pierwszy udany realistyczny portret, pierwsze włosy, które narysowaliście dokładnie tak, jak zaplanowaliście itp. itd.], wypróbowane po raz pierwszy w tym roku techniki i style; konkursy, w których braliście udział, wystawy [szkolne, lokalne] i wszystko, co Wam tylko przyjdzie do głowy, a było w tym roku odstępstwem od "normy". Opiszcie, co Was spotkało w Waszym "życiu artystycznym" i jeśli chcecie, zilustrujcie to podsumowanie zdjęciami, rysunkami [np. portret, w którym po raz pierwszy użyliście pasteli, zwycięska praca konkursowa, zdjęcie przedstawiające Waszą wystawę...].

Swoje podsumownia możecie przesyłać na maila ilojleencontest@gmail.com [oczywiście to nie jest żaden konkurs, ale ten mail służy mi do takich dorywczych akcji na blogu :)] już od dzisiaj, ale myślę, że warto się jeszcze wstrzymać, bo skąd wiadomo, co się Wam jeszcze przytrafi ;) Podsumowania można nadsyłać do 26.12.2013r., bym po świętach, a przed Sylwestrem, zdążyła je opublikować :)

---

Zapraszam też na mojego drugiego bloga na Tumblerze: Ilojleen's pencil portraits and other drawings. Na pierwszym oprócz publikowania prac reblogowałam głównie różne "fandomowe" rzeczy [dla niewtajemniczonych w język Tumblra: udostępniałam/publikowałam rzeczy związane z serialami, filmami, muzykami itd.] oraz twórczość innych osób [warto kliknąć w link i przeglądnąć!]. Drugi blog jest poświęcony wyłącznie moim pracom. Tam na bieżąco wrzucam nowe rysunki oraz więcej WIPów, niż na Facebookowym fanpage'u. Zapraszam :)

---

Co się zaś tyczy tutorialu o rysowaniu kredkami na czarnym papierze - jest w trakcie tworzenia, cierpliwości :) Napisanie tekstu, robienie zdjęć w czasie rysowania, obróbka i hostingowanie, a przede wszystkim samo rysowanie... chwilkę zajmuje. Mam nadzieję, że czekanie okaże się tego warte. Postaram się, żeby tutorial pojawił się jeszcze w listopadzie, a jeśli nie - w pierwszych dniach grudnia :)

Pozdrawiam!



4 listopada 2013

Rysowanie: to, co my lubimy, a czego chcą inni

Zanim opublikuję kolejne recenzje i tutoriale, chciałabym poruszyć pewną kwestię, związaną oczywiście z rysowaniem :) Myśli na ten konkretny temat już od dawna kłębiły mi się w głowie, aż wreszcie postanowiłam się nimi podzielić na blogu, ponieważ wydaje mi się, że ów "problem" dotyczy nie tylko mnie. Chodzi mi mianowicie o temat rysowania tego, co się lubi i jak się lubi, a słuchania się sugestii innych oraz tego, jaki one mają wpływ na proces tworzenia.

Widzicie, w mojej największej pasji, którą od 11 lat jest rysowanie, zawsze na pierwszym miejscu stawiałam przyjemność płynącą z tej czynności. Już na samym początku odkryłam, że najbardziej fascynuje mnie rysowanie twarzy ludzkich w stylu fotorealistycznym. Uwielbiałam odwzorowywać różne miny, najmniejsze nawet detale, pokochałam rysowanie włosów. Starałam się uchwycić na zdjęciu charakter osoby. Przez ponad dekadę nie zmieniło się absolutnie nic: fotorealizm nadal pozostaje moim ulubionym stylem, odwzorowywanie zdjęć zwyczajnie mnie cieszy. Myślę, że nie osiągnęłabym takiego poziomu umiejętności, który dziś reprezentuję, gdybym zajmowała się rysowaniem tematów, które mnie nie interesują lub poświęcała czas technikom, które mniej mnie pociągają niż ołówek. Wolałam doskonalić się w fotorealistycznym rysunku ołówkiem, niż chwytać się różnych technik, stylów, próbując wszystkiego po trochę i nie osiągając tym samym w żadnym polu bardzo dobrego poziomu. Wszechstronność nigdy nie była moją ambicją, ale mimo to nie zamykałam też furtki przed innymi stylami, technikami, rysowaniem z wyobraźni czy z natury. Tworzenie czegoś innego, niż "ołówkowego realizmu" choć rzadko, ale tylko wtedy, kiedy sama tego chciałam, miałam ochotę, sprawiło, że dobrze się przy tym bawiłam :)

http://i.imgur.com/CsVMX59.jpghttp://www.ilojleen.bulwaria.info/photo/54/Carmen

Powyżej rysunki z wyobraźni [dama w masce chyba nigdy nie zostanie ukończona ;P], a poniżej stos szkiców z natury i wyobraźni [to jeszcze nie wszystkie, które posiadam :)], stworzonych głównie w latach 2009-2012. O ile mam cierpliwość i zapał do tworzenia bardzo szczegółowych rysunków ołówkiem, jakoś zawsze brakowało mi tych cech przy zamienianiu szkicu z wyobraźni czy z natury w ukończony rysunek... Znaczna większość moich bazgrołków na wieczność pozostała w fazie wstępnej, szkicowej. Jedynie mały odsetek doczekał się przeistoczenia w gotową pracę - jak na przykład portret Carmen, dziewczyny z różą we włosach. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć szkice jej portretu "na brudno". Może uda Wam się dostrzec także moje pomysły do różnego rodzaju ilustracji, do których realizacji nie mogę zebrać się od lat :D

















Jednakże na przestrzeni tych 11 lat niejednokrotnie otrzymywałam komentarze oraz wiadomości, których autorzy sugerowali, bym zajęła się czymś innym niż rysunkiem realistycznym. Czasem nie były to sugestie, a wręcz... coś na kształt rozkazów: "przestań rysować ze zdjęć, bo to bez sensu. Rysuj z natury albo z wyobraźni, powinnaś się tego nauczyć!". A ja wówczas zawsze odpowiadałam pytaniem: "Czy rysuję dla Ciebie, czy dla siebie? Czy muszę być wszechstronna, bo takie jest Twoje życzenie?" :) Myślę, że i moi czytelnicy na pewnym etapie spotkali się z takimi mniej lub bardziej uprzejmymi radami, a ja mam nadzieję wyjaśnić, dlaczego autorzy tych wypowiedzi się mylili i odpowiednio to uargumentować. 

Chciałabym na wstępie podkreślić, że nie uważam, żeby wszechstronność bądź obeznanie w wielu technikach/stylach była zła [podziwiam takie wszechstronne osoby i zazdroszczę im! :)], że nie należy próbować swoich sił w rzeczach, na których się nie znamy. Uważam, że eksperymentowanie jest ważne, potrzebne, pozwala nauczyć się patrzeć w inny sposób na proces twórczy. Uczy kreatywnego myślenia, czyni naszą twórczość bardziej interesującą, bo zawsze w swoją ulubioną technikę - jaką w moim przypadku jest ołówek -  lub styl - mój ukochany realizm - można włączyć, wpleść jakiś inny styl czy technikę [ja obecnie uczę się rysować w kolorze :) Wcześniej miałam styczność z kredkami, pastelami, akwarelami, ale doświadczenie z kolorem wciąż pozostawało małe].  

Ale!

Warto poznawać nowe style, eksperymentować z nimi, rozwijać się, odłożyć na półkę sprawdzone przybory, a sięgnąć po inne, ale tylko wtedy, kiedy czujemy taką potrzebę - kiedy chcemy nauczyć się czegoś nowego, spróbować nieznanej techniki czy stylu. To samo tyczy się rysowania z wyobraźni czy z natury. To rozwija nasze umiejętności, poszerza ich zakres. Kto nie chciałby być dobry w więcej niż jednej technice czy stylu? Oprócz zdolności rysowania ze zdjęć potrafić także rysować z wyobraźni? Ja chętnie - dlatego czasem rysuję z wyobraźni, natury, uczę się malować akwarelami, rysować kredkami itd. :)

Trzeba jednak pamiętać, że odpowiednim momentem jest ten, kiedy chcemy wypróbować coś sami, a nie ten, kiedy ktoś nas do tego nakłania. Nie ma powodu, by rzucić w kąt akwarele, ołówki albo pastele, zapomnieć o stylu realistycznym albo mangowym i zająć się nagle farbami i impresjonizmem, jeśli po prostu tego nie czujecie. Jaką radość będziecie wówczas czerpali z procesu twórczego? Podejrzewam, że nie będziecie czuli przyjemności, zrelaksowania, tylko frustrację. Zupełnie jakby to było tworzenie pod przymusem, za karę. Wydaje mi się, że poznawanie nowych technik, stylów bądź próby rysowania z wyobraźni lub natury przyniesie wtedy wymierny skutek. Zamiast cieszyć się z odkrywania tego, jak maluje się akwarelami czy jak tworzy się w stylu mangowym, możemy się zniechęcić do tych technik, stylów itd. Tworzenie nie jest w żadnym przypadku obowiązkiem ani nie ma zadowolić innych, tylko nas samych!

A kiedy już próbujemy czegoś innego, z własnej woli wychodzimy spoza "strefy komfortu", zdarza się, że pojawiają się komentarze całkowicie odwrotne! Kiedy publikuję prace w stylu nierealistycznym albo wykonane pastelami czy akwarelami, czasem otrzymuję opinie następującej treści: "Lepiej zostań przy ołówkach i rysowaniu ze zdjęć". I tu znowu zadaję takiej osobie pytanie: "Mam to zrobić tylko dlatego, że Ty tak chcesz?". Taka osoba najczęściej nie znajduje racjonalnej odpowiedzi na moje pytanie, i pozostawia to bez komentarza albo brnie w zaparte, że tak trzeba, a to... nie jest przecież żadne sensowne wyjaśnienie! ;) Ponadto żeby prace prezentowały dobry poziom, potrzeba czasu. Nie od razu Kraków zbudowano! Żeby być w czymś być dobrym, trzeba ćwiczyć, nic nie wyjdzie idealnie za pierwszym razem. Faktem jest, że kiedy ktoś dobrze rysuje ołówkami, ma już pewne doświadczenie, które może wykorzystać przy rysowaniu kredkami [dlatego mój pierwszy rysunek kredkami - Trampki - nie okazał się totalną katastrofą :D], albo jeśli zna się na akwareli, lepiej pójdzie mu z gwaszem czy tuszem. Tak czy inaczej, nie warto przejmować się tego typu komentarzami. Jeśli chcecie malować farbami, a ktoś Wam to odradza, zignorujcie to :) Macie ochotę na farby? Malujcie farbami!

Na samym początku mojej przygody [nie jestem pewna, czy to słowo tu pasuje, która przygoda trwa 11 lat? ;)] z rysowaniem spotkałam także osoby, które zamiast udzielić mi wskazówek, polecały zrezygnować z rozwijania swoich umiejętności plastycznych. Nie wiem, co nimi kierowało, gdy zamiast mnie motywować, podcinały skrzydła. Ale wiem jedno - gdybym ich posłuchała, nigdy nie doszłabym do obecnego poziomu moich prac. Dlatego nigdy nie słuchałam osób mówiących mi, bym nie rysowała ze zdjęć albo żebym pozostała przy ołówkach i realizmie [swoją drogą, to się wyklucza, więc której strony miałabym posłuchać? ;)]. Nadal chcę, by chwilom, którym poświęcam rysowaniu, towarzyszyła radość, zadowolenie, relaks.

Podsumowując, nie uważam, by był powód, dla którego ktoś miałby zmuszać nas, rysowników amatorów, do czegokolwiek i zabijać tym samym przyjemność z rysowania tego, co lubimy najbardziej. Według mnie sugerowanie komuś porzucenia techniki/stylu rysowania, w którym czuje się dobrze i nakłanianie do zajęcia się czymś innym jest jak nakazanie utalentowanej śpiewaczce operowej rapować ;) Oczywiście nie zawsze jest tak, że sugestie wyjścia ze swojej "artystycznej strefy komfortu" mają negatywne zabarwienie. Często ci, którzy radzą nam wypróbować coś innego, chcą dla nas dobrze, chcą, byśmy się rozwijali, dlatego nie należy denerwować się tym, co mówią :) Można pójść za ich podpowiedziami, ale jak jeszcze raz powtórzę: wtedy, kiedy jesteśmy na to gotowi :) Tak więc powtarzam: nie musicie być wszechstronni, ale możecie, jeśli tylko chcecie tego sami! Szczerze zachęcam Was do prób, eksperymentów, rozwijania się, nie w żadnym wypadku tego nie nakazuję :)
Życzę wytrwałości w dążeniu własną ścieżką i miłego tworzenia ;)


P.S. Powyższy tekst dotyczy osób, które są amatorami i nie kształcą się w kierunku plastycznym. Studenci ASP i uczniowie liceum plastycznego naturalnie są zobowiązani zajmować się technikami i stylami, które są wymagane w ramach programu kształcenia w danej placówce i ich nie będę zachęcać do buntowania się :)

Szukaj

Ładuję...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...