28 grudnia 2016

* PODSUMOWANIE 2016 ROKU *

Hej hej! ♥
Witam Was w ostatniej notce w tym roku! Tradycyjnie zamykam grudzień postem podsumowaniem artystycznych dokonań ubiegłych 12 miesięcy w których wspólnie to dzielimy się sukcesami i porażkami. Tym razem wstęp i zakończenie notki są bardzo krótkie, bo męczy mnie choroba [choć jest lepiej, niż w święta D:], a pisanie i składanie poprawnych zdań z nosem, z którego bez przerwy leje się katar, kaszląc, nie należy do najłatwiejszych czynności D: Na dodatek post w edytorze mi co jakiś czas miga i pokazuje się białe tło, czym doprowadza mnie do zawału, że wszystko znikło! :o

OK, koniec narzekania! :P Przeogromnie cieszy mnie fakt, że znowu dopisała liczba uczestników tej corocznej akcji ^_^ Dziękuję za nadesłanie ok. 260 pięknych prac! Nie jestem zaskoczona, że przeważają realistyczne portrety [w końcu to blog głownie o portretowaniu ;D], ale fajnie, że próbujecie swoich sił w innych tematach i stylach. Dużą radość sprawiło mi też czytanie tego, co zawarliście w podsumowaniach. Mnóstwo wygranych konkursów, wystawy oraz inne osiągnięcia, i małe, i wielkie. Wielu z Was poczyniło postępy w tym roku i podwyższyło poziom swoich prac. Jestem z Was dumna ♥ Bez wątpienia motywujecie i inspirujecie mnie oraz innych czytelników! 

A teraz zachęcam do lektury... :)




10 grudnia 2016

Gumki do mazania Faber-Castell - recenzja / test

Gumki do mazania Faber-Castell - która do czego i która najlepsza? 

Dzisiaj zaserwuję Wam test gumek do mazania. Nie jest to pierwsza recenzja tego rodzaju przyborów - już ponad dwa lata temu zrecenzowałam dla Was posiadane wówczas przeze mnie gumki: Gumki do mazania. Od tej pory gumek mi przybyło i przydałoby się zrobić kolejną zbiorczą recenzję wszystkich, ale na razie skromna notka o produktach niemieckiej firmy Faber-Castell. W paczuszce, która rozpoczęła moją współpracę z tą marką, znalazły się takie gumeczki:


Gumka chlebowa w opakowaniu [żółta]


Jak już wielokrotnie zapewniałam, gumka chlebowa Faber-Castell to najlepszy produkt tego typu, jaki do tej pory użytkowałam. W poprzedniej recenzji gumek do mazania pisałam: "bardzo dobrze się formuje, nie klei się do rąk, ale jest wystarczająco lepka, by zebrać grafit. Kiedy już trochę się pobrudzi, przy dalszej pracy nie zostawia tego brudu [pyłu z ołówka] na kartce, niszcząc pracę*. Wystarczy trochę ją pougniatać, a znowu zyska większą lepkość. Wiadomo, że nie można używać gumki chlebowej w nieskończoność, ale ta gumka jest ekonomiczna, starcza na długo". To była moja opinia na temat szarej wersji gumki, a w sprzedaży dostępne są jeszcze inne kolory: czerwony, żółty, niebieski, fuksja oraz zielony.
Producent zapewnia, że kolor nie ma znaczenia, choć słyszałam opinie, że gumka Faber-Castell w szarym kolorze jest lepsza, niż np. czerwona czy zielona. Na potrzeby tej recenzji testowałam nową, żółtą gumkę chlebową. Wydaje się ona nieco miększa od szarej, bardziej plastyczna, odrobinę bardziej klejąca, ma też nieco intensywniejszy zapach [pachnie jak tanie szminki xD], ale ściera grafit zupełnie tak samo, jak szara. W trakcie mazania nie zostawia koloru na białej kartce. Nie widzę więc powodów, dla których należy obawiać się kolorowej gumki chlebowej. "Działa" tak samo jak szara :)
Gumki chlebowe Faber-Castell nadają się do ołówka, pasteli i węgla*. Sprzedawane są na sztuki opakowane w folii albo w szczelnych plastikowych etui, które przypominają mi małe walizeczki :)

Cena: ok. 3,20 - 4,70zł. Do nabycia w sklepach papierniczych, plastycznych [stacjonarnych i internetowych], jak również na stronie sklepu Faber-Castell o tutaj.

* Gumka chlebowa zbiera pył i z ołówka, i pasteli i węgla, jednakże o ile nie brudzi rysunku, kiedy używamy jej ponownie po zebraniu zwykłego grafitu, przy następnym użyciu po mazaniu nią węgla lub pasteli może pobrudzić pracę!


Gumka do mazania PVC Free [biała]


Gumka Faber-Castell PVC Free to gumka, z którą miałam po raz pierwszy do czynienia przy okazji tej recenzji. Jak wiecie, od lat [ba, od dzieciństwa!] jestem wierna zwykłej, taniej gumce Factis, która produkuje mnóstwo śmieci w trakcie mazania, ale jest skuteczna. Producent zapewnia, że gumka PVC Free gwarantuje "gładkie i bardzo czyste" ścieranie ołówków i kredek. Jak jest naprawdę? Gumka ta radzi sobie świetnie z mazaniem cieniowania ołówków twardych oraz tych twardszych z oznaczeniem B [np. HB, B, 2B] i mazaniem delikatnego [!] kolorowania kredek - rzeczywiście pozostawia czyściutki obszar bez rozmazywania pigmentu i grafitu po papierze. Jednak im mocniejszy był docisk przyboru do kartki, tym słabiej sprawdza się ta gumka. Tak, wymaże obszar pocieniowany ołówkiem 8B, ale nie w 100%.

Gumka Faber-Castell PVC Free wykonana jest z materiału termoplastycznego, sprzedawana jest w ochronnym opakowaniu. Jest średniotwarda, przy ucisku czuć pewną elastyczność. Nie jest krucha, jak gumka Factis, nie da się jej oderwać palcami. Na pewno nie drapie papieru, tylko gładko po nim sunie. Zostawia umiarkowaną ilość śmieci. Nadaje się do użytku szkolnego, ale także hobbystycznego: spokojnie można wymazywać nią szkice, korygować projekty wykonane twardymi lub średniomiękkimi ołówkami.

Należy dodać, że niniejsza gumka do mazania - jak już to sugeruje nam nazwa - nie zawiera PVC, czyli poli(chlorku winylu), który jest niebezpieczny dla środowiska oraz zdrowia. Gumki stworzone na bazie PVC mają trochę dziwny zapach, taki sztuczny - jak doczytałam, to wina ftalanów, czyli grupy substancji, które bardzo często są wykorzystywane do setek produktów codziennego użytku, a które mogą poważnie wpływać na zdrowie [zmieniać gospodarkę hormonalną, zwiększyć ryzyko cukrzycy, zagrozić płucom, wątrobie i innym organom wewnętrznym].  Ta gumka jest bezzapachowa i może być używana nawet przez małe dzieci. Dobrze więc wiedzieć, że to produkt niegroźny dla zdrowia xD

Wymiary: 62 x 21,5 x 11,5mm

Cena: 1,60 - 2,50zł. Do nabycia w sklepach papierniczych, plastycznych [stacjonarnych i internetowych], jak również na stronie sklepu Faber-Castell o tutaj.


Gumka winylowa 7082-20 [biało-niebieska]


Dwuczęściowa gumka winylowa Faber-Castell według opisu producenta spełnia podwójną funkcję: biała, miększa część [2/3 wielkości gumki] służy do wymazywania ołówków i kredek, a niebieska [1/3 wielkości gumki], twardsza, do ścierania atramentu i tuszu. Podobnie jak poprzednia gumka, biała część nie zawiera PVC, jest winylowa. Nie powinna niszczyć papieru, tylko delikatnie po nim sunąć. Łatwa i tania w produkcji, jest miękka, gładka i elastyczna, w przeciwieństwie do takich gumek, wykonanych z gumy [wbrew częstemu przekonaniu oraz nazwie, nie wszystkie gumki są z gumy :D]. Powinna gwarantować czyste mazanie przez to, że to, wymazujemy, przyczepia się do nielicznych śmieci z gumki, a nie do papieru. Inaczej grafit byłby rozmazywany po kartce. Co do niebieskiej części... jest ona twarda, szorstka. I na razie tyle o niej ;)
No, to były założenia, a jak jest z tą gumką w rzeczywistości? Część biała faktycznie jest elastyczna, miększa od gumki z gumy, nie drapie papieru, tylko gładko po nim sunie przy mazaniu. Grafit zostaje wtarty w śmieci, a gumka jest raczej czysta. Całkowicie lub prawie całkowicie dają się wymazać warstwy ołówka wykonane ołówkami H, HB, F, aż do 5B. Powyżej 5B można napotkać problemy, gumka zaczyna nawet trochę rozmazywać grafit. Jednak jest to niechlubna właściwość wielu gumek, dlatego jestem w stanie troszkę przymknąć na to oko.
Nie jestem jednak w stanie przymknąć oka na to, co robi niebieska część gumki. A właściwie czego nie robi... Z założenia powinna być w stanie wymazać atrament oraz tusz. Niniejsza recenzja nie miałaby sensu, gdybym tego osobiście nie sprawdziła. Tak więc naskrobałam adres bloga za pomocą pióra wiecznego oraz zwykłego długopisu, po czym przystąpiłam do pocierania słów. I... nic.


"Com" napisane atramentem bardziej starło się z papierem, niż z papieru, a długopisowe "ilojleen" trochę pojaśniało. Śmieci było pełno, ale efektu żadnego. Tu mam pytanie do Was - czy ktoś z Was skutecznie skorzystał z tej gumki i brak efektów to jedynie moja wina? Napisałam do Faber-Castell z zapytaniem o tę gumkę, ale jeszcze nie otrzymałam odpowiedzi.
Podsumowując, wydaje mi się więc, że gumka winylowa 7082-20 nie spełnia swojej funkcji. Niebieska część przeznaczona do usuwania tuszu i atramentu jest bezużyteczna. Biała jest w porządku, zachowuje się generalnie jak większość gumek winylowych. Jednak zamiast tej gumki wolałabym kupić choćby gumkę Faber-Castell PVC Free, która jest odrobinę tańsza, a w pełni funkcjonalna, lepiej też radzi sobie z miększymi ołówkami.

Wymiary: 62 x 21,5 x 11,5 mm

Cena: 2 - 3zł. Do nabycia w sklepach papierniczych, plastycznych [stacjonarnych i internetowych], jak również na stronie sklepu Faber-Castell o tutaj; także bez papierowego opakowania [wówczas cena < 2zł].

Gumka Dust Free [ciemnozielona]


Mój faworyt z "niechlebowych" gumek Faber-Castell :) Cechuje się największą elastycznością, miękkością i chyba najlepiej wymazuje grafit, a na dodatek zostawia bardzo mało śmieci! Jeszcze przed otrzymaniem od Faber-Castell ciemnozielonej gumki Dust Free posiadałam i użytkowałam jej czarną wersję. Dla osób zdziwionych kolorem gumki, przypomnę swoje słowa z recenzji tego przyboru: "Gwarantuję jednak, że nawet przy intensywnie zawziętym pocieraniu jej o papier, nie zostawia ona czarnych śladów :) Co jest wyjątkowego w tej gumce winylowej? Otóż zostawia znacznie mniej ścinek, niż inne. W trakcie tarcia ścinki łączą się ze sobą w większy kawałek, zamiast namnażać na potęgę. Odkryłam, że fajnie sprawdza się na czarnym papierze. Inne gumki zostawiały jasne ślady w miejscach, w których pocierałam nimi o ciemny papier, w przypadku gumki Faber-Castell Dust Free nie otrzymywałam takiego nieładnego efektu". Wszystkie te słowa podtrzymuję. Ciemnozielona gumka też pozostawia niewielką ilość śmieci, które w większości łączą się ze sobą, ani nie tworzy jasnych smug na czarnym papierze. Co więcej, dosyć dobrze radzi sobie z warstwami miększego grafitu lub kredek. Nawet mocniej pocieniowany obszar jest w stanie wymazać lepiej, niż inne gumki z recenzji. 

Dostępna jest powszechnie w kolorach czarnym, białym oraz granatowym, ale można napotkać też inne kolory.

Cena: ok. 2,20 - 3,50zł. Do nabycia w sklepach papierniczych, plastycznych [stacjonarnych i internetowych], jak również na stronie sklepu Faber-Castell o tutaj.



Słowa słowami, a teraz porównajmy gumki w praktyce. Każdą z wymienionych gumek przetestowałam na obszarze pocieniowanym lekko ołówkami: 8B, 6B, 2B i B oraz na obszarze mocno zakreskowanym ołówkiem 8B [ciemne kółka w dolnym rzędzie]. Bonusowo umieściłam tu też gumkę Faber-Castell Sleeve, o której więcej opowiem w nadchodzącej recenzji.


Zacznijmy od gumki chlebowej. Warstwy wykonane twardszymi [od 6B i 8B] ołówkami wymazała bez zarzutu. Nawet z miększymi poradziła sobie nieco lepiej, niż gumka winylowa 7082-20. Mimo to, gumka chlebowa raczej nadaje się do delikatnego usuwania grafitu, rozjaśniania go, niż pocierania. Wynika to z jej dużej miękkości, plastyczności, która sprawia, że spłaszcza się, jeśli jest mocniej przyciśnięta do powierzchni kartki. Nie daje precyzji, trudno nią wymazać obszar kartki, do której mocniej przyciskano ołówek. Jest w stanie rozjaśnić też pastel lub węgiel, ale użyta ponownie, może pobrudzić pracę, rozmazać to, co przyczepiło się do gumki. Niemniej jednak, bardzo się przydaje do wykonywania refleksów i rozjaśnień na grafitowym rysunku.
Wszystkie przedstawione powyżej niechlebowe gumki doskonale wymazują warstwy wykonane ołówkami B oraz 2B. Kartka na powrót jest biała, czysta. Różnice zaczynają się przy kółkach pocieniowanych miększymi ołówkami. Z gumek Faber-Castell, które otrzymałam, najlepiej radzi sobie gumka Dust Free. Jeszcze przy ołówku 6B możemy spodziewać się czystej powierzchni. Warstwa narysowana 8B nie daje się wyczyścić w 100%, ale nie jest źle, całkiem przyzwoicie powiedziałabym. Grafit zostaje zebrany i starty, a nie roztarty. Również na powierzchni mocno zakreskowanej ołówkiem 8B daje najlepsze rezultaty spośród opisywanych w notce gumek, choć trochę rozmazuje grafit po kartce, ale zapewnia największe rozjaśnienie/zebranie go. Na plus jest też fakt, że zostawia po mazaniu mało śmieci. Z mazaniem mocno zakreskowanej ołówkiem 8B powierzchni źle sobie radzą pozostałe gumki winylowe. Szczególnie podwójna gumka Vinyl 7082-20 [ta z niebieską częścią do tuszu] rozmazuje grafit. Gumka PVC Free lepiej się sprawuje, a najlepiej - poza gumką Dust Free - gumka Sleeve. Całkiem podobne efekty otrzymałam przy wymazywaniu warstwy kredek. Dust Free spisała się lepiej, niż pozostałe gumki.

Zastanawiałam się nad powodem, dla którego ta gumka jest lepsza gumek PVC Free, Vinyl 7082-20 oraz Sleeve. Być może to kwestia tego, że Dust Free jest miększa? Spokojnie mogę polecić ją do ołówków, kredek, a także do używania na czarnym papierze [jak wspominałam, ciemnozielona oraz czarna wersja tej gumki nie zostawiają jasnych smug na czarnym papierze, jak to mają w zwyczaju białe gumki]. Z kolei resztę wymienionych gumek winylowych mogę polecić, ale głównie do szkiców twardszymi ołówkami [zwłaszcza do rysunku technicznego] oraz do użytku szkolnego, biurowego oraz domowego: z ołówkami H i HB, F, B, 2B współpracują znakomicie. A o tym, że uwielbiam gumkę chlebową Faber-Castell to chyba już nie muszę wspominać :D

A jakie są Wasze ulubione gumki? Do moich faworytów zdecydowanie należą: gumka Factis, Koh-I-Noor w ołówku i Faber-Castell Dust Free oraz chlebowa tej samej firmy.



P.S. Przypominam o podsumowaniu 2016 roku! :D

25 listopada 2016

* Newsy XXVII *

Hej! ♥
Dzisiaj krótka notka informacyjna. Bez zbędnych wstępów przystępuję od razu do rzeczy!


Podsumowanie 2016 roku!

Chętni do udziału w IV edycji corocznej akcji "Podsumowanie roku", w którym pokazujecie mi swoje prace? :D Tym, którzy niedawno poznali mojego bloga albo zapomnieli, na czym polega to podsumowanie, przypominam:  jak co roku planuję post podsumowujący Wasze dokonania jako rysowników i twórców sztuki tradycyjnej wszelakiego innego rodzaju :) Kopiuję więc wyjaśnienie i zasady z poprzednich lat:

Chciałabym zachęcić Was, byście podzielili się ze mną oraz resztą czytelników swoimi tegorocznymi sukcesami! Mam na myśli przede wszystkim opis postępów, których dokonaliście w tym roku [np. pierwszy rysunek zwierzęcia, pierwszy udany realistyczny portret, pierwsze włosy, które narysowaliście dokładnie tak, jak zaplanowaliście itp. itd.], wypróbowane po raz pierwszy w tym roku techniki i style; konkursy, w których braliście udział, wystawy [szkolne, lokalne] i wszystko, co Wam tylko przyjdzie do głowy, a było w tym roku odstępstwem od "normy". Opiszcie, co Was spotkało w Waszym "życiu artystycznym" i jeśli chcecie, zilustrujcie to podsumowanie zdjęciami, rysunkami [np. portret, w którym po raz pierwszy użyliście pasteli, zwycięska praca konkursowa, zdjęcie przedstawiające Waszą wystawę...].

Swoje podsumowania możecie przesyłać na maila ilojleencontest@gmail.com [oczywiście to nie jest żaden konkurs, ale ten mail służy mi do takich dorywczych akcji na blogu :)] już od dzisiaj, ale myślę, że warto się jeszcze wstrzymać, bo skąd wiadomo, co się Wam jeszcze przytrafi ;) Podsumowania można nadsyłać do 18.12.2016r., bym po świętach, a przed Sylwestrem, zdążyła je opublikować :)


Liczę, że weźmiecie udział w podsumowaniu ^^ Kilka osób się o nie dopytywało, więc trzymam Was za słowo i chcę zobaczyć Wasze tegoroczne dzieła :D


Dzień Darmowej Dostawy z Faber-Castell

Tylko dziś 29.11.2016 [do północy] można zrobić zakupy w autoryzowanym sklepie internetowym FC bez ponoszenia kosztów transportu! Wystarczy mieć w koszyku produkty o wartości min. 20 zł.




Black Friday z Faber-Castell - 15% rabatu!

http://webep1.com/Zobacz/To?a=21984&mp=9592&r=Lw2

Czyli znany dzień promocji, rabatów i okazji organizuje również autoryzowany sklep internetowy Faber-Castell. Od 25.11 do 28.11.2016r. możecie nabyć wszystkie nieprzecenione artykuły w cenach promocyjnych, czyli obniżonych o 15% :) Wystarczy, że wpiszecie BLACK15 w okienku kodu rabatowego podczas zakupów i to wszystko!

Produkty objęte rabatem dostępne są na stronie: www.sklepfc.pl
Rabat nie łączy się z innymi promocjami!




Pozdrawiam ciepło!
Dominika



22 listopada 2016

PRZYDATNE PRZYBORY: Faber-Castell Clic&Go - pędzel i kubeczek na wodę

Czas rozpocząć serię postów o produktach firmy Faber-Castell oferowanych przez autoryzowany sklep internetowy Faber-Castell w celu ich przetestowania i zrecenzowania c: Pewnie większość z Was wyczekuje na recenzję kredek z serii Albrecht Dürer, ale z tym odrobinkę trzeba będzie poczekać, bo jestem w trakcie wypróbowywania zestawu 36 kolorów - mogę jednak powiedzieć, że testy wypadają bardzo pomyślnie :) 
Tymczasem chcę zaprezentować Wam coś nietypowego. Takiego duetu chyba jeszcze nie widzieliście! :) Mowa o niestandardowym pojemniku na wodę oraz pędzlu syntetycznym, które okażą się przydatne dla wszystkich osób malujących farbami wodnymi. Wystarczy kliknięcie i już są gotowe do użytku :)
 

Faber-Castell Clic&Go: pędzel i pojemnik na wodę




Kiedy otrzymałam do przetestowania pędzel oraz pojemnik na wodę z serii Clic&Go, nie spodziewałam się, że aż tak przypadną mi do gustu. Miałam już trochę pędzli, a za pojemniczek na wodę służył mi nie raz zwykły kubek, a nawet słoik. Co niby miało wyróżniać te produkty i sprawić, że zrezygnuję z dotychczas używanych akcesoriów? Otóż nie tylko design, ale i ich funkcjonalność! A właściwie jedno i drugie na raz: bowiem ich wygląd wpływa znacznie na funkcjonalność ^^ Przyjrzyjmy się więc akcesoriom Clic&Go!

Faber-Castell Clic&Go pędzel

Pędzel jak pędzel. Ma włosie, ma trzonek, za który jest trzymany. Ale! Pędzel Faber-Castel Clic&Go posiada też ruchomy element o walcowatym kształcie, umieszczony na rączce i to go wyróżnia pośród innych pędzli. Zanim wyjaśnię, czemu służy to dziwne coś, parę słów na temat włosia.

Włosie pędzla Faber-Castel Clic&Go jest syntetyczne. Oznacza to, iż imituje włosie naturalne [wiewiórki, sobola, kucyka pony...]: jest mięciutkie [niektóre syntetyki są sztywne, ale ten jest miękki]. Jednocześnie cechuje się sprężystością, która sprawia, iż po dociśnięciu pędzla do powierzchni kartki lub płótna i podniesieniu, włosie natychmiast wraca do poprzedniej postaci. Pędzle z czasem - szczególnie w związku z intensywnym użytkowaniem - mają tendencję do rozcapierzania się: na początku odstają jeden, dwa włoski, potem więcej, aż całe włosie traci formę, a wówczas taki pędzel nie nadaje się do malowania. Na razie zbyt krótko używałam pędzla Clic&Go, by móc stwierdzić, jak szybko/w jakim tempie niszczeje [choć przeszedł też przez dziecięce rączki, które nie traktowały go tak delikatnie, jak ja xD]. Póki co wygląda jak nowy, może jeden włosek lekko się odchylił. Myślę, że za jakiś dłuższy czas dam znać, czy włosie nadal trzyma się w kupie, a żadne pojedyncze włoski nie wypadają ;)

Seria Clic&Go obejmuje pędzle okrągłe oraz płaski. Okrągłe dostępne są w rozmiarach: 2, 4 oraz 8, długość włosia tego największego to 2,3cm. Niestety nigdzie nie znalazłam informacji na temat długości włosia pędzla w rozmiarze 2 oraz 4. Pędzel płaski można kupić w rozmiarze 10. Gdzieś na Internecie przewinęły mi się płaskie pędzle w rozmiarze 6 oraz 12, ale to już chyba z syntetycznej szczeciny, sądząc po nazwie [syntethic bristle] o kolorze włosia [beżowe]... Przyznam, że ze względu na dłuższe włosie trzeba ten pędzel nieco poznać, wyczuć. Preferuję krótsze włosie w pędzlach, łatwiej mi nam nim zapanować.
Pędzle okrągłe mają spiczastą końcówkę i nadają się do malowania detali oraz pokrywania średniej wielkości obszarów. Odznaczają się precyzją, jest możliwość zmiany grubości linii w trakcie malowania - zależy to od stopnia docisku włosia do pokrywanej farbą powierzchni. Pędzel płaski jest pomocny w malowaniu większych powierzchni, ale uda się też stworzyć nim linie, nakładając farbę jego brzegiem ustawionym prostopadle do płótna lub kartki.

Pędzel Clic&Go - jako pędzel syntetyczny - przeznaczony jest do malowania farbami wodnymi, takimi jak akwarele, akryle, gwasz, plakatówki... Farby olejne mogłyby być zbyt ciężkie dla tego włosia; co więcej, pędzle, których używano do malowania olejami, muszą być wyczyszczone rozpuszczalnikiem takim jak terpentyna albo white spirit, a włosie naturalne i syntetyczne jest zbyt delikatne, by miało styczność z takimi substancjami. Do farb olejnych nadają się tanie, ale wytrzymałe wobec działania rozpuszczalników pędzle szczecinowe.
Pędzel dobrze wchłania wodę oraz przenosi i rozprowadza pigment farb. Osobiście testowałam go tylko przy użyciu farb akwarelowych oraz permanentnego tuszu podczas warsztatów w Leroy Merlin. Nie byłam zawiedziona. Plamy barwne miały gładkie krawędzie [no chyba, że zadrżała mi dłoń ;D].


Uważam, że to dobry pędzel: nadaje się zarówno dla dzieci, młodzieży, jak i dorosłych malarzy-amatorów. Nie jestem profesjonalistą, by ocenić, czy doświadczeni artyści, którzy zajmują się głównie malowaniem akwareli, obrazów akrylowych byliby wystarczająco usatysfakcjonowani tym pędzlem [być może nie?], ale na użytek szkolny, domowy i plenerowy jest idealny.

Pędzel Clic&Go produkowany jest z plastiku w kolorze niebieskim. To solidny materiał, nie taki, który złamie się pod wpływem nacisku. Plastik jest gładki, satynowy. Zaschnięty tusz łatwo z niego zmyć lub zdrapać paznokciem, więc nie ma co obawiać się, że ta permanentna farba na zawsze oszpeci nasz pędzel. Pędzel jest lekki, wygodny w trzymaniu.
Pędzel ma również niezwykły kształt. Obiecałam Wam wyjaśnić, stąd taka, a nie inna budowa tego przyboru. Otóż ciemnoniebieski, ruchomy element ma za zadanie chronić włosie pędzla. Po naciśnięciu kciukiem na wgłębienie w tym elemencie mamy możliwość przesunięcia go w górę pędzla. Ciemnoniebieski walec wędruje do pewnego momentu w górę, zakrywając włosie. To niezawodny sposób, by ochronić włosie pędzla przed mechanicznymi uszkodzeniami. Są w sprzedaży specjalne piórniki na pędzle, które minimalizują ryzyko pogniecenia się włosia, ale nie wszyscy takie etui posiadają i... mogą wrzucać pędzel beztrosko do szuflady, piórnika, torby, narażając włosie na zniszczenie. Skuwka pędzla Clic&Go całkowicie likwiduje ten problem, ukrywając włosie wewnątrz walca.



Skuwka z wytłoczonym logo Faber-Castell jest łatwa do przesuwania. Może odrobinę więcej siły należy włożyć przy odsłanianiu włosia, ale to żaden problem nawet dla dziecka. Przygotowanie pędzla do malowania to kwestia kilku sekund: łapiemy pędzel, pociągamy w dół za ciemnoniebieski element aż usłyszymy kliknięcie i możemy od razu przystąpić do działania [stąd nazwa produktu :)].


Jeszcze jedna informacja: na ruchomym elemencie jest miejsce na wpisanie swojego imienia markerem permanentnym - to bardzo przydatne dla dzieci. Wiadomo, pędzel może się zgubić w szkole, a dzięki napisowi wiadomo, kto jest jego właścicielem :)

Cena / gdzie kupić:

Dokładnie ten pędzelek, który ja posiadam, możecie nabyć na Allegro lub na stronie www.sklepfc.pl o tutaj. Cena regularna to 13zł, ale teraz trwa promocja: koszt pędzla Clic&Go numer 8 to 9,99zł




Faber-Castell Clic&Go pojemnik na wodę


Druga gwiazda tej recenzji to kubeczek na wodę Faber-Castell Clic&Go. Jak już mówiłam, możecie myśleć sobie: "A na co taki pojemnik, skoro w domu jest pod dostatkiem słoików, kubków, szklanek...?". Otóż niniejszy pojemniczek ma coś, czego wszystkie te naczynia nie posiadają: niezwykle funkcjonalny falowany brzeg i możliwość złożenia!
 
Samo tworzywo, z którego wykonany jest kubeczek Faber-Castell Clic&Go jest niestandardowe: to nie szkło ani plastik, ani też ceramika, a wytrzymała, ale rozciągliwa guma! Na oko, a raczej na dotyk, guma ma 1mm grubości. Nie da się jej przebić palcem [chyba, że wyyyjątkowo mocno naciskając; nie wiem, nie próbowałam z obawy, by nie zniszczyć sobie tego cacuszka ;)], ale ostry nożyk pewnie dałby radę. Jednak guma jak to guma, nie jest niezniszczalna. Atakowana ostrymi lub twardymi przedmiotami [np. gdy noszona jest w plecaku bądź wrzucona do szuflady z innymi przyborami] może zostać trochę porysowana. Mój kubeczek ma drobne rysy, ale są prawie niewidoczne i na pewno nie wpływają one na jakość użytkowania. 
 
Guma okala plastikową obręcz o falowanym brzegu zlokalizowaną w górnej części pojemnika oraz plastikową miseczkę o płaskim dnie w dolnej części kubka. Jego środkowa część to wyłącznie guma.
Okrągła, zwężająca się [bądź rozszerzająca się, zależy, jak się na to patrzy :)] konstrukcja pojemnika wraz z jego elastyczną środkową częścią sprawia, że... kubek można złożyć! Tak, wystarczy przytrzymać ręką górną część kubka i docisnąć do niej dolną. Działa to na tej samej zasadzie, jak składane cylindry [kapelusze :)]. By przywrócić pojemnik do użytkowej formy, wystarczy kciukami wypchnąć dno. To proste i nie wymaga od artysty zbyt dużej siły. Złożony pojemnik staje się prawie 3 razy niższy od rozłożonego. Rozłożony ma wysokość 8,2mm, złożony: 3,2mm. Średnica dna [7,2mm] oraz górnej obręczy [9,7mm] nie zmienia się. Kubeczek w postaci skurczonej świetnie nada się do zabrania ze sobą w plener. Nie zajmie dużo miejsca w torbie, plecaku czy teczce.

Drugą niewątpliwą zaletą pojemnika Faber-Castell Clic&Go jest falowany brzeg górnej części kubka. Bywa, że potrzebujemy odłożyć pędzel z farbą, ale nie chcemy moczyć go w wodzie. I to właśnie ten moment, w którym ten kubeczek okaże się niezastąpiony! Pędzel, którym malujemy, możemy położyć na jego krawędź. Dzięki brzegowi o łagodnej, falowanej linii pędzel nie sturla się na biurko ani nie wpadnie do kubka. Dodatkową asekurację zapewnia guma. Pędzel po prostu nie ma szans spaść z pojemnika.
 
Woda z pewnością nie przecieknie przez kubek, ponieważ jego dno to nie plastikowe koło połączone z gumą, tylko pojemniczek. Tak więc nawet, gdyby stało się jakieś nieszczęście i guma by pękła, to zawsze można korzystać ze złożonego pojemniczka, napełnionego wodą do wysokości 2,5cm. Ach, nie wspomniałam, ze guma znajduje się także pod kubkiem! Pojemnik nie waży wiele, napełniony wodą oczywiście więcej, ale istnieje małe prawdopodobieństwo, że się wywróci. Guma zapewnia efekt antypoślizgowy i jest jeszcze miejscem sprytnie ulokowanego logo Faber-Castell :)


Kubeczek dedykowany jest głównie do akwareli, tuszu, gwaszu, plakatówek albo rozcieńczonych akryli - to znaczy, że można do niego nalać wody i płukać w nim pędzle z włosiem "ubrudzonym" wymienionymi farbami. Ważne jest to, by nie używać tego pojemnika do terpentyny, benzyny lakowej lub innych rozpuszczalników. BEZWZGLĘDNIE. Guma nie jest odporna na takie substancje i uszkodzi się pod ich wpływem!
Są również inne, alternatywne sposoby użycia tego kubka: można stosować go jako pojemnik na śmieci ze strugaczki albo trzymać w nim kredki, ołówki, pędzle...

Pojemnik Faber-Castell Clic&Go dostępny w różnych kolorach: różowym, niebieskim oraz ciemnozielonym, który to kolor jest łączony z firmą Faber-Castell. Ja posiadam różowy [w odcieniu malinowym] kubeczek. Wydaje mi się, że to najlepszy model z tych trzech, ponieważ posiada najjaśniejszy kolor. W niebieskim albo ciemnozielonym może być ciężko zidentyfikować stopień zabrudzenia wody farbą... Ale co kto lubi! Zawsze można częściej wymieniać wodę, jeśli tylko ma się ją pod ręką :)
Pojemnik jest łatwy do mycia. Pomimo, że znajdowała się w nim woda z permanentnym tuszem kreślarskim, guma nie zafarbowała się. Wystarczyła woda z kranu, by go umyć.
Kubeczek doskonale sprawdzi się w użytkowaniu przez dzieci, ale też profesjonalistów. Naprawdę, jego funkcjonalność spodoba się jednym i drugim - to akcesorium uniwersalne oraz bardzo przydatne.

Cena / gdzie kupić:
Kubeczek w kolorze różowym, zielonym lub niebieskim [na oficjalnej stronie Faber-Castell są również pojemniki w kolorze jasnozielonym] na stronie www.sklepfc.pl w cenie 8,99zł [obecnie trwa promocja, bo cena regularna to 10,59zł].

Choć przedstawiłam te dwa akcesoria jako duet, pamiętajcie, że pędzelek oraz pojemnik sprzedawane są osobno!


Czy ktoś z Was posiada zaprezentowane w recenzji produkty? Jak Wam się podobają, czy polecacie je czytelnikom bloga? A jeśli ich nie posiadacie, a przypadły Wam do gustu, skrobnijcie o nich w liście od św. Mikołaja :D










17 listopada 2016

Warsztaty malowania kartek świątecznych

Dawno nie było postu z cyklu "Inspiracje - muzea - galerie sztuki - wystawy", prawda? :) Chociaż od czasu ostatniej notki z tej kategorii zdarzało mi się coś tam gdzieś tam obejrzeć o zwiedzić, to jakoś nie robiłam zdjęć ani nie ubierałam tego doświadczenia w słowa... Jednak gdy otrzymałam od producenta artykułów plastycznych Koh-I-Noor propozycję przeprowadzenia warsztatów malowania kartek świątecznych w ramach akcji "Dni bohatera domu" w Leroy Merlin, wiedziałam, że to będzie doświadczenie nie tylko ciekawe, ale i warte podzielenia się z Wami :D

Tak więc w sobotę rano [12 listopada] podreptałam więc na przystanek autobusowy, by dojechać nim do centrum handlowego Bonarka, gdzie o 11 miały zacząć się warsztaty. Na miejscu pojawiłam się dużo przed czasem, lekko spięta [jak dobrze podejrzewałam, spokojniej uczy się przez Internet :D], ale i też podekscytowana. Niemalże od razu po wejściu do sklepu rozpoczęłam warsztaty!



Celem warsztatów była nauka tworzenia kartek świątecznych przy użyciu produktów marki Koh-I-Noor: tuszu kreślarskiego oraz farb akwarelowych w pastylkach [seria Mona Lisa]. Do dyspozycji były także bloki z papierem akwarelowym Pop Aquarell oraz pędzle. O samych produktach wspomnę też na koniec, ale najpierw opowiem Wam o warsztatach :)

Atmosfera warsztatów była bardzo fajna :) Kartki malowałam głównie z dziećmi - potwierdza się fakt, że najwięcej pasji do spontanicznego tworzenia przypada na okres dzieciństwa! ^^ Najmłodsza uczestniczka miała chyba niecałe 2 latka, ale razem z mamą nie miała sobie równych w tworzeniu dzieła sztuki współczesnej :D Choć na warsztaty można było przedtem się zapisać, to dużo dzieci [same dziewczynki; chłopcy byli zafascynowani trwającym w tym samym czasie pokazem trików piłkarskich parę działów dalej :D], które akurat towarzyszyły rodzicom w zakupach, z entuzjazmem dosiadało się, gdy tylko zwalniało się krzesełko. W małych artystach było tyle radości i energii do tworzenia, że nic, tylko pozazdrościć! Zużyliśmy chyba 4 bloki papieru akwarelowego - czyli 40 kartek! Nawet gdy przyszedł już czas mojego powrotu do domu, dzieci prosiły, bym została i pomalowała jeszcze trochę z nimi... to było bardzo urocze :D


Kartki w większości tworzyłyśmy na arkuszach papieru złożonego w pół. Ulubionym motywem były choinki, bombki oraz renifery. Uczyłam dziewczynki malować gradientowe [cieniowane] choinki oraz niebo, z którego pada śnieg. Prosty trik, który pokazałam [czyli "ciapkanie" mokrym, czystym pędzlem po schnącej warstwie niebieskiej akwareli] zaraz został powielony na wszystkich kartkach :D Dzieci miały doskonałe wyczucie koloru. Kiedy rozmawiałam z nimi, same mówiły, że kolory, które kojarzą im się ze świętami, to czerwony, zielony oraz złoty i taka kolorystyka przeważała w ich pracach. Dopiero przy okazji malowania kartki z bombką choinkową zachęciłam je do poeksperymentowania z kolorem, bowiem wśród produktów, z których mogłyśmy korzystać znalazły się tusze w kolorach fluorescencyjnych! Ja z kolei starałam się do swoich kartek wykorzystać też nowość Koh-I-Noora - kolory metaliczne. Wszak nie co dzień człowiek ma okazję skorzystać z tuszu w takim nietypowym kolorze! A nie wykorzystać skrzących się farbek na kartkach świątecznych to wręcz grzech :D 


Malowałyśmy też palcami... łatwo było przewidzieć, że taka forma kładzenia farbek na papier bardzo przypadnie małym artystkom do gustu :D



Motyw reniferków tak spodobał się dziewczynkom, że podjęłam się nauczenia ich nieco bardziej rozbudowanej, szczegółowej wersji Rudolfa :D


Mieszaliśmy kolory, mieszaliśmy tusze z akwarelami. Niektóre dzieciaki wykazywały się dużą dozą kreatywności, inne wiernie próbowały odwzorować moje kartki, w czym oczywiście nie było nic złego, bo przecież człowiek uczy się poprzez naśladownictwo :) Najważniejsze jednak było to, że wszyscy świetnie się bawiliśmy!


Bardzo podobało mi się, jak rodzice dopingowali swoje pociechy. Fajnie, gdy rodzina docenia pasję dziecka i zachęca do jej rozwoju. Sama miałam to szczęście, gdy byłam nastolatką :)





Nie mogę również zapomnieć o przemiłych paniach z działu dekoracji :) Bardzo życzliwe i pomocne, do samego końca warsztatów! Interesowały się tym, co robimy, wymieniały wodę w kubeczkach i rozmawiały z dziećmi, za co im bardzo dziękuję :)





Ogólnie bardzo miło spędziłam kilka godzin. Nie mam wykształcenia pedagogicznego, więc może nie potrafię profesjonalnie zająć się dziećmi, ale chyba dobrze dogadywałam się z dziewczynkami. Myślę, że nić połączenia wytworzyła pasja do sztuki :D Momentami było chaotycznie [dzieci lubią mówić jedno przez drugie, a i buteleczki tuszu miały bliskie spotkania z podłogą xD], ale to naprawdę było ciekawe doświadczenie. I małe artystki się czegoś nauczyły, i ja :)







No i na koniec parę słów o produktach, bo z pewnością Was to interesuje :) Tusze kreślarskie w tradycyjnych kolorach oceniam bardzo dobrze - są płynne, ale nie nadmiernie rozwodnione, odpowiednia ilość pigmentu sprawia, że można namalować nimi intensywne w kolorze plamy. Jeśli chodzi o kolory metaliczne, to niebieski oraz turkusowy bardzo przypadły mi do gustu! Szczególnie niebieski, gdyż skrząc się, pięknie imituje gwiaździste niebo. Magenta nieco mnie rozczarowała, a złoty nawet bardziej - metaliczny pigment oddziela się od roztworu szelaku [to tusze na bazie szelaku] i kolor złoty nie jest kryjący. Tutaj możecie znaleźć notkę o malowaniu tuszem, którą napisałam parę lat temu [ach, jak ten czas leci :o]. 
Co do akwareli - przeznaczone są do użytku szkolnego i na sam początek przygody z akwarelą są w sam raz. Ładnie się rozprowadzają, mają silną pigmentację... może nawet za silną :D Akwarela powinna być raczej transparentna. Jednak to nie problem, doda się więcej wody, a mniej farbki i już! :) 
Blok papieru akwarelowego - jakościowo dobry, gruby, dobrze chłonął wodę z farbą. Jednakże wyrywanie kartek [trzy brzegi na cztery są sklejone, by móc malować bezpośrednio w bloku, a kartka się nie falowała] było nieco uciążliwe :( Trzeba podchodzić do tego delikatnie i najlepiej z nożykiem.
Niestety nie byłam zadowolona z pędzli, ale nie ich jakości, a raczej doboru. Były to pędzle szczecinowe, czyli nadające się do malarstwa olejnego, nie do tuszy i akwareli. Wszystkie były płaskie i raczej w dużych rozmiarach, co uniemożliwiało tworzenie detali [dobrze, że wzięłam ze sobą swój pędzel!]. Także... pędzle OK, ale nie do tych technik ;)

Czy ktoś z Was uczestniczył w warsztatach Koh-I-Noor w Leroy Merlin w innych miastach w Polsce? A może się wybieracie? :)

16 listopada 2016

* Newsy XXVI *


Witajcie, moi drodzy!

Jak się macie? Mam nadzieję, że w porządku ♥ 

Minęło sporo czasu, odkąd coś tu opublikowałam - trochę ponad dwa miesiące! GŁUPIO MI ;__; ^^' Jest kilka powodów, które przyczyniły się do mojej wyjątkowo długiej nieobecności. Po pierwsze, przez kilka tygodni nie miałam czego pokazywać, żadnej nowej pracy... muszę przyznać z bólem, że przez te dwa miesiące nie czułam dużej potrzeby rysować. Spowodował to brak inspiracji, problemy osobiste oraz - teraz coś z innej beczki - bardziej intensywne życie towarzyskie, wakacje i gry, które to rzeczy wręcz zajmowały mój czas w sposób wręcz zachłanny xD Ale przyjemny ^__^ Nie zrozumcie mnie źle - nadal kocham rysować i nie przestanę tego robić, nie, nie, nie! Ale spędzanie czasu na robieniu nowych rzeczy dało mi wielką radość :D

Co więcej, straciłam trochę zainteresowania w zajmowaniu się stronami artystycznymi takimi jak DeviantART, Tumblr, Facebookowy fanpage, Stars Portraits... Czasem opublikowałam coś na Instagramie, ale głównie starocie. Zauważyłam też pewien rodzaj stagnacji na tych stronach, a z drugiej strony wyścig szczurów w gromadzeniu lajków i obserwatorów... to jest nieco zniechęcające... W związku z tym nie miałam również motywacji do prowadzenia bloga. Ani materiałów [bo prawie nic nie rysowałam]. Znaczy, może coś by tam się znalazło, ale robić coś na siłę? To niefajne :( 

W każdym razie, znacznie rzadsze rysowanie i niestworzenie porządnej pracy [według moich własnych standardów!] od dłuższego czasu smuci mnie:( Bardzo chcę wrócić do tego, co było! To jest mój plan. Właściwie już zrobiłam kilka małych kroczków, co można sprawdzić na Instagramie. Proszę, dajcie mi trochę motywacji i wsparcia, naprawdę potrzebuję tego :D

Koniec smutów, bo mam też super wiadomość! Przyznam, że to również zachęciło mnie do powrotu do tworzenia oraz aktywniejszego życia "artystyczno-internetowego". Otóż autoryzowany sklep internetowy Faber-Castell zaoferował mi współpracę! :D Oznacza to, że będę testować ich produkty i recenzować je dla Was na moim blogu ^^ Na zdjęciu poniżej widzicie produkty, które na pierwszy ogień pójdą do testów. Znajdziecie je wszystkie na stronie www.sklepfc.pl.



I jeszcze jedna, fajna nowina :D W sobotę 12 listopada miałam ogromną przyjemność przeprowadzić warsztaty z malowania kartek świątecznych dla Koh-I-Noor w Leroy Merlin :) Lada dzień [może jutro] pojawi się na ten temat notka oraz więcej zdjęć.



No, to chyba tyle wiadomości... Przepraszam, że jeszcze nie odpisałam na tyle komentarzy ani maili... Obiecuję nadrobić to w tym tygodniu! ♥
Macie jakieś intrygujące, artystyczne newsy z Waszego życia, którymi moglibyście się podzielić? Ciekawi mnie, co u Was ^__^ Trzymajcie się ciepło!

Dominika

8 września 2016

* ROZSTRZYGNIĘCIE KONKURSU JESTEM Z INNEJ EPOKI *

Witajcie moi kochani podróżnicy w czasie! ♥ :D

Czas na rozstrzygnięcie konkursu "Jestem z innej epoki", którego celem było sportretowanie siebie w przeszłości, w czasach, których nie było Was jeszcze na świecie. Zanim zaprezentuję prace konkursowe oraz wyłonię artystów na podium, chciałabym, jak zawsze, napisać coś o samym konkursie - choć wiem, że i tak wszyscy popędzili już na sam koniec notki, by przekonać się, czy to ich praca zajęła jedno z 3 miejsc lub wyróżnienie ;D

Wybierając temat konkursu, zawsze kieruję się swoimi zainteresowaniami - myślę, że na tak mały przejaw egoizmu mogę sobie pozwolić :D Jednocześnie staram się, by temat był możliwie ogólny, pozwalał na kreatywność, różną interpretację, a także, by pasował także większości czytelników mojego bloga. Tym razem inspiracją do wymyślenia takiego, a nie innego tematu konkursu było moje zainteresowanie historią, kulturą oraz modą minionych wieków. Uwielbiam filmy i seriale kostiumowe, lubię czytać o dawnych kulturach. Pomyślałam też, że dużą radość sprawiłoby mi poznanie Was nieco bliżej - zarówno Waszych twarzy [mnie już znacie ze zdjęć i autoportretów, a spora część z Was pozostawała incognito :)], jak i zainteresowań. Niektórzy sportretowali siebie, bo nagle spłynęła na nich konkretna wizja, inni dali wyraz swoim zainteresowaniom. Miło było więc zobaczyć mordki, które kryły się dotychczas pod różnymi nickami i imionami, ale i dowiedzieć się, co lubicie i co Was interesuje poza rysowaniem i malowaniem. Dowiedziałam się naprawdę ciekawych rzeczy o moich czytelnikach, a ich pasje wzbudziły we mnie entuzjazm :D Dziękuję, że podzieliliście się ze mną swoimi zainteresowaniami, dzięki temu mogłam Was lepiej poznać. Pozwoliłam sobie zamieścić Wasze uzasadnienia wyboru epoki pod pracami [nie wszyscy tłumaczyli swój wybór], mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko - jeśli tak, dajcie znać! Ja uznałam, że fajnie jest wiedzieć coś więcej o pracach, które nadesłali uczestnicy konkursu, a także o nich samych. 

Co do samych 83 prac... Jak zawsze wykazaliście się umiejętnościami i kreatywnością! Maile, które znalazłam w skrzynce, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły ^_^ Tyle świetnych, inspirujących prac! Wiedziałam, że ja i pozostali członkowie jury będziemy musieli się nagłowić ;) Tym razem zezwoliłam na dowolny styl rysunku/obrazu i cieszy mnie, że pojawiły się także rysunki mangowe, komiksowe. Może nie umiem rysować w tym stylu, ale zwykłam podziwiać to, czego nie potrafię :D Zauważyłam duże zainteresowanie kulturą Indian, głównie wśród dziewcząt. Domyślam się, że podobnie jak ja, oglądałyście wielokrotnie "Pocahontas" :D Zdziwiło mnie jednak, że nie było ani jednego Indianina, ale wygląda na to, że do panów głównie przemówiło średniowiecze :) Super, że pojawiły się także prace z motywem patriotycznym, głównie wśród dziewczyn - to piękne, że kochacie swoją ojczyznę! 
Przyznam, że  w porównaniu do ostatniego konkursu, frekwencja była dużo niższa [263 portrety wesołej babuszki, teraz 83 autoportrety], choć więcej osób deklarowało udział [ok.450 komentarzy pod notką konkursową, to rekord na tym blogu! :o]. Poniekąd się z tym liczyłam, bo nie wszyscy rysują portrety, albo nie mają ochoty pokazywać twarzy w Internecie - dlatego zezwoliłam na zmianę rysów twarzy, co niektórzy wykorzystali :) 

Tak czy siak, chciałabym Wam jeszcze raz gorąco podziękować za wzięcie udziału w konkursie! ♥ Odwaliliście kawał dobrej roboty, bo dzielnie sprostaliście wyzwaniu, podziwiam Wasze zdolności. Cieszę się, że wielu z Was uczestniczyło po raz kolejny w konkursie na moim blogu oraz że podobał Wam się temat - z tego, co pisaliście, rysowanie siebie w innej epoce to była dobra zabawa oraz wyzwanie, dzięki któremu rozwinęliście swoje umiejętności! ^_^ Dla mnie samej organizowanie konkursu to czasochłonna praca, ale też bardzo inspirująca i przyjemna :) Ostatnio mało rysowałam, ale teraz znowu rozpiera mnie chęć, by tworzyć!

Na koniec tego wstępnego wywodu należą się ogromne podziękowania dla sponsora konkursu! To dobra dusza, która nie pozwala nazywać się w ten sposób :D Sponsor nagród pragnął zostać anonimowy, ale myślę, że przynajmniej część czytelników mniej lub bardziej go poznała, bo czynnie wspierał uczestników, motywując do działania i podsuwając pomysły :) Z jego strony wyszła też wspaniałomyślna propozycja, iż być może chce nabyć niektóre prace uczestników, choć chyba pozostała niezauważona, gubiąc się w gąszczu ponad 400 komentarzy notki konkursowej. Dobra dusza jest do tego stopnia skryta, że nie wiem, jak ta transakcja wiązana miałaby się odbyć, bo padły różne pomysły xD Może sponsor się wypowie? :D

Dobra, koniec gadania. Oto prace! Obrazki ułożone są mniej więcej w kolejności, w jakiej je otrzymywałam, a więc zaczynamy od pracy Doroty :)


16 lipca 2016

Jak postarzyć portretowaną osobę

Całkiem niedawno, w wyniku serii pewnych bodźców, do których zaliczało się zaobserwowanie u siebie kolejnego siwego włosa, napotkanie wyfotoszopowanych zdjęć Madonny, która ma na nich gładszą skórę niż ja, zabawa na Snapchacie w postarzający filtr oraz kolejna prośba w sklepie o okazanie dowodu, zrodził się w mojej głowie pomysł na niniejszą notkę, czyli wykonania rzeczy przewrotnej: nie upiększania, odmładzania portretowanej osoby, a postarzenia jej! :D A ponieważ nikogo młodego nie chciałam straszyć przedwczesną wizją siebie w czasie późnej starości, na warsztat wzięłam swoją twarz :) Ale praktyka za chwilę, najpierw teoria!


Jak z upływem lat zmienia się ludzka twarz, czyli analiza!


To, że wraz z wiekiem zmienia się nasz wygląd, zmieniają się rysy twarzy, przybywa zmarszczek, to jest oczywiste dla każdego [nawet, jeśli nie wszyscy się na to godzą :D]. Jednak gdyby kazać komuś wskazać dokładne zmiany, jakie zachodzą na twarzy, wymieni pewnie ogólnie pojawienie się zmarszczek i wiotczejącą skórę. A gdyby kazać mu narysować? Oj, to byłoby już cięższe zadanie :) Dlatego pozwoliłam sobie - na podstawie książki Brendy Hoddinott "Rysowanie dla bystrzaków" oraz własnej wiedzy, którą zyskałam dzięki rysowaniu licznych portretów oraz obserwowaniu twarzy ludzi starszych [chociażby moich dziadków] - wyszczególnić dla Was zachodzące z upływem czasu elementy procesu starzenia się twarzy.

Wiek nastoletni

To wiek, w którym dziecięca do tej pory twarz nabiera proporcji, rysów twarzy dorosłej osoby. Twarz zazwyczaj szczupleje, u chłopców zarysowuje się delikatnie szczęka, pojawia się zarost. Zaś dziewczęta w wieku nastoletnim mają najbardziej pełne usta - potem stają się bardziej płaskie :( *chlip chlip*



















Młody dorosły

Wraz z wkroczeniem w dorosłość, szczęka u mężczyzn coraz śmielej się zaznacza. Zarost jest gęstszy, to już nie tylko tzw. "koper" pod nosem, ale i broda ;) Sama broda czasem się powiększa, podobnie jak nos, który nabiera swojego unikatowego dla danej osoby kształtu. Niektórzy mężczyźni zaczynają zauważać u siebie jabłko Adama. U obu płci mogą pojawić się widoczne kości policzkowe, łuki brwiowe. Dziewczyny nadal mają pełne usta, twarz zazwyczaj szczupleje.
Portretując taką osobę, jej młody wiek można podkreślić np. niecodzienną fryzurą jak irokez, dready lub choćby rozwichrzyć jej włosy :)












Dojrzały dorosły [30+]

U obu płci rysy twarzy stają się jeszcze bardziej zdecydowane, wyraźne. Osoby szczupłe mają jeszcze bardziej widoczne kości policzkowe, szczęki, łuki brwiowe. Mężczyźni potrafią wyhodować imponujący zarost, mają masywniejszą szyję, a kobiety, o ile nie wspomagają się kwasem hialuronowym [:D], tracą pełność ust z okresu nastoletniego. Zaś bez znaczenia na wagę i płeć, ujawniają się pierwsze zmarszczki, zwane mimicznymi: przy kącikach oczu, na czole oraz te dwa długie wgłębienia idące od nozdrzy po usta. 












Dojrzały dorosły [45+]

Wielu osobom po 40 zaczynają siwieć włosy [choć znam przypadki, którzy osiwieli znacznie wcześniej, ba, nawet ja sama dopatrzyłam się u siebie kilku siwych włosów w przeciągu ostatnich lat :D], a także przerzedzać się. Panowie najczęściej cierpią na problem powiększających się zakoli. To sprawia, że optycznie czoło wydaje się wyższe. Dotychczasowe zmarszczki u mężczyzn i kobiet pogłębiają się, co więcej, tworzą się nowe, na razie drobne. Tworzą się worki pod oczami. Powieki opadają, skóra troszkę wiotczeje. Przez to, że staje się mniej jędrna, uwidaczniają się niektóre zarysy czaszki, a skóra pod szyją tworzy tzw. "turkey neck", "indyczą szyję". 


Wczesna starość [60+]

Na tym etapie zdecydowana większość osób obu płci ma zdecydowane zmarszczki oraz siwe włosy. Zmiany w gęstości włosów również można podkreślić za pomocą fryzury - zmiana uczesania w taki sposób, by ukryć niedostatki [panie tapirują włosy, a panowie zaczesują się na jedną stronę]. Niektórzy są już całkiem łysi, także zarost się przerzedza. Cała twarz u osób po 60stce jest przeorana zmarszczkami w mniejszym lub większym stopniu. Największe zmiany są na szyi, czole oraz w okolicach oczu ["kurze łapki", bruzdy pomiędzy brwiami oraz worki pod oczami]. Górne powieki bardziej opadają, czasami stają się niewidoczne, schowane pod płatem skóry spod brwi. Do zmian w fizjonomii można również zaliczyć wyraźne zaznaczenie się oczodołu, co daje efekt cofnięcia się oczu. Broda oraz nos czasem się powiększają, stają bardziej krągłe, a linia szczęki zanika pod wpływem wiotczejącej skóry policzków i żuchwy. U części osób uwidaczniają się plamy wątrobowe.


Starość [80+]

Z włosami w tym wieku są tylko 2 możliwości: albo ich nie ma, albo są białe/siwe. To czas, kiedy jest ich najmniej, nawet mniej, niż w momencie narodzin ;) Zakola przeradzają się czasem w potężną łysinę, która zostawia nieliczne kępki włosów z tyłu i boków głowy. Podeszły wiek odbija się wówczas także na brwiach: one też są bardzo siwe, bywają krzaczaste lub znikome. Niektóre włoski są nawet dłuższe, niż pozostałe. Rzęsy stają się jaśniejsze i rzadsze. Opadająca skóra całkiem ukrywa linię szczęki oraz brody, likwidując granicę pomiędzy głową a szyją. Szyja jest masywna, najbardziej pomarszczona. Wyeksponowane zostają kości policzkowe [przez co same policzki są zapadnięte] broda oraz nos [u niektórych nabiera on bardzo kulisty lub wyjątkowo garbaty kształt]. Usta stają się bardzo płaskie, blade, przeorane zmarszczkami. Zaczyna obwisać również skóra uszu [płatki są wówczas większe]. Pojawiają się kolejne zmarszczki, np. na skroniach, pośrodku policzków, koło uszu. Plamy wątrobowe są już liczne. Oczy stają się malutkie, bardziej kuliste w kształcie.

A teraz przechodzimy do praktyki!

Jak postarzyć portretowaną osobę - tutorial krok po kroku


Co będzie potrzebne:
  • ołówki
  • gumka w ołówku
  • gumka chlebowa, biały żelopis - opcjonalnie
Przed przystąpieniem do wykonania postarzonego portretu młodej osoby zachęcam do przypomnienia sobie wskazówek na temat rysowania zmarszczek. To bardzo istotne ^_^


#1 Na początek wykonałam szkic na podstawie zdjęcia mojej twarzy en face [od przodu]. Stwierdziłam, że bazując na takiej fotografii, najlepiej uchwycę wszystkie zmiany, które zamierzałam wprowadzić na swojej twarzy, a które pewnie kiedyś też wprowadzi upływ czasu :D 

Zaznaczyłam na rysunku to, co najważniejsze: oczy, brwi, nos, usta i oczywiście zarys twarzy z włosami. By ułatwić dalszą pracę nad rysunkiem, dodałam też bruzdy przy policzkach oraz linię brody [mam ją naturalnie wyraźnie zaznaczoną].


#2 Teraz trudniejsza część zadania: postarzanie. Niejednokrotnie powtarzałam Wam, drodzy rysownicy, że w naszej pasji bardzo istotna jest obserwacja, dokładna analiza tego, co widzimy. I to 14-letnie dogłębne obserwowanie bardzo przydało mi się do wykonania swojego portretu w podeszłym wieku :D Oczywiście mogłam pójść na łatwiznę i użyć programu lub aplikacji do postarzania zdjęć... ale ja lubię stawiać sobie wyzwania :D Widziałam wiele twarzy starych ludzi, czy to osobiście, czy na zdjęciach, kilkukrotnie rysowałam też osoby dojrzałe. Dzięki temu wiedziałam, co powinnam zmienić w swoim portrecie. Postawiłam na radykalne postarzenie się, by efekt był widoczny. Wykonując poniższy wstępny szkic, nie wiedziałam, że postarzę się jeszcze bardziej, niż zamierzałam :D
W szkicu mojej młodej twarzy wprowadziłam następujące zmiany:
  • dodałam zmarszczki poziome na czole, bruzdy pionowe w okolicach brwi
  • obniżyłam kąciki zewnętrzne oczu [z natury mam opadające kąciki oczu, uznałam, że na starość opadną jeszcze bardziej wraz z wiotczejącą skórą], narysowałam "kurze łapki"
  • zmieniłam kształt górnych powiek, bardziej wyginając ich łuk pośrodku
  • zrobiłam odrobinę bardziej krzaczaste brwi
  • mocniej zaakcentowałam moje worki pod oczami, dorysowałam odchodzące od nich zmarszczki
  • dodałam zmarszczki z boku i u nasady nosa
  • powiększyłam czubek nosa
  • zmieniłam nieco rysy twarzy, powiększając delikatnie kości policzkowe [w rzeczywistości mam je widoczne, więc pewnie na starość się uwydatnią], a uszczuplając policzki
  • obniżyłam dolną część twarzy, robiąc lekko obwisłe policzki i minimalnie większą brodę
  • zaznaczyłam pionowe bruzdy na policzkach
  • mocniej zaznaczyłam i wydłużyłam bruzdy od nasady nosa do ust
  • dodałam zmarszczki nad ustami
  • zwęziłam usta i wyraźniej zaznaczyłam kąciki ust
  • dodałam zmarszczki w okolicach brody
  • postarzyłam szyję poprzez narysowanie obwisłej skóry
  • zmieniłam fryzurę ;)

To wszystko, jeśli chodzi o wstępny szkic. Inne, istotne elementy, dzięki którym mogłam się postarzyć, były już zależne od cieniowania. Przejdźmy więc do tego etapu :)


#3 Jak zawsze w przypadku portretów, zaczynam wypełnianie kartki od oczu. Pocieniowałam gałkę oczną [ołówek F i B], tęczówkę [2B i 3B] i źrenicę [5B]. Dodałam ołówkiem żyłki [starsze osoby miewają przekrwione oczy z widocznymi żyłkami] oraz białym żelopisem i gumką w ołówku odbicia światła na gałce. 
Jak pisałam w notce o cieniowaniu, wypełniając twarz, zawsze w pierwszej kolejności korzystam z tępego ołówka F, po czym cieniuję dobrze zatemperowanym ołówkiem 2B. Cieniując okolice oczu, uwzględniałam rozmieszczenie zmarszczek. Stosując nieco mocniejszy docisk, poprawiłam ich kontury, a resztę pocieniowałam delikatniej. Zwracałam uwagę na to, że zmarszczki to nie tylko rowy, ale i wypukłe bruzdy, więc granice fałdek przyciemniałam, a środkową część zostawiałam jaśniejszą. 






#4 Na tym etapie wypełniłam już prawie całą twarz ołówkiem F. Jako następną warstwę kładłam ołówek 2B, a gdy chciałam pewien obszar przyciemnić, używałam ołówka 3B. Zależało mi na uzyskaniu choćby umiarkowanego kontrastu. W ten sposób - zaznaczając pewne fragmenty twarzy jaśniej lub ciemniej - mogłam dawać wrażenie, że coś jest wypukłe lub wklęsłe. Zgodnie z tym, co mogłam przewidzieć, na starość uwypuklą mi się kości policzkowe, górne części policzków, a środkowe i dolne się zapadną. I tu już było z górki - to, co zapadnięte powinno być ciemne, to co wypukłe - jasne. 
By zmaksymalizować wrażenie głęboko osadzonych oczu, oprócz przyciemnienia obszaru bezpośrednio nad górną powieką, rozjaśniłam środek łuku brwiowego pod brwią i przyciemniłam obszar pod workami pod oczami. Tak jak mówiłam, zwiększenie kontrastu czyni elementy rysunku bardziej wypukłe lub wklęsłe, bardziej realistyczne. 
Nie odmówiłam sobie narysowania rzęs c: Na portretach starszych osób często są one mało widoczne, ale jako że mam długie rzęsy, myślę, że na starość też będą [choć mniej] widoczne. 



#5 Miękkim ołówkiem 3B pogłębiałam cienie, a gumką chlebową rozjaśniałam pewne elementy, co dodatkowo postarzyło moją twarz. Zajęłam się też nosem i jego okolicami. Tępym, miękkim ołówkiem narysowałam kilka kropek na czubku nosa, które miały imitować pory lub wągry - jedne i drugie też są bardziej widoczne u starszych ludzi. Gumką chlebową tak podmazałam środek czubka nosa, by wydawał się większy [wystarczy trochę podociskać wałeczkiem gumki chlebowej]. By zyskać co najmniej dekadę, dorysowałam miękkim ołówkiem [2B] plamy wątrobowe na policzkach i pogłębiłam zmarszczki, stosując ołówek 3B.
Za pomocą cieniowania nieco zmniejszyłam  i podniosłam policzki. Trochę skrzywiłam sobie nos - przez przypadek, nieuwagę, ale postanowiłam, że tak już zostanie. Kto wie, może miałam wypadek i złamałam nos, zanim zostałam starszą panią? :)



#6 Pocieniowałam czoło. F => 2B => B - taka była kolejność cieniowania. F wygładził kartkę, by nie prześwitywały pory, 2B przyciemnił czoło do "kolorytu" [czy raczej skali szarości] twarzy, dobrze zatemperowany ołówek B dodatkowo wygładził cieniowanie. Podkreśliłam zmarszczki na czole, mocniej dociskając ołówek 2B. Tym samym ołówkiem pocieniowałam również okolice nad ustami, policzki i brodę. Górną linię podbródka przyciemniłam ołówkiem 3B, tak samo jak policzek. Dzięki temu wyszczupliłam twarz. Poprawiłam też zmarszczki nad ustami - moje nie powinny być tak widoczne, bo to najczęściej palacze mają wyraźne bruzdy w tym miejscu, a ja nie palę :D No, ale czego nie robi się, by wyglądać jak najstarzej? :D



#7 Mocniej poprawiłam zmarszczki na policzkach, nad ustami oraz dodałam kilka na brodzie. Ponieważ wydały mi się lekko za ostre, złagodziłam je tępym ołówkiem F - zadziałał jak blender, lekko rozmazując miększy grafit i czyniąc go ociupinkę jaśniejszym. Pocieniowałam też usta. Na zdjęciu mam usta pomalowane błyszczykiem, dzięki czemu wydają się pełniejsze. Tutaj postawiłam na brak makijażu i płaskie usta. Wraz wiekiem przybywa bruzd także na ustach, więc dorysowałam je i na swoim portrecie.  



#8 Przyszła kolej na czoło i szyję. Wiedziałam, że wiek dobrze widać właśnie po tych dwóch elementach twarzy. Ołówkiem B tak pocieniowałam obszary między poszczególnymi zmarszczkami poziomymi, by obszar pod nimi był ciemniejszy i stopniowo się rozjaśniał. Takie jaśniejsze paseczki podkreśliły fakt, że zmarszczki mają wypukłości i dodały realizmu rysunkowi. Przyciemniłam ołówkiem 3B lewą stronę czoła [lewą na rysunku, nie tę lewą ukrytą pod włosami], przez co bardziej uwidoczniła się czaszka. 
Na tym etapie trochę nie miałam pomysłu na to, jak pocieniować szyję. O wiele łatwiej byłoby przedstawić ją z boku lub całkiem frontalnie, a nie w ujęciu 3/4. Wiedziałam jednak, że muszą być wyraźne dwa fałdy obwisłej skóry i zmarszczki.



#9 Na koniec zajęłam się brwiami, włosami, ubraniem oraz ostatecznymi poprawkami. Nie zeskanowałam rysunku w trakcie rysowania fryzury ani bluzki, ani też nie nagrałam całego tego procesu, ponieważ już wyjaśniałam na blogu, jak rysować włosy oraz ubrania :) Jednak by nie potraktować tej części tutorialu po macoszemu, opowiem, co zrobiłam. 
Włosy oraz brwi wykonałam ołówkami B, 2B oraz 3B. Znaczna część fryzury została narysowana ołówkiem B [może też być H lub HB]. Niektóre części [jak włosy u nasady, miejsca, gdzie włosy się falują] wykonałam ołówkiem 2B, a te najciemniejsze [znajdujące się w okolicach szyi] 3B. Gumką w ołówku [którą można zastąpić kawałkiem zwykłej gumki, uciętej tak, by miała ostrą krawędź] dodałam wiele niesfornych włosków. 
Bluzkę wykonałam tak, jak w tutorialu o rysowaniu ubrań, dodając białym żelopisem koronkowy kołnierzyk. Tak babciowo mi się to skojarzyło ^^
Co do ostatecznych poprawek, użyłam głównie gumki w ołówku, by jeszcze bardziej posunąć się wiekiem, jak to się mówi :) Nożykiem zatemperowałam ją tak, by wymazywała cienkie kreski. Z jej pomocą dodałam trochę pionowych zmarszczek na czole, podmazałam przestrzenie pomiędzy innymi zmarszczkami na twarzy. To je uwypukliło.

No i babcia Dominika gotowa :D Jak Wam się podoba efekt?

Zainteresowanych ujrzeniem szczegółowego procesu rysowania zapraszam również do oglądnięcia filmiku, który jest połączeniem speed drawingu i tutorialu ^^





Jeszcze dodaję w bonusie gif, na którym widać porównanie pomiędzy 27-letnią mną, a 80+ :D Jak widzicie, pewne rzeczy, o których pisałam powyżej, uległy zmianie, ale mimo to wciąż widać, że to ja :)



A w ten sposób widzą mnie w przyszłości aplikacje Oldify [czarnobiałe zdjęcia] i Snapchat... :D Coś w tym jest, że osoby, które przez całe życie wyglądają na młodsze [ostatnio zwrócono się do mnie per "dziewczynka"! D:], brzydko się starzeją [patrzcie: wersja ze Snapchata] xD







Na koniec podsumowanie, czyli o czym musicie pamiętać, postarzając osobę na portrecie:
  • to, co ma być wypukłe, powinno być jasne, a to, co wklęsłe - ciemne
  • duży kontrast pomoże podkreślić te partie twarzy, które się uwidaczniają na starość
  • jeśli naszym celem jest widoczne postarzenie osoby, narysowanie zmarszczek to konieczność
  • im więcej narysuje się zmarszczek, tym starzej dana osoba będzie wyglądać
  • ciemne linie = głębokie zmarszczki, jasne linie = płytkie zmarszczki
  • zmarszczki tworzą się głównie na czole, wokół oczu, w bruzdach wiodących od nosa do ust, na policzkach
  • by postarzyć osobę, należy narysować zwiotczałą skórę górnych powiek i policzków oraz uwydatnić kości policzkowe, łuki brwiowe...
  • należy wziąć pod uwagę, że część osób na starość znacznie szczupleje na twarzy, a inna tyje



Jak Wam się podoba taka notka? :) Robiliście kiedyś coś takiego, tzn. postarzony portret? W planach mam też wykonać coś zupełnie odwrotnego - odmłodzić osobę na portrecie. Czy też jesteście zainteresowani takim tutorialem? :D



Szukaj

Ładuję...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...