21 marca 2016

* Newsy XXIV *

UPDATE: 

RECENZJA KREDEK POLYCHROMOS BĘDZIE OPUBLIKOWANA ALBO DZISIAJ W NOCY, ALBO JUTRO POPOŁUDNIU :D PRZEPRASZAM ZA OPÓŹNIENIA, PROBLEMY Z INTERNETEM ^^'


Hej! ♥

Co u Was, moi czytelnicy, dobrego słychać? :) Niby już wiosna, a szaro, deszczowo [no choć dziś chwilkę świeciło w Krakowie słońce]... Człowiek ma ochotę przesiedzieć w łóżku z dobrą książką... ale nie ja! :D Ostatnio ostro pracuję nad nowym ołówkowym portretem oraz recenzją kredek Faber-Castell Polychromos. Dołożę wszelkich starań, byście mogli jeszcze w marcu ujrzeć i rysunek, i recenzję. Przy okazji tworzenia portretu chyba nawet skombinuję materiał na dwa małe tutoriale dotyczące rysowania krótkich włosów oraz materiału :)
Mam też pytanie, skoro mowa o recenzjach. Jakiś czas temu kupiłam dwa szkicowniki z brązowym papierem: bardzo popularny, ale drogi i raczej niedostępny w Polsce Strathmore Toned Tan oraz dostępny w kraju, ale również nie najtańszy Daler Rowney Earthbound. Czy chcielibyście, bym je zrecenzowała? Czy nie ma sensu ze względu na cenę?

Mam też ogromną prośbę, głównie z jej powodu piszę tę notkę newsową. Otóż ostatnio dostałam od Was sporo wiadomości, że w coraz większej liczbie postów znikają obrazki. Wiem, czym to jest spowodowane: niegdyś darmowy portal hostingowy Imageshack zaczął już jakiś czas temu likwidować pliki tych osób, które nie uiściły opłaty za użytkowanie strony. Ja nie zapłaciłam, dlatego w wielu notkach na blogu są puste miejsca po obrazkach. Dlatego bardzo Was proszę: jeśli natraficie na niewyświetlające się obrazki [przede wszystkim z kategorii "Tutoriale", "Ogólne porady" i "Przybory"], dajcie mi znać mailem albo komentarzem z linkiem lub tytułem notki. Pośród Waszych wiadomości o wybrakowanych postach pojawiły się niesprecyzowane informacje, które obrazki się nie wyświetlają, a niestety nie jestem w stanie sama przeszukać całego bloga :c


Zapraszam jeszcze na mojego Instagrama, tam na bieżąco wrzucam nowe rysunki oraz WIPy:




Ogłoszenia czytelników

Patrycja ma na zbyciu kredki

Witam mam do sprzedania kredki akwarelowe Mondeluz 48szt. Kredki były użyte raz do sprawdzenia koloru. Chętnych proszę o kontakt:  prison.break1@vp.pl

Jak widać, kredki są w niemalże nienaruszonym stanie. Jeśli ktoś nie miał do czynienia z kredkami akwarelowymi i nie wie, co można nimi zdziałać, zachęcam do lektury mojego postu na ich temat :)


Trzymajcie się i do zobaczenia! ^_^

12 marca 2016

Od szarości do koloru dla poprawy humoru! Czyli relacja z wernisażu Marcysibush :)

[Obiecałam post zaraz po zeszłym weekendzie, przepraszam, że publikuję go dopiero dziś, choć był już gotowy w niedzielę - padł mi zasilacz i nie miałam dostępu do swojego komputera przez parę dni ;___;]


Jakoś tak niefortunnie się zdarzyło, iż przez ponad rok czasu nie uczestniczyłam w żadnym wydarzeniu kulturalnym, a raczej artystycznym... Wstyd się przyznać, że ja, Krakuska, która na wyciągnięcie ręki ma setki wystaw rocznie, nie zaglądnęłam przez ten czas do żadnej galerii sztuki ani muzeum! :/ Stąd też brak nowych notek w kategorii "Inspiracje - Galerie sztuki - Muzea - Wystawy". Okazja jednak nadarzyła się, gdy moja przyjaciółka, szerzej znana Wam pod pseudonimem Marcysiabush, zorganizowała wystawę swoich prac w Galerii Muza w Miejskim Klubie im. Jana Kiepury w Sosnowcu. Cieszyłam się na tą okoliczność tym bardziej, że po raz pierwszy miałam brać udział w wystawie Marcysi ^^

Do Sosnowca zajechałam przed 16 i szybko spałaszowawszy pieczonego ziemniaka [jeśli kiedykolwiek odwiedzicie to miasto, polecam bar Bulwa Nać!], z Marcysią oraz jej chłopakiem pomaszerowaliśmy szybkim krokiem do Miejskiego Klubu im. Jana Kiepury, gdzie o godzinie 17 mieli przybyć zainteresowani wernisażem naszej artystki goście. Już przy wejściu do Galerii Muza można było zostać zachęconym do obejrzenia prac Marty, a to dzięki temu obrazowi:


Pozostałe dzieła Marcysi umieszczone zostały w schludnej sali. Spodobało mi się, jak estetycznie zostały zaprezentowane. Jedynym mankamentem było to, że do niektórych nie sposób było się dostać :( Stały bowiem przed nimi sofy, ograniczające możliwość bliskiego zapatrzenia się w rysunki i obrazy. A przyznam, że zawsze, kiedy mogę, podchodzę możliwie blisko do obrazów i analizuję technikę wykonania, strukturę dzieła...



Na wystawie zatytułowanej "Od szarości do koloru dla poprawy humoru" znalazły się w większości niezaprezentowane wcześniej publicznie [poza Internetem] dzieła, głównie rysunki wykonane kredkami, ale podziwiać można było również rysunki ołówkowe, obrazy olejne oraz akwarele. Część z nich miałam możliwość oglądać wcześniej, w czasie jednej z wizyt u Marcysi, jednak wciąż byłam tak samo zachwycona jej talentem ^_^ I to wcale nie wazelina, bo się przyjaźnimy i inaczej nie wypada! Naprawdę z przyjemnością przyglądałam się pracom Marty, urzeczona kolorami, detalami oraz realizmem rysunków i obrazów.



Najbardziej do gustu przypadła mi seria autoportretów Marcysi, które technicznie i tematycznie to majstersztyk! Jeśli obserwujecie jej twórczość na którejkolwiek ze stron internetowych, mogliście zobaczyć porządne skany/zdjęcia jej prac, bo niestety te fotografie zrobione przeze mnie nie oddają wszystkich szczegółów ani kolorów.
Oprócz autoportretów podziwiałam także rysunek przedstawiający nagą panią leżącą na brzegu, która ma ciało bogini! Pokochałam także rudowłosą dziewczynę, mongolskie dziecko łapiące liście na wietrze oraz portret Picassa. Jej, miałam wrażenie, że mogę go chwycić za policzki, taki ten rysunek jest realistyczny :D Jestem niezadowolona, że nie zrobiłam zdjęcia tego dzieła z bliska. Chyba zapomniałam, będąc pod wrażeniem otaczających mnie prac xD



Niesamowite były też nieco starsze obrazy olejne. Podziwiam cierpliwość Marcysi, ja bym miała dość malowania już po wypełnieniu 1/4 tak dużego obrazu :D

Ostatnie poprawki przed rozpoczęciem wernisażu...
Tematem głównym była ludzka twarz, pokazana w sposób spokojny, melancholijny, smutny, ale również zabawny, szalony... innymi słowy, "treść" wystawy pokrywała się z tytułem. Ponieważ jednak nasza Marcysia nie ogranicza się ani w technikach, ani w tematyce, na wystawie znalazły się także pejzaże, miejskie widoki, a nawet i statek na wzburzonym morzu.


Tyle, jeśli chodzi o twórczość naszej Marcysi. Można byłoby jeszcze długo o niej opowiadać, ale raz, że dzieła artystki większość z Was zna, a dwa, sztukę najlepiej jest podziwiać, oglądać, zamiast o niej czytać ^^
Pewnie ciekawicie się, jak przebiegał wernisaż, a więc opowiadam :) Już przed godziną 17, o której miało mieć miejsce oficjalne rozpoczęcie wernisażu, nieśmiało zerkać zaczęli ludzie odwiedzający Miejski Klub. Przystawali, oglądali. Założę się, że więcej niż jedna osoba pomyślała, że to grafiki komputerowe, a nie rysunki [a stwierdzenie to poprę faktem, ale później ;)]. Niektórzy po obejrzeniu prac wychodzili - być może nie mieli czasu zostać albo pojęcia, że zaraz zacznie się wernisaż. Tymczasem gości świadomych wernisażu i z chęcią uczestniczących w nim przybywało, oprócz rodziny i znajomych pojawili się także nieznajomi. Kilku z nich wprawiło nas osłupienie lub lekką irytację, ale i o tym opowiem za momencik ;)
Gdy dyrektor Miejskiego Klubu spostrzegł, iż nazbierało się już trochę gości i oczekują na otwarcie wernisażu, wkroczył na salę z bukietem przeznaczonym dla Marcysi. Dyrektor w przemowie wyraził słowa uznania dla talentu artystki; potem Marcysia serdecznie zaprosiła nas do oglądania prac.


Po tym wstępie rozpoczęło się godzinne podziwianie dzieł oraz dysputy na ich temat. Pośród licznych pozytywnych opinii dotyczących twórczości Marcysi [w tym nawet pytań o cenę dzieła lub możliwość uzyskania jego reprodukcji! :)], pojawiły się komentarze i wypowiedzi, z których pewnie za jakiś czas będziemy się wspólnie śmiać i będą fajnymi anegdotami, ale wówczas raczej irytowały lub powodowały nasz śmiech z niedowierzania:P




Widzicie, jest bowiem tak, że zazwyczaj Waszym znajomym i rodzinie bardzo podobają się Wasze prace, nie mają do nich absolutnie żadnych zastrzeżeń, choć sami jesteście świadomi niedociągnięć. Czasem przebywają w Waszym otoczeniu ludzie, którzy szczerze powiedzą Wam, co technicznie robicie źle. Ale przy okazji publicznego prezentowania prac, czy to na wystawach, czy choćby w Internecie, zdarza się, że znajdą się tacy, którzy będą nadinterpretować Waszą twórczość lub czepiać się tematyki. 
Nie inaczej było na wernisażu Marcysi, gdzie pojawiło się aż 3 panów, dosyć kolorowe postacie, delikatnie mówiąc, którzy co rusz wypowiadali najdziwniejsze stwierdzenia ;) Pierwszy z nich zaprezentował daleko posuniętą interpretację wystawy, na co Marcysia zgodziła się, że interpretacja rzecz indywidualna, ale nie tak zupełnie oderwana od rzeczywistości i zamysłu artysty - po prostu z czapy :D Drugi bełkotał. Tak, naprawdę, głównie do siebie na głos, ale i do gości. W ciągu minuty zaczął od opowiadania o tym, że gdyby miał zasłony, to by poprosił Marcysię o namalowanie czegoś w pokoju, a skończył na katarze. I do tej pory nie wiem, czy chodziło o smarki, czy państwo :P A zaczął jeszcze gorzej: po przyjściu stwierdził, że to prace wykonane komputerowo, na co ja nie wytrzymałam i grzecznie wyprowadziłam go z błędu. No jak to tak można umniejszać talentowi naszej Marcysi :P Trzeci zaś był największym indywiduum. Pochłaniając ciasteczko za ciasteczkiem i herbatę za herbatą, a także wpychając ich zapasy do kieszeni, oznajmił, że on Marcysi nienawidzi. I Picassa też. "Bo artyści się nienawidzą". To zdanie wszystkich wprawiło w konsternację...

Moja rada: starać się nie przejmować, uodpornić na to. Jak nie raz mówiłam, jeśli tworzycie dla przyjemności, nie macie ambicji zostać sławnymi artystami, przyjmujcie na klatę wskazówki techniczne odnośnie Waszego warsztatu, a nie zwracajcie uwagi na opinie typu: "Poprzednia wystawa była lepsza, bo zawierała więcej mroku, smutku". Macie ochotę tworzyć radosne rysunki? Twórzcie je! Swoją drogą, życie bywa smutne, więc trochę pozytywności zawsze się przyda :)



Radosna twórczość chłopaka Marcysi :)



Poza tym, wernisaż był bardzo udany! Ładna ekspozycja, goście dopisali, miło spędziłam czas, oglądając dzieła Marcysi i przebywając wśród bliskich jej osób :) Gorąco zachęcam Was do wzięcia udziału w kolejnym wernisażu, kiedy Marcysia takowy urządzi!



Wystawę "Od szarości do koloru, dla poprawy humoru" możecie oglądać do 28 marca 2016r. na ulicy Warszawskiej 2 w Sosnowcu!

Wstydliwa Marcysia :D

Na koniec kilka zdjęć obalających nihilistyczną oraz jakże nam uwłaczającą tezę pana krytyka, że "artyści się nienawidzą". Iskry nam lecą z oczu, a i twarze mamy wykrzywione w grymasie pogardy, widzicie? :D
Polecam zwrócić uwagę na tło zdjęcia... :D





;P
A czy Wy mieliście okazję uczestniczyć ostatnio w jakimś wernisażu albo byliście na jakiejś ciekawej wystawie?


6 marca 2016

Jak narysować czarnobiały portret pastelami

Suche pastele fascynowały mnie na długo przed tym, kiedy odkryłam zalety rysowania kredkami. Ładne kolory oraz łatwość w mieszaniu ich ze sobą, a więc i tworzeniu nowych odcieni często przykuwały mnie z kompletem pasteli do kuchennego stołu na długie godziny, gdzie miałam dość miejsca tworzyć prace na większych formatach [i gdzie mogłam brudzić bez obawy, że dywan się nie dopierze, gdyż w kuchni dywanu nie ma :D]. Otrzymanie od firmy Koh-I-Noor suchych pasteli w ołówku Gioconda odnowiło wspomnienia sprzed lat przywołało chęć rysowania w tej technice. Zanim spróbowałam swoich sił w portrecie wykonanym w całości tylko pastelami w ołówku, spróbowałam ich kombinacji z pastelami w sztyfcie i w ten sposób powstały prace "Arabska piękność" oraz "Przez różowe okulary"*. Tematem dzisiejszej notki będzie tutorial ukazujący jak rysowałam tę drugą pracę.

* Tak, tak, wiem, że wyrażenie "przez różowe okulary" sugeruje różowe szkła, a nie oprawki, ale taki sobie umyśliłam tytuł i już! ;)

  Jak narysować czarnobiały portret pastelami

 

Przybory

  • miękki ołówek do wstępnego szkicu
  • gumka zwykła i/lub chlebowa i/lub gumka w ołówku do poprawek 
  • pastele w sztyfcie - biały, czarny, ewentualnie szary + opcjonalnie kilka innych kolorów
  • pastele w ołówku - biały, czarny + opcjonalnie kilka innych kolorów
  • pędzelek do strzepywania pozostałości gumki lub rozmazywania pigmentu pasteli
  • patyczek higieniczny lub wiszer do rozmazywania pigmentu pasteli
  • temperówka do pasteli lub nożyk do ostrzenia pasteli w ołówku
  • fiksatywa lub lakier do włosów do utrwalenia pracy


 Papier

  • papier do pasteli, czyli papier fakturowany, do którego powierzchni dobrze będzie przyczepiał się pigment pasteli. Format: lepiej większy niż A4, ponieważ na kartonie o większym rozmiarze łatwiej będzie narysować detale. Kolor: W przypadku czarnobiałego portretu, najlepszą opcją będzie szary papier, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by poeksperymentować z efektami na kartonach różnych kolorów. Ja z góry postanowiłam, że narysowana przeze mnie osoba będzie czarnobiała, tylko pojedyncze elementy oraz tło będą w jaskrawych kolorach :D


Zdjęcie


W przypadku rysowania ze zdjęcia, warto wybrać zdjęcie czarnobiałe, na którym widzimy, jak mocny jest kontrast pomiędzy czernią a bielą. Oczywiście, możemy też usunąć kolor z kolorowego zdjęcia. Dlaczego mówię o wyraźnym kontraście pomiędzy czernią a bielą? Ponieważ to będą dwa zasadnicze kolory, które na szarej kartce pozwolą "zbudować" trójwymiarowy obraz. Za pomocą czarnej pasteli powstaną cienie, a dzięki białej - światła. Zdecydowany kontrast ułatwi nam to zadanie.
Do wykonania pracy skorzystałam ze zdjęcia, które wykonałam wiele lat temu:


PORTRET KROK PO KROKU


Na wykonanie portretu "Przez różowe okulary" przeznaczyłam całą sobotę. Rano, zanim przystąpiłam do rysowania, przygotowałam, a właściwie zabezpieczyłam miejsce pracy. Pastele brudzą na potęgę - brudzą ręce, ubranie, wszystko, co znajduje się wokół. Kolorowy pigment fruwa wszędzie! Dlatego też taśmą przykleiłam do stołu najbardziej pomięty bristol, który posiadałam, ubrałam się w najgorszy podkoszulek i zaopatrzyłam się w wilgotne chusteczki, by używać ich do oczyszczania palców. Potem wytłumaczę, dlaczego to ważna czynność.

#1 Standardowo, jak każdą pracę, tę rozpoczęłam od wykonania szkicu ołówkiem 2B. Nakreśliłam najważniejsze linie, szczególną uwagę poświęcając okularom [najmniejsza asymetria czy niedokładność nie mogła mieć w tym przypadku miejsca] oraz twarzy. Postanowiłam jednak, że skoro nie rysuję żadnej znanej osoby, pobawię się trochę z charakterystycznymi i unikatowymi dla każdej osoby częściami twarzy, takimi jak oczy i usta. Ponieważ nos dziewczyny widoczny był z takiej, a nie innej perspektywy, wolałam nie ryzykować i nie kombinować z jego kształtem. Zmieniłam za to usta i oczy. Dlatego tym, którzy oceniając rysunek chcieliby napisać, że modelka jest do siebie niepodobna: to był zabieg celowy, proszę państwa :D
Darowałam sobie odwzorowywanie wzorków na chuście, bo wedle najpopularniejszej metody rysowania pastelami "od ogółu do szczegółu", najpierw powinnam pokolorować chustę na biało, a więc ołówkowe zawijasy zostałyby pokryte :) Ale i o tym więcej później! :)


#2 Kiedy rysuję portret, zawsze zaczynam od oczu. Zawsze! To przyzwyczajenie z czasów, kiedy portrety częściej niż obecnie mi nie wychodziły z powodu braku lub niedostatecznego podobieństwa - jak wielokrotnie podkreślałam, to właśnie od oczu najbardziej zależne jest podobieństwo w portrecie. Jak przedtem powiedziałam, tym razem nie zależało mi na podobieństwie, ale przyzwyczajenie zwyciężyło :)
Teoretycznie rysunek pastelami warto byłoby rysować od lewej do prawej, by nadgarstkiem albo podłożoną pod niego kartką nie rozcierać tego, co się narysowało np. po środku, ale wyszłam z założenia, że kartkę zawsze można obrócić, a twarz jest mega ważna!
Napomknęłam o metodzie "od ogółu do szczegółu". Ja tę metodę nieco zmodyfikowałam, zajmując się zawsze najpierw szczegółami rysunku, ale rysując je... od ogółu do szczegółu. Co to za bełkot, pomyślicie! Już wyjaśniam!
W pierwszej kolejności po wykonaniu wstępnego szkicu, zajęłam się szczegółem, czyli oczami, ale zamiast rysować takie detale, jak błysk w oczach czy źrenica, najpierw obwiodłam czarnym pastelem w ołówku brzeg tęczówki i wypełniłam też - bardzo delikatnie - samą tęczówkę. Czyli ogół!



#3 Następnie - również pastelem w ołówku [który można zastąpić węglem] przyciemniłam brzegi tęczówki i rozmazałam je patyczkiem higienicznym.



#4 Wzbogacając oko o źrenicę i detale tęczówki, zaznaczyłam także kształt oka wyraźną, czarną kreską, ponieważ portretowana dziewczyna miała mocny makijaż. W przypadku jego braku taka linia nie powinna istnieć - brzeg gałki ocznej powinien być wówczas zaznaczony cieniami wokół oka. Dodałam także cieniowanie w obrębie okularów. Najpierw pocieniowałam lekko obszar przy krawędzi oprawek, a resztę rozmazałam palcem [można użyć wiszera], rozcierając pigment w okolicach górnej powieki. Po tym ponowiłam cieniowanie przy lewej krawędzi oprawki i znowu rozmazałam.



#5 Zaznaczyłam pastelem w ołówku kreskę tworzącą górną powiekę oraz pocieniowałam obszar pod okiem, przygotowując bazę pod tzw. "smoky make up". Koniuszkiem małego palca zamazałam nieco obszar gałki ocznej, a następnie sięgnęłam po biały pastel w ołówku i narysowałam w niej odbicie światła na tęczówce i na gałce. Dzięki temu oko zyskało trójwymiarowość, realizm i wilgotność, która cechuje gałkę oczną. 3 w 1 za pomocą kilku białych plamek. Magia :D 
Przybrudzonym miękkim pastelem w sztyfcie palcem rozmazałam pigment wokół oka, tworząc smoky make up. Pastelem w ołówku nakreśliłam kreskę nad górną krawędzią oka. Dzięki temu stworzyłam iluzję kreski wykonanej eyelinerem oraz rzęs. Potem dodałam kilka kresek, które miały być rzęsami. Zróżnicowałam ich długość oraz ułożenie. To ważne! Bowiem rzęsy znajdujące się pośrodku oka zazwyczaj są ułożone prawie pionowo, zaś te bliżej wewnętrznego kącika oka pochylają się w jego stronę, a te bliżej zewnętrznego - bliżej niego. Te bliżej zewnętrznego zazwyczaj są również dłuższe, niż pozostałe rzęsy.
Obszar uznałam za ukończony, kiedy postawiłam białe kreski za pomocą białego pastelu w sztyfcie. To odbicia drzwi balkonowych w okularach xD



#6 W następnej kolejności zajęłam się oprawką okularów. Postanowiłam nadać jej różowy kolor, by rysunek był bardziej dynamiczny i żywy. Oprawki pokolorowałam pastelem w ołówku, ponieważ łatwiej nim wykonać detale, niż pastelem w sztyfcie. Kiedy ktoś nie ma pastelu w ołówku, może sięgnąć po kredkę lub nadzwyczaj ostrożnie rysować różnego rodzaju detale krawędzią pastelu w sztyfcie.



#7 Podobne kroki poczyniłam rysując drugie oko, dodałam także błysk na oprawkach okularów, by nie wydawały się płaskie, a trójwymiarowe.






#8 Kiedy uznałam za gotowe oczy i okulary, zajęłam się włosami. Tu też podążyłam za zasadą od ogółu do szczegółu. Najpierw zakolorowałam czarnym pastelem obszar czupryny. O ile rysując włosy ołówkiem czy kredkami rysuję każdy włos, dbając o to, by linie były spójne, równoległe itd., tutaj szybko zarysowałam całą powierzchnię, nie dbając o to, czy robię to starannie, bo...



...i tak później rozmazałam całość palcem, przez co papier w obszarze fryzury został pokryty całkowicie :)



#9 Teraz przyszedł czas na stworzenie wrażenia, iż włosy są gęste i ułożone warstwowo. W tym celu użyłam... białego pastelu! Nakreśliłam nią kilka kresek, które sugerowały ułożenie włosów, a następnie rozmazałam. Potem jeszcze raz powtórzyłam krok...







...i białym pastelem w ołówku dodałam kilka odstających włosków, by dopełnić wrażenie realistycznej i gęstej fryzury.



#10 Na odmianę zajęłam się tłem. Stwierdziłam, że gdybym narysowała najpierw pozostałą część twarzy, a potem tło, to pigment z tła mógłby przybrudzić twarz. I jak tu potem wymazać te delikatne cienie, które planowałam?! Oczywiście jest na to rada w postaci fiksatywy albo lakieru do włosów aplikowanych na rysunek w trakcie pracy, ale ja jakoś boję się utrwalać rysunki pastelowe przed ich całkowitym ukończeniem... taka sobie moja fobia :P
Tak więc wymyślając sobie tło jako feerię soczystych, ciepłych kolorów, sięgnęłam po różowy, żółty, pomarańczowy oraz fioletowy pastel. Wykonałam byle jakie zygzaki, które potem rozmazałam, wiodąc palcem po kartce, robiąc koliste ruchy. W ten sposób pigment dobrze i równomiernie wciera się w papier.



Nadmiar pigmentu zbierałam w kupkę i ponownie wcierałam, a resztę, która nie chciała się przyczepić kartonu, zdmuchiwałam.



#11 Ważne jest, by nie zabrudzić palcami poszczególnych kolorów. Dlatego też potrzebny jest wilgotny papier ręcznikowy lub toaletowy, w który można wytrzeć i oczyścić zarazem palce. Rozmazywać granice pomiędzy kolorami należy ruchem kolistym czystym, niezabrudzonym palcem!




#12 Dotarłszy do momentu z poprzedniego etapu, zrobiłam sobie przerwę. W międzyczasie zrobiło się ciemno i nieoceniona okazała się lampka z żarówką LEDową [nie rzuca żółtego światła, a jasne, przypominające światło dzienne, dzięki czemu kolory wyglądają w miarę jak te rzeczywiste]. Dokończywszy tło i dorysowawszy [dopiero wtedy, nie wcześniej] kilka białych kresek pastelem w ołówku na fryzurze, zajęłam się nosem oraz ramieniem. Pluję sobie w brodę, ale niestety rozpędziłam się i nie zrobiłam zdjęć, gdy cieniowałam nos. Opowiem jednak, jak ten proces wyglądał.



Na dodatkowej kartce wtarłam trochę czarnego pastelu w sztyfcie, po czym roztarłam go palcem. W ten sposób mogłam wykonać delikatne cieniowanie na nosie. Wspomogłam się także patyczkiem higienicznym, który jednak nie był tak skuteczny, jak palec, ale przynajmniej jego rozmiar pozwalał mi na wykonanie niewielkich cieni w obszarze nosa. Jasną, niezarysowaną przestrzeń wokół dziurek [które narysowałam pastelem w ołówku] od nosa uzyskałam za pomocą gumki w ołówku, po prostu wymazując tę przestrzeń. Białym pastelem w ołówku dodałam rozjaśnienie na grzbiecie nosa i jego czubku.
Podobnie postąpiłam, cieniując ramię. Trochę czarnego pastelu w sztyfcie, trochę pigmentu na palcu, umycie palca, dodanie bieli i wymazanie linii na ramieniu gumką w ołówku. Ot, taka prosta rzecz :D


#13 Metodą na kolorowy pigment dzierżony na palcu i rozmazywany delikatnie na papierze wykonałam cienie na twarzy. Starałam się robić jasne cienie, bo potem mogłam je przyciemniać, dodając pigmentu na palec. W odwrotną stronę byłoby gorzej: trzeba byłoby wymazać dany obszar, który pewnie nie wymazałby się do końca, i co gorsza, mógł koligować z innym cieniem, przez co całość cieniowania mogłaby być brzydka i niespójna. Białym pastelem rozjaśniłam też policzki, by w miejscu kości policzkowych twarz wydawała się wypukła.





#14 Przyszedł czas na usta, kolejny ważny element. Trochę zmieniłam usta ze zdjęcia, ale pomimo innego kształtu, nadal miały wyglądać ładnie. Przynajmniej takie było moje zamierzenie ;) Zaczęłam od pocieniowania ust czarnym pastelem. Bardzo delikatnie! Usta według mojego planu miały wyglądać na pociągnięte błyszczykiem, nie pomalowane ciemną szminką. Dlatego chciałam uzyskać szare, a nie ciemnoszare lub czarne usta. Poza tym na jaśniejszym kolorze łatwiej zaznaczyć szczegóły :)



"Podzieliłam" usta na dwie wargi przy pomocy czarnego pastelu w ołówku. Ewentualnie można użyć węgla w ołówku lub czarnej kredki. Tym samym przyborem można narysować sporadyczne kreski na wargach - to rowki, które każdy ma - u jednych są prawie niezauważalne, u tych posiadających "mięsiste" usta - jak np. Angelina Jolie - widać je bardzo wyraźnie.



Białym pastelem dostałam kilka białych kresek [które - uwaga! - nie powinny być idealnie proste, a lekko zakrzywione. To doda im naturalności].



Na koniec białym pastelem dodałam zygzak na ustach. Taki połysk, który miał dawać wrażenie ubłyszczykowanych ust.



#15 Kolejny etap dotyczył wypełnienia tła po prawej stronie oraz rozpoczęcia pracy nad mocno testującym moją cierpliwość fragmentem portretu :) Liczne, szczegółowe wzorki na chuście, bo o niej mowa, teoretycznie nie musiały być odtworzone z dużą precyzją [przecież nie zależało od nich podobieństwo portretowanej osoby] jednak postanowiłam w miarę możliwości wiernie je skopiować. By nie pomylić się w deseniu, najpierw białym pastelem podzieliłam chustę w miejscach, w których materiał się załamuje i sukcesywnie wypełniałam każdy fragment, najpierw na biało pastelem w sztyfcie, potem rysowałam czarne wzorki pastelem w ołówku.



Tutaj wyjaśnię też, dlaczego nie wykonałam wstępnego szkicu deseniu na chuście. Otóż, biały pastel - czyli tutaj podstawowy kolor chusty - by go przykrył i moja praca związana ze szkicowaniem wzorku poszłaby na marne. Nie miałoby sensu również wybitne utrudnianie sobie pracy poprzez zakolorowanie na czarno deseniu, a potem kolorowanie pozostałej części chusty na biało, z wysiłkiem lawirując białym pastelem wokół wzorków. Ponadto takie kolorowanie mogłoby być niedokładne. Pastele, nawet te w ołówku, nie cechują się taką dokładnością, jak zatemperowany ołówek czy kredka.



Wykonując wzór na chuście, zwróciłam również uwagę na to, że niektóre partie chusty są przyciemnione. Nieodwzorowanie tego faktu przełoży się na mniejszy realizm. Najpierw nałożyłam biały pastel, a potem zabrudzonym czarnym pigmentem palcem roztarłam delikatnie miejsca, które miały być ciemniejsze. Dopiero po tej czynności narysowałam deseń chusty. W pewnych miejscach wspomagałam się czarnym węglem w ołówku, ponieważ czarny pastel nie dawał tak intensywnego koloru, jak chciałam.




#16 W międzyczasie pocieniowałam też szyję. Tym razem zamiast stopniowego przyciemniania danego obszaru czarnym pastelem, zdecydowałam się zrobić to najpierw szarym. Dopiero potem wzmocniłam cienie czarnym pastelem w pewnych miejscach.





#17 Prawie pod koniec dopracowałam fryzurę. Trochę czerni, potem rozmazać, trochę bieli, rozmazać, dodać kreski białym i czarnym pastelem w ołówku, by stworzyć wrażenie luźnej, nieco nieuczesanej fryzury. Dokończyłam też chustę, kamizelkę oraz ramię.




#18 Na koniec białym pastelem w ołówku obrysowałam kształt twarzy, dzięki czemu nie zlewała się ona z szyją.
No i gotowe! Myślę, że kolorowe tło oraz kolczyki i okulary ożywiły bardzo ten portret, a błysk na okularach oraz deseń na chuście uczyniły go bardziej interesującym. Rysowanie zajęło mi w zasadzie cały dzień, bo 9 godzin. Ukończoną pracę zabezpieczyłam lakierem do włosów, pryskając nań z odległości 30-40 cm. Tak, by na pracę opadała mgiełka, a nie silny strumień, który mógłby przemoczyć papier.


Co warto zapamiętać z tego tutorialu?
  • pastelami należy rysować metodą od ogółu do szczegółu
  • najlepiej jest zapełniać kartkę od lewej do prawej [chyba, że jest się leworęcznym, wówczas od prawej do lewej], ewentualnie obracać kartkę
  •  pastele dobrze jest rozcierać na papierze kolistymi ruchami
  • lepiej stopniowo przyciemniać cieniowanie, zamiast od razu nakładać ciemny kolor
  • delikatne cienie należy albo nakładać przybrudzonym pigmentem palcem/wiszerem, albo pocieniować dany fragment bardzo, bardzo delikatnie i dopiero rozmazać
  • szczegóły dobrze jest wykonywać pastelem w ołówku, a rozmazywać je w razie potrzeby patyczkiem higienicznym lub wiszerem
  • włosy rysować warstwowo, na ciemny kolor nakładać jasny i rozmazywać
  • pracę trzeba utrwalić fiksatywą lub lakierem do włosów, by nie obtrzepywał się z niej pigment pasteli 

Tak wyglądało moje miejsce pracy :)

Rysowanie pastelami jest przyjemne, choć trzeba wykazać się większą cierpliwością, niż w przypadku rysowania ołówkiem, który łatwo jest wymazać i nie pozostawia tyle pyłu, co suche pastele. Myślę, że niniejszy tutorial wbrew pozorom jest całkiem uniwersalny - spisane porady można zastosować nie tylko do rysowania kolorowego portretu pastelami, ale również do innej tematyki, jak pejzaż czy portret zwierzęcia. Powodzenia i miłego rysowania ^_^

Zobacz też:

P.S. Nowa notka pojawi się po weekendzie i będzie dotyczyła wernisażu "Od szarości do koloru dla poprawy humoru" Marcysibush, w którym miałam przyjemność wziąć udział :) Następnie pojawi się recenzja pasteli w ołówku Gioconda oraz jeszcze bardziej wyczekiwana recenzja kredek Faber-Castell Polychromos ^^



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...