1 kwietnia 2016

Faber-Castell Polychromos - recenzja kredek


Kiedy parę lat temu postanowiłam zainwestować w porządny zestaw kredek i, jak to wówczas określiłam, wprowadzić trochę koloru do mojej twórczości, zaczęłam od przeglądnięcia internetowych for, by zapoznać się z opiniami rysowników i dowiedzieć się, które kredki polecają. Najczęściej wymieniane były Prismacolor oraz Faber-Castell Polychromos. Wówczas moją kieszeń nie było stać na duży zestaw żadnej z tych firm, więc postawiłam na zestaw 72 kolorów Derwent Coloursoft, które oceniano na tańszy [o połowę], ale równie dobry substytut stworzonych na bazie wosku Prismacolorów. Moje marzenia o Polychromosach [na bazie oleju] nie znikły, a wręcz przeciwnie, wzmocniły się, gdy widziałam kolejne prace wykonane przy ich pomocy. Szczęśliwie ziściły się, kiedy wygrałam konkurs Debutonu i sklepu plastycznego - otrzymany bon przeznaczyłam częściowo na nagrody w konkursie "Wesoła babuszka" oraz na kupno upragnionych kredek Polychromos ♥ Byłam przeszczęśliwa, ale wstyd się przyznać, gdzieś w głębi serca wiedziałam, że uszczęśliwi mnie dopiero zestaw 120 kredek. Tak... jeśli chodzi o przybory plastyczne, wciąż mi mało... :x Dopiąć swego udało mi się na początku tego roku i muszę przyznać, że miałam masę szczęścia, kupując zestaw 120 kolorów po promocyjnej cenie i jeszcze przed ogólną podwyżką cen produktów Faber-Castell :D
Tyle - przydługim - tytułem wstępu. Czas na konkrety!


Faber-Castell Polychromos


Kredki Faber-Castell Polychromos to seria z imponującą, ponad 100 letnią tradycją! Została stworzona przez firmę Faber-Castell w 1908 roku. Nazwa kredek oznacza "wiele kolorów", i cóż, można powiedzieć, że już wiek temu nie była to nazwa na wyrost: oryginalnie pełna paleta barw obejmowała 60 kolorów, czyli całkiem satysfakcjonującą liczbę!





Na przestrzeni stu lat zmieniono recepturę, wedle której tworzono kredki Polychromos - stało się tak ze względu na dostępne na rynku pigmenty oraz ich producentów. Jednak jak zapewnia firma Faber-Castell, jakość pozostała niezmienna. Podejrzewam, że tylko nieliczni mogą potwierdzić lub zaprzeczyć temu stwierdzeniu, bo z pewnością zestawy nawet sprzed II Wojny Światowej to  białe kruki!


Obecnie kredki są więc tworzone na bazie innych pigmentów, ale podstawą wciąż jest olej [pochodna soi warzywnej]. Całkowita gama kolorów to aż 120 kredek [tak samo bogatą paletą barw mogą pochwalić się nieliczne marki, np. Derwent - seria Artists ma tyle samo kolorów]. Każda kredka to kolorowy wkład o średnicy 3,8mm otulony solidnym drewnem z kalifornijskiego cedru, wielokrotnie lakierowanym. Trzon kredki [17,5cm długości, ok. 8mm średnicy, okrągły przekrój] odzwierciedla jej kolor, co nie tylko ładnie wygląda w opakowaniu [gdy wszystkie kredki tworzą tęczę :D], ale też pomaga w szybkim odnalezieniu pożądanego koloru. Na trzonku znajduje się nazwa firmy, kraj pochodzenia, jakieś znaczki, których nie jestem w stanie rozszyfrować, skrót SV [potem go wyjaśnię], mała miniaturka walczących rycerzy [taka jak na opakowaniu kredek] nazwa serii, koloru w języku niemieckim oraz angielskim, numer koloru oraz wąski, złoty paseczek [taka otoczka to element charakterystyczny wielu kredek oraz ołówków, podobnie oznaczone są przybory Koh-I-Noor, Derwent]. 

Zanim przejdę do części najważniejszej [czyli I JAK SIĘ TYMI KREDKAMI RYSUJE?! :D], jeszcze tylko parę słów na temat etui i gamy kolorów Polychromosów. Bez względu na liczbę kredek w zestawie, każde opakowanie prezentuje się tak samo. Wszystkie komplety [12, 24, 36, 60, 120 kredek] znajdują się w metalowych, ciemnozielonych kasetkach [jest też zestaw 36 kolorów w kartonowym opakowaniu i 120 kolorów w drewnianej kasecie]. Górna pokrywa opakowania ozdobiona jest rysunkiem dwóch pojedynkujących się jeźdźców, czyli motywem charakterystycznym dla tej niemieckiej marki. Widnieją również zdjęcia kredek Polychromos oraz nazwa i logo firmy. Estetycznie, skromnie... a może nawet za skromnie - rysunek, choć bardzo dynamiczny i interesujący, nie przedstawia pełnych możliwości tych kredek. Ale to tylko opakowanie - kredek nie ocenia się po nim, podobnie jak książki po okładce :) Z tyłu mamy wymienione cechy kredek, listę kolorów i parę innych informacji.


Metal, z którego wykonano kasetę, jest wytrzymały. Niestety o ile uwielbiam produkty Koh-I-Noor, w tym kredki z serii Polycolor, to ich opakowania są delikatne i podatne na uszkodzenia, a nawet na gięcie. Tymczasem Faber-Castell zadbał o solidność produktu, kaseta nie ugina się we wszystkie strony, jak opakowania kredek Koh-I-Noor. Również wkładki z przegródkami na kredki [jest ich 3 w zestawie 120 kredek, 2 w zestawie 60] są bardzo dobrze wykonane. Grubszy plastik nie ugina się pod ciężarem przyborów, a dodatkowo jest od dołu podklejony cienką gąbką, by spód wkładki nie uszkodził kredek, np. nie zdarł lakieru z trzonka.


W największym komplecie na krótszych brzegach wkładek są specjalne uszy-gumki, dzięki którym można z obu stron podnieść wkładkę bez obawy o rozsypanie kredek. W zestawie 60 kolorów są wgłębienia we wkładce na kształt uchwytów. Pozostałe, mniejsze zestawy mają wkładki bez uszu, ponieważ nie ma potrzeby ich wyciągania. Waga całości, czyli pudełka i kredek zależy oczywiście od ilości przyborów i wielkości kasetki. Zestaw 36 kolorów jest zgrabny i elegancki, dużo nie waży. Zabiera mniej miejsca i jest lżejszy, niż komplet 36 przyborów Derwenta.

Zestaw 36 kredek
Do każdego kompletu dołączona jest ulotka w formie kilkustronicowej książeczki z informacjami dotyczącymi firmy Faber-Castell oraz informacjami na temat kredek Polychromos, jak również wskazówkami co do ich użycia. W zestawie 120 kredek powinna być też płyta CD z dodatkami, ale ja jej nie dostałam :c

A teraz zaglądnijmy do środka :> Tak zachwycająco prezentuje się rozłożony zestaw 120 kolorów ♥ Aż żal mi było zacząć go używać :D


A tak wygląda użytkowany już zestaw 36 kolorów:



Seria Polychromos obejmuje aż 120 kolorów. To chyba najbardziej rozbudowana gama kolorystyczna, razem z Derwent Artists i Derwent Studio. Każdy z "podstawowych" kolorów [piszę w cudzysłowie, ponieważ podstawowe barwy to cyjan, magenta i żółty, a mam na myśli okrojony zestaw kolorów, jak np. w przypadku małych kompletów: żółty, pomarańczowy, czerwony, różowy, fioletowy, brązowy, niebieski, zielony...] ma około 10 odcieni. Naturalnie w mniejszych zestawach Polychromosów nie ma aż tak bogatego wyboru, liczba odcieni danego koloru jest mniejsza, ale w zestawie 36 kolorów i tak jest całkiem przyzwoita. 

Pełna gama barw: 120 kolorów

Nieukończony [na razie!] fanart Wiedźmina: portret Triss,
wykonany kredkami Polychromos.
W pełnej gamie kolorów jest kilka odcieni cielistych, które nazywają się Light Flesh, Medium Flesh oraz Dark Flesh. O ile dwa pierwsze faktycznie przydały mi się do kolorowania twarzy, to Dark Flesh to nieco cukierkowy róż, nadający się bardziej np. do uszminkowanych ust. Bardziej użyteczny jest natomiast kolor nazwany Cinnamon. Niestety kolorów tych brakuje w zestawach 12, 24 i 36 kolorów, a nawet 60 [tam jest tylko Medium Flesh]... Trochę kiepskie rozwiązanie, tym bardziej, że Polychromosy ciężko dostać na sztuki... :( W mniejszych od 120 kompletach nie ma też kolorów metalicznych [srebrnego, złotego i miedzianego], ale to żadna strata, co wyjaśnię później. Pomimo tak dużej gamy kolorów, brakuje np. chłodnego bladego różu [kolor Pink madder lake jest dla mnie zbyt intensywny, by sklasyfikować go na blady]. Reszta kolorów jest dosyć satysfakcjonująca, kolory są żywe, intensywne, mają odcienie ciepłe i zimne, jasne i ciemne, nawet odcieni szarości jest 12!
Choć przyznam, że niektóre barwy są do siebie trochę zbliżone.
Bardzo zawiodły mnie kolory metaliczne. Najpierw się ucieszyłam, bo mam niby srebrną i złotą kredkę [z serii Faber-Castell Eco], ale nie miałam dotąd miedzianej! Okazało się, że są twardsze niż pozostałe kolory w zestawie, ale nie stanowiłoby to problemu [i tak nie mieszałabym ich z innymi kolorami], gdyby nie fakt, że beznadziejnie rysują. Kolory złoty i miedziany wychodzą szarawe, na gładkim papierze w ogóle słabo je widać, jedynie srebrny daje radę, kiedy mocno dociska się rysik do kartki.

Podsumowując paletę barw: zestaw 120 kredek to komplet dla osób, które będą chciały tworzyć prace o zróżnicowanej gamie kolorystycznej lub takich leni, jak ja, którym nie chce się mieszać kolorów :P xD Tak dużą gamą kolorów można rysować wszystko: samochody, portrety, zwierzęta, martwą naturę, architekturę, pejzaże... co dusza i ręka zapragnie zapragnie :P

 Wzornik kolorów 36 kolorów [niestety zapomniałam o jednym :P Postaram się to uzupełnić!]
W tym miejscu powinnam jeszcze wspomnieć o światłotrwałości tych kredek, czyli odporności kolorów na blaknięcie pod wpływem działania promieni słonecznych lub sztucznego światła. Otóż Polychromosy w większości oznaczone są trzema gwiazdkami, czyli maksymalną światłotrwałością. Jest też trochę kredek o oznaczeniu **, a oznaczenie * mają nieliczne kolory [głównie fiolety]. Niemniej jednak producent zarzeka się, że nawet jednogwiazdkowe wykazują dużą światłotrwałość: Polychromosy są "niedoścignione" w tej kwestii. Gdybyście chcieli sami przekonać się, jak światło działa na wyeksponowane nań rysunki, spójrzcie na tę stronę. Dodatkowo, tu jest wykaz kolorów i oznaczenia światłotrwałości [źródło: blog Lianne Williams]. Dla mnie światłotrwałość nie ma większego znaczenia, gdyż wszystkie swoje prace przechowuję w koszulkach w segregatorze.



Przejdźmy do najważniejszej części, czyli jak rysują sławne Polychromosy! Dla mnie... są to kredki idealne ♥ Dlaczego? Otóż wieloletnie doświadczenie z rysowaniem ołówkami zrodziło we mnie przekonanie, że perfekcyjne kredki powinny być jak ołówki, tyle, że kolorowe. Czyli łatwo wymazujące się, dające się zastrugać do ostrego szpica, dobrze pokrywające pory kartki, można nakładać bardzo dużo warstw na siebie, nie za twarde, nie za miękkie, najlepiej jak ołówek 2B lub 3B. Bardzo polubiłam kredki Derwent i Koh-I-Noor, które kupowałam lub otrzymywałam na przestrzeni ostatnich lat, ale nie spełniały dokładnie wszystkich tych warunków. Zaczęłam wierzyć, że moje wymagania są wygórowane i nie ma takich kredek, jakie sobie wymarzyłam. A potem w moje ręce trafiły kredki Faber-Castell Polychromos i moja ekscytacja sięgnęła zenitu :D
 
Kredka Polychromos zatemperowana do szpica
Zużycie rysika po pokolorowaniu okręgu
o średnicy mniej więcej 3cm.
Zacznijmy od miękkości. Wiele miękkich kredek [takie preferuję], z którymi miałam doświadczenie, nie dało się zastrugać do bardzo ostrego szpica, a idealne pokrycie kartki, bez widocznych białych porów, takiego szpica wymaga. Trzeba było więc trochę popracować nad zniwelowaniem porów, często temperując kredkę w celu utrzymania szpica - miękkie kredki bowiem szybciej się zużywają. Niektóre bardzo szybko, niektóre trochę wolniej. Kredki Polychromos można je przyrównać do ołówka 3B - są umiarkowanie miękkie, ale nie za miękkie ani za twarde. Są twardsze niż kredki KIN Polycolor/Mondeluz/Progresso czy Derwent Coloursoft/Drawing, ale miększe niż Derwent Artists [za wyjątkiem kolorów metalicznych, one przypominają miękkością Derwent Artists, ewentualnie ołówek B]. Da się je zastrugać do ostrej końcówki, która dokładnie wypełni pory kartki, nie pękając przy tym [Derwent Coloursoft, Derwent Drawing, Koh-I-Noor Mondeluz miały z tym problem]. Nie zużywają się szybko - powiedziałabym, że tempo jest umiarkowane [wolniejsze niż w przypadku miękkich kredek, które wymieniałam], do przyjęcia ;)

Poniżej przedstawiłam jak zachowują się kredki różnych firm na gładkim i na fakturowanym papierze. Każdy okręg kolorowałam dobrze zatemperowaną kredką i w czasie wypełniania nie "podstrugiwałam" kredki na nowo do szpica. Jak łatwo można zauważyć, kredka Polychromos najlepiej pokrywa papier i wypełnia jego pory, najsłabiej mięciutka Derwent Drawing.

Górny rząd: gładki papier z drukarki; dolny rząd: papier akwarelowy Canson Student

Dzięki swojej umiarkowanej miękkości połączonej z dużym napigmentowaniem wkładu, kredki pozostawiają intensywny kolor na gładkich, jak i fakturowanych kartkach [twardsze kredki mają tendencję "żywiej" rysować na szorstkich/fakturowanych papierach, bledziej na gładkich]. Seria Polychromos radzi sobie też na barwionych papierach, w tym na czarnym. Oto porównanie białych kredek, które posiadam/najczęściej używam. Jeśli chodzi o jasność bieli, ewidentnie przoduje Derwent Drawing, ale gorzej wypada, jeśli chodzi o krycie. Biała kredka Polychromos jest może mniej intensywna w porównaniu do Drawing, Polycolor czy Coloursoft, ale lepiej kryje i mocniej, niż Artists.



Tutaj trochę słabe przedstawienie kolorów z zestawu 12 kredek. Niestety nie odzwierciedla ono dobrze faktycznego poziomu intensywności Polychromosów na czarnym papierze, bo skaner postanowił poświrować, jak to zawsze, kiedy ma do czynienia z czarnym papierem. Kolory są zbyt jaskrawe. Postaram się zaraz albo w weekend zrobić lepszy skan albo zdjęcie, które odzwierciedlałoby rzeczywisty stan rzeczy.

Istotną cechą idealnych kredek zawsze była dla mnie możliwość nakładania na siebie wielu warstw różnych kolorów. O ile kredki KIN Polycolor nie miały z tym większego problemu [ale zostawiały trochę widocznych porów i trzeba było je wygładzać blenderem, a potem nakładanie kolejnych warstw było trudniejsze], to np. z Derwent Coloursoft trzeba było uważać. Jak wspominałam przy recenzji tych angielskich kredek, trzeba ich się "nauczyć". Wyczuć, w jakiej kolejności nałożyć kolory [częściej jasne na ciemne, nie odwrotnie]. Z kolei kredki Polychromos można nakładać, i nakładać, i nakładać, i nakładać na siebie :D To znacznie ułatwia mieszanie kolorów, szczególnie osobom posiadającym mały komplet.
Poniżej zrobiłam porównanie pomiędzy kredkami Derwent Coloursoft i Faber-Castell Polychromos. Obu seriom nie można odmówić intensywności kolorów, ani też możliwości nakładania kolorów na siebie przy mocniejszym nacisku. Jednak wiele odkrywa porównanie wykonane w dolnej części obrazka. Delikatne nakładanie koloru niebieskiego na żółty w przypadku stworzonych na bazie wosku Coloursoftów kończy się niepowodzeniem [i to właśnie zasługa wosku]. Kolor nie nakłada się równomiernie, wygląda brzydko. Lepszy efekt przynosi nałożenie jasnego koloru na ciemny. A jeśli chodzi o stworzone na bazie oleju Polychromosy - kolejność nałożenia warstwy nie ma prawie znaczenia, może poza intensywnością koloru [w przypadku położenia żółtego na niebieski, zielony odcień wychodzi intensywniejszy]; pokrycie jednej warstwy przez drugą jest takie samo.

Cyferki oznaczają kolejność nakładania kolorów. "Ż" = zółty, "N" = niebieski.
Przy nakładaniu warstw na siebie kredki na bazie wosku [jak D. Coloursoft czy Prismacolor] mają tę przewagę nad kredkami na bazie oleju, iż przy mocniejszym docisku kolory wymieszają się same i dobrze pokryją pory. Przy tych na bazie oleju potrzebny jest blender. Ewentualnie można też pozostawić takie nieprzemieszane kolory - według mnie wygląda to bardzo fajnie, kiedy tak się przenikają :)

Warto powiedzieć też kilka słów o blendowaniu, czyli mieszaniu/wygładzaniu kolorów za pomocą blendera i białej kredki. Oto, jak wypadł test:
 

Blendery są bezbarwne, ale mimo wszystko delikatnie wpływają na kolor zakolorowanego obszaru: staje się on jaśniejszy. Ładnie zblendowane zostało koło, na którym użyłam blendera Derwent. Blender Lyra, który kupiłam kiedyś z braku laku [czy raczej z braku blendera angielskiej marki], wciąż mnie rozczarowuje - niby zblendował zakredkowane koło, ale niedokładnie. Jeśli zaś chodzi o mieszanie i wygładzanie koloru białą kredką, lepiej od kredki Polychromos sprawiła się kredka Coloursoft. Jednolicie rozjaśniła i wygładziła koło.
Chociaż moje doświadczenie pomaga mi unikać błędów w cieniowaniu i kolorowaniu [które doświadczałam w przeszłości] i nie mam potrzeby wymazywania tego, co już narysowałam, to możliwość wymazania czegoś nic nie zaszkodzi, a może się przydać. Jednak wiadomo, że kredki w 100% się nie wymażą... W tym względzie i Polychromosy nie są wyjątkiem, ale ich "wymazywalność" jest mimo wszystko całkiem dobra:

Od lewej: próba wymazania kredki po mocnym kolorowaniu, po średnim i po bardzo delikatnym.


Faber-Castell gwarantuje również odporność kredek na wodę. Ponieważ usłyszałam kiedyś, że kredki na bazie oleju można spróbować rozmyć olejem lub rozpuszczalnikiem, postanowiłam zrobić test :> Narysowałam 3 półkola i potraktowałam je 3 wymienionymi cieczami. Rzeczywiście, zwykła woda praktycznie nie naruszyła zakolorowanego obszaru. Odrobinkę, tycią odrobinkę puścił kolor, ale to przez pocieranie. Olej spowodował większe zmiany na papierze, ale delikatne. Zakredkowany fragment generalnie wciąż wyglądał tak samo, ale lekko transparentna plama pojawiła się na czystej dotąd części papieru. Największy efekt, tak jak podejrzewałam, zapewniło użycie benzyny lakowej. Pigment rozniósł się po kartce, wraz z pociągnięciami mojego pędzla. Zwykła kredka przemieniła się w akwarelową, a raczej rozpuszczalnikową ;D Kiedyś spróbuję wykonać na próbę obrazek tymi kredkami, ale rozmytymi benzyną lub terpentyną i dam Wam znać, jak mi poszło [poza tym, że pewnie naćpam się smrodem rozpuszczalnika :P], a jakby poszło znośnie, napiszę tutorial :)


 
Kredki Polychromos posiadają coś, co się zowie SV Bonding. Za tym tajemniczym skrótem, którego rozwinięciem jest niemieckie słowo "Sekuralverfahren", ukrywa się dodatkowe wzmocnienie kredek. Rysik na całej długości pokryty jest cienką warstwą kleju, który łączy ów wkład z drewnianym trzonkiem. Dzięki temu wkład jest bardziej odporny na pęknięcia i złamania. Daje to także dodatkową ochronę w czasie strugania. Dlatego też ci, którzy się boją, że po upadku z wysokości [np. sturlaniu się z biurka] wkład wewnątrz pęknie, mogą być pewni, że nic takiego się nie stanie. Wiem, bo kilka z moich Polychromosów miało bliskie spotkanie trzeciego stopnia z podłogą, a pomimo to rysik w środku jest cały.
Choć Faber-Castell podaje informację, że Polychromosy mają 8mm średnicy, pasują one do przedłużaczy marmurkowego CretaColor i czarnego Derwent, które przeznaczone są do przyborów o średnicy 7mm. W srebrnym przedłużaczu Derwent trzymają się za lekko.


Cena: ok. 5-6zł za sztukę, 500-750zł za zestaw 120 kredek w metalowej kasecie.


Dostępność:
  • na sztuki [chociaż ciężko je dostać, w Krakowie są w Szale dla Plastyków]
  • w kompletach: 12, 24, 60, 120 w metalowych etui
  • w kartonowym opakowaniu: 36
  • w drewnianej kasecie: 120
  • w zestawie "Mix Media set".



MOJE PRACE WYKONANE KREDKAMI FABER-CASTELL POLYCHROMOS

http://www.ilojleen.bulwaria.info/photo/522/Oko
Moje oko. Wykonane kredkami Polychromos z zestawu 36 kolorów + białą kredką D Coloursoft, ołówkiem Mars Steadtler Lumograph 8B, białym markerem akrylowym Derwent Graphik.


Portret Marcysibush, wykonany kredkami Polychromos z zestawu 36 kolorów + biała kredka D Coloursoft, ołówek Mars Steadtler Lumograph 8B, biała ekolina Talens, biały marker akrylowy Derwent Graphik.

Autoportret. Wykonany kredkami Polychromos z zestawu 36 kolorów + kredkami Derwent Coloursoft [biała i 2 brązowe], ołówek Steadtler Mars Lumograph 8B, biała ekolina Talens, biały żelopis.
Nieukończony [na razie!] fanart Wiedźmina przedstawiający Yennefer. Kredki Polychromos z zestawu 120 kolorów + biały marker akrylowy Derwent Graphik.

Mały portret Czkawki z "Jak wytresować smoka".
Kilka kredek Polychromos + biały żelopis Sakura Gelly Roll.

Podsumujmy tę długaśną recenzję ^^

 Zalety

  • bardzo duża gama barw
  • ładne, żywe kolory, w tym fajne kolory cieliste
  • możliwość nakładania wielu warstw
  • umiarkowana miękkość, która pozwala zastrugać je do szpica, co daje precyzyjność detali i dokładne wypełnienie porów kartki
  • dobrze rysują na gładkich i fakturowanych papierach
  • SV bonding, czyli wewnętrzne wzmocnienie kredek, które zapobiega ich łamliwości
  • możliwość wymazania delikatnego cieniowania

Wady

  • kolory metaliczne mało intensywne
  • niektóre kolory są do siebie dosyć zbliżone
  • brak koloru cielistego w kompletach 12, 24, 36 i 60 kredek
  • poważna wada: wysoka cena ^^'
  • ciężko dostać je na sztuki 


Kredki Faber-Castell Polychromos najchętniej poleciłabym wszystkim. Początkującym, i doświadczonym rysowników, ponieważ ich szereg zalet daje ogromną przyjemność z rysowania. Jednak zaporowa cena Polychromosów sprawia, że odradzam je początkującym rysownikom o niewielkich funduszach [mnie samą trochę przetrzepało po kieszeni i zmusiło do wyrzeczeń :x]. Jeśli ktoś zaś ma nieograniczoną kwotę do wydania na kredki, szczerze zachęcam go do kupna tej serii. Idealnym zestawem jest ten największy, zawierający 120 kredek, ale to wydatek rzędu nawet 700zł [jeszcze na początku roku cena za taki komplet wynosiła 550-600zł, niestety z początkiem roku ceny przyborów często idą w górę]... ;___; Ponieważ Polychromosy świetnie się na siebie nakładają, tworząc nowe odcienie, optymalnym rozwiązaniem jest zestaw 36 kredek + dokupione dodatkowo kolory cieliste [Light Flesh, Medium Flesh i Cinnamon] i inne, które będziemy potrzebowali ze względu na nasze indywidualne potrzeby. Takim właśnie kompletem 36 kredek wykonałam moje oko, mój autoportret, portret Marcysibush oraz Czkawki, a efekty są jak najbardziej satysfakcjonujące. 


Ogólna ocena: 9/10. Uprzedzając pytanie - tak, pokochałam je bardziej niż kredki Derwent Coloursoft lub Koh-I-Noor Polycolor :D


71 komentarzy :

  1. Jestem zakochana w tych kredkach. Też dążę do tego aby w nie zainwestować kiedyś... w odległej przyszłości :x Bo najpierw i tak muszę nauczyć się rysować w kolorach. Wciąż jestem na etapie ołówka i eksperymentuję też z różnymi innymi rzeczami.
    Jesteś dla mnie naprawdę wielkim autorytetem jeśli chodzi o rysunki. Cały czas uczę się od Ciebie i staram się doskonalić.

    Jeśli zechcesz, możesz zobaczyć jak sprawuję się Twój uczeń xD
    Może będziesz zadowolona a może nie. Rysuję na poważnie od roku jakby co.
    Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też późno zaczęłam rysować w kolorze, bo dopiero 3 lata temu [a rysuję już prawie 14]. Gwarantuję Ci, że będziesz jeszcze bardziej w nich zakochana, kiedy je wypróbujesz :D
      Dziękuję pięknie za miłe słowa! Wpadłam na twojego bloga, masz bardzo ładne prace, szczególnie jak na tak krótki "staż" :)

      Usuń
  2. Nie mogłam się doczekać tej recenzji^^ Tyle przydatnych informacji, naprawdę super recenzja! Mam w planach w przyszłości kupić kredki polychromos, ale na razie próbuję rozwiać pustki portfela po zakupie prismacolorów 132kol... Ach, przyborów nigdy za mało! Zawsze chce się coraz więcej i więcej:D
    (chamska reklama ;)

    Zapraszam na rysunkowego bloga- http://kartkapaapieru.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że to wyczekiwanie się opłaciło ^^
      O, taki duży zestaw :D Ponoć Prismacolor są super i są podobne do Coloursoftów. Ale teraz wiem, że najbardziej przemawiają do mnie Polychromosy ^^
      Zarąbisty ten Twój wazon z cytryną :D

      Usuń
  3. Ooo moje kredki :) Mam pełny zestaw 120 kolorów i jestem z niego bardzo zadowolona :D Chociaż faktycznie wysoka cena, jest problemem to myślę, że warto w nie zainwestować :)
    Bardzo dobra recenzja :)
    Pozdrawiam :*
    Magymany.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie :D Zainwestować warto, jako że nawet te rzeczy, które wymieniłam jako minusy, nie są poważnymi wadami [oprócz ceny xD].
      Dziękuję i pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  4. Oho, zazdroszczę XDD.o
    Ja raczej tyle hajsu na kredki nie wydam, ale może 60 kolorów kupie w dalekiej przyszlosci. Btw, jak szukałam 120 kolorów, to znalazłam tylko takie za ponad 1100 zl, brawoja.
    Paczałka bardzo mi się spodobała i ten pierwszy fanart Wiedzmina.
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie zazdroszczę xD
      36-60 to już bardzo wystarczające zestawy. 120 kolorów to opcja dla leniwych/wybrednych/zdeterminowanych/chciwych nowych przyborów, jak ja xD
      Dziękuję! ♥ To w zasadzie jest jeden fanart Wiedźmina, tylko jego dwa fragmenty. Wrzucę całość, kiedy tylko ją skończę ^^

      Usuń
  5. Tak długo czekałam na tę recenzję! Dziękuję! :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że warto było czekać :D I cała przyjemność po mojej stronie!

      Usuń
  6. Mam zestaw 60 kolorów...Ja te kredki po prostu uwielbiam! Czasem aż szkoda mi coś rysować...najchętniej rysuję właśnie nimi, pigment świetnie rozchodzi się po kartce. Szkoda że w zestawie 60 kredek nie ma koloru cielistego...muszę improwizować z kremowym i różowym

    ninaleksandra.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzę, że naprawdę dużo osób jest z nich zadowolonych ^^
      Improwizowanie dobra rzecz, ale naprawdę powinni nawet do zestawu 36 kredek wrzucić cielistą... :(

      Usuń
    2. zgadzam się...choć to pewnie chwyt marketingowy żeby kupić większe zestawy

      Usuń
    3. Pewnie tak, ale głupi :(

      Usuń
  7. Jakiego koloru użyłaś do tych portretów, oka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do twarzy podstawą był Light Flesh i Cinnamon, ale użyłam też , Medium Flesh, Cadmium Red, Venetian Red, któryś pomarańczowy... reszty nie pamiętam :c

      Usuń
  8. wow twoje rysunki wyglądają tak wyraziście, tu chyba zaleta kredek albo mi się wydaje i to przez dobry aparat :D w każdym razie chyba muszę zainwestować w jakieś tego typu kredki, bo moje wołają o pomstę do nieba...

    KAPCIUSZEK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kredki dają żywe, wyraziste kolory, nawet zdjęcie z telefonu wygląda dobrze :) Nie będziesz zawiedziona, inwestując w Polychromosy :)

      Usuń
  9. Niedawno zamówiłam sobie Polycolory i nie umiem się na razie przestawić z na nie z Mondeluzów:/ Polychromos to już wyższa szkoła jazdy, być może za kilka lat się dorobię;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolisz Mondeluzy niż Polycolory? A to ciekawe :D Bo jak ja się dorwałam do Polycolorów, uznałam, ze są o niebo lepsze od Mondeluzów [do rysowania na sucho].
      Tego Ci życzę! :D I nie za kilka lat :D

      Usuń
  10. Te kredki same w sobie tak pięknie wyglądają i, masz rację, aż żal je stępiać a potem temperować...
    A co do rysunków: cóż, myślałam, że ten zielony ołówek przy portrecie Marcysibush to celowo pozostawiona kredka i dopiero potem ogarnęłam, że jednak nie. Także tego. ;D
    Mam jedno pytanie tylko nie mam pojęcia czy już go wcześniej nie zadawałam... W każdym bądź razie chciałam poznać Twoją opinię na temat nauki rysowania. Czy Twoim zdaniem da się samemu dojść do poziomu podobnego do Twojego polegając wyłącznie na trenowaniu? Mam na myśli czy koniecznie potrzebny jest talent i profesjonalne porady? (nie żeby te na blogu takie nie były! Po prostu... widomo o co chodzi, jakieś kursy, lekcje rysunku itp.)
    Ściskam i życzę przede wszystkim czasu! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak realistycznie mi wyszedł? :D Hah, dziękuję! ♥
      Nie pamiętam, czy pytałaś, czy nie, choć wiem, że kiedyś ktoś o to mnie pytał. Otóż talent, czyli pewne predyspozycje, które człowiek po prostu posiada, dają lepszy start, ułatwiają go i pozwalają robić progress w krótszym czasie. Dlatego niektórzy po 2 latach rysują bardzo realistycznie, a inni nie zrobili prawie żadnych postępów. Jednak kluczową sprawą są ćwiczenia. Osobom pozbawionym talentu/pewnych predyspozycji zejdzie dłużej, ale też będą w stanie wyćwiczyć po jakimś czasie. Dlatego powtarzam, żebyś się nie poddawała :) Kursy, profesjonalne porady też przyspieszą czynienie postępów, bo ma się na tacy podane, co robić, a czego nie. Ale bez porad też da się rozwinąć zdolności - ja jestem tego przykładem, nigdy bowiem nie uczono mnie rysunku, ani nie korzystałam z tutoriali w książkach czy w Internecie :)
      Dziękuję, bardzo się przyda :D ♥

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź, dużo mi dają Twoje rady :D

      Usuń
    3. Cała przyjemność po mojej stronie <3

      Usuń
  11. O boziu, boziu, ten zestaw wygląda cudownie! Jedyne co mnie stopuje przed zakupem to cena, a przecież tak bardzo lubię kupować kredki (sick!). Pomyślałam, że zrobię sobie dobrze innym zakupem - Derwentami, jednak wczoraj mnie wcisnęło w fotel, bo mój upatrzony zestaw za 260 zł z dnia na dzień podskoczył do 340 zł. Oniemiałam! A Prismacolory chodzą Ci po głowie, czy jednak olej wygrywa z woskiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że jest piękny? ♥ Będzie mi smutno, jak potem jedne kredki będą dłuższe, inne krótsze xD
      Możesz zainwestować w Derwenty, skoro już masz Polycolory, ale jest pewna różnica w rysowaniu nimi, która może być dla Ciebie szokiem :D Co do Prismacolorów, nie, raczej nie zamierzam ich kupować [ewentualnie może kiedyś zestaw portretowy], ponieważ 1) mam już kredki na bazie wosku, czyli D. Coloursoft 2) olej Polychromosów lepszy od wosku Derwentów :D

      Usuń
    2. Taki sam dylemat bym odczuwała, bo nowiuteński set zapiera dech. Nie mogę się napatrzeć od wczoraj. <3 Widziałam właśnie zestaw samych portretowych, ciekawa perspektywa. ;)

      Usuń
    3. Portretowe zawsze się przydadzą! :D

      Usuń
  12. Kredki te można kupić na sztuki właśnie na stronie Szału dla Plastyków (szal-art.pl) po 5,40 obecnie, jednakże nie sprawdzałam, czy mają w ofercie wszystkie kolory (chociaż na oko wydawało się tego sporo :D).
    Ja przyznam, że jestem posiadaczką Prismacolorów i pomimo, że jeszcze nie wypróbowałam ich do rysowania (szybkie testy na jakiś kartkach oczywiście przeszły :P), to tak jak napisałaś, świetnie się mieszają, aczkolwiek by pozostał dość ostry szpic do rysowania szczegółów, to trzeba się trochę natemperować, więc rozważam zakup właśnie Polychromosów jako uzupełnienia właśnie...chociaż nie jestem pewna, czy będą ze sobą dobrze współpracować :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na stronie są wszystkie kolory, podobnie jak w sklepie stacjonarnym [tylko tam są po 5,50zł].
      Moim zdaniem to będzie dobra decyzja. Jeśli ktoś chce mieć więcej, niż jeden zestaw kredek, warto zainwestować w kredki miększe i twardsze. Prismacolory są ponoć bardzo miękkie, a Polychromosy są umiarkowanie miękkie, ale rysują wyraźnie i intensywnie i dobrze się na siebie nakładają.
      Co do współpracy: "woskowe" kredki dobrze się nałożą na "olejne", ale odwrotnie może być problem.

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź :) W takim razie na pewno kupię Polychromosy w przyszłości, na razie może zainwestuję w parę kolorów próbnych, żeby się upewnić co do decyzji :D Słyszałaś może, jak już jesteśmy w temacie kredek, o Caran d'Ache Luminance ? W Polsce ich niestety nigdzie nie widziałam, ale podczas zagranicznych wojaży wpadły w moje ręce 2 sztuki i jak na razie wydają się tak dobrze mieszać, jak Prismacolory :)

      Usuń
    3. Cara d' Ache używa Heather Rooney - zobacz jej rysunki, są cudowne :)
      An15no

      Usuń
    4. O, dzięki wielkie :D Twórczość Heather znam już od dłuższego czasu i wychodzi na to, że zatrzymałam się na okresie, kiedy używała jeszcze Prismacolorów :)

      Usuń
    5. Trisha - kupienie kilku kolorów na próbę przed nabyciem większego zestawu jest bardzo dobrym rozwiązaniem! Ja swój zestaw 36 kredek poniekąd wygrałam [a konkretnie bon do zrealizowania w internetowym sklepie plastycznym], więc nie wahałam się wydać tylu pieniędzy na pełny zestaw.
      Słyszeć słyszałam, ale jakoś nie interesowałam się nimi D:

      Usuń
  13. Aktualnie jestem zakochana w primacolor i nie zamierzam zmieniać mojego kochanego zestawu na żaden inny <3 Chociaż kto wie... tak wspaniała recenzja zachęca aby obejrzeć się za nową miłością <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dzięki :D To super, że posiadasz kredki, które uwielbiasz! Ale może, kiedyś, przy okazji, daj Polychromosom szansę :D

      Usuń
  14. Już po samej recenzji, myślę, że to będą moje ulubione kredki ;) tylko muszę jeszcze je przetestować. Ale żeby nie przepłacać to kupuję 3-5 kredek podstawowych na sztuki i jak się sprawdzą, to może zacznę od 36 kolorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna decyzja :) Mój pierwszy rysunek Polychromosami to był mały portrecik Czkawki z "Jak wytresować smoka" - użyłam zaledwie paru kolorów, a pokochałam Polychromosy, więc może i Ty się przekonasz do nich po kilku kolorach ^^

      Usuń
  15. Ja właśnie z powodu tego, że nie mam gdzie ich kupić na sztuki... kupiłam Derwent Coloursoft. Ale jestem zadowolona. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobrze! Derwent Coloursoft też są bardzo fajne. Tylko trzeba wyczuć, jak nakładać warstwy :D

      Usuń
  16. Tez szukałam odpowiednich kredek i znalazłam na sztuki, wiec kupiłam po 3 sztuki kredek faber castell polychromos i derwent coloursoft. Jak narysowałam 1 kreskę kredkami faber castell od razu wiedziałam, ze to te kredki, sa cudowne, wlasnie takie chciałam. A derwent to nie spełniają moich kryteriów choć sa dobre. Po przeczytaniu tej recenzji wiem,ze to bedzie dobra decyzja, żeby kupić te kredki faber castell. zbierałam na nie miesiąc. po weekendzie zakup 120 sztuk, nie moge sie doczekać! Dzieki za post. Bardzo sie przydał :) no i przepiękne rysunki ❤️ Cudownie malujesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie uważam tak jak Ty - Coloursofty są super, ale Polychromosy są jeszcze lepsze :D Gratuluję z góry udanego zakupu, witaj w klubie :D
      Dziękuję ślicznie ♥

      Usuń
  17. Witaj,
    Uważam, że masz ogromne doświadczenie w rysunkach realistycznych, stąd moje pytanie. Jak myślisz, czy zestaw narzędzi do rysowania 5 elementów (Podaję adres strony http://www.szal-art.pl/zestaw-narzedzi-do-rysowania-5-elementow_775_2993/ ) jest niezbędny do rysunków/rysunków realistycznych?
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jest niezbędny :) To takie bajery, bez których spokojnie można się obyć - przynajmniej ja takich nie używałam i nie planuję kupna :)

      Usuń
  18. Cieszę się, że trafiłam na tak szczegółową recenzję Polychromosów. Posiadam aktualnie Prismacolory 132 kolory i zestaw portretowy. Jestem nimi zachwycona, ale Polychromosy mnie tak kuszą, że chyba będę musiała kupić kilka sztuk i przetestować, bo podobno są do Prisma bardzo zbliżone:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie są zbliżone, co zaznaczyłam w recenzji :D Z tego, co wiem, Prismacolory są znacznie miększe, trudniej je zastrugać do ostrej końcówki i przede wszystkim są na bazie wosku. Także kupienie czegoś "odwrotnego", jak Polychromosy, jest dobrą decyzją :)

      Usuń
  19. Slyszalas może o ołówkach grafitowych Cleos, Cretacolor?
    Chciałabym kupić sobie je na urodziny i nie wiem czy to db wybor

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej! Fajnie rysujesz. Ostatnio z koleżanką też założyłyśmy v bloga o tematyce rysunkowej i super by było jakbyś zajrzała i oceniła rysunki
    Yashleyhekatemonster.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Tsaa, tak długo czekałam na tą recenzję, a komentuję długo "po fakcie" :D Na swoje usprawiedliwienie dodam, że przeczytałam dużo wcześniej :D
    Mmm, cóż za pyszne kredeczki B)) Nie wiem czemu bardzo przyjemna jest dla mnie świadomość, że... Ich nie mam xD Nie wiem, może kieeedyś jakiś mały komplecik. Może. Na razie myślę nad cretacolorami, bo znalazłam na allegro dość tani egzemplarz (po co ja to piszę, jeszcze ktoś znajdzie i kupi przede mną XDD) (((:
    Ogólnie przyjemna recenzja, fajny ten fanart z Wiedźmina c: Na instagramie, jeśli się nie mylę, był jeszcze jeden, nie? :) Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi xD Dzięki za komentarz! :D
      Nigdy nie miałam do czynienia z kredkami tej firmy [mam tylko kilka pasteli w ołówku], ale skoro to taka okazja, kupuj :D
      Dziękuję ^_^ Tak, na Instagramie oprócz Yen i Tris był też rysunek ze strzygą i Geraltem, ale nie wrzucałam go do tej notki, bo wykonałam go innymi kredkami, nie Polychromosami :)
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  22. Super recenzja, jak będę myślała nad zakupem kolejnych kredek na pewno sięgnę po Faber-Castell Polychromos. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będziesz zawiedziona, na pewno :)
      Dziękuję i pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  23. Od dłuższego czasu zastanawiałam się, czy by nie kupić sobie Polychromosów, chociaż mam masę innych profesjonalnych kredek... Twoja recenzja przekonała mnie, że na pewno je chcę i chcę natychmiast! Oficjalnie nabyłam je z okazji zbliżających się urodzin - najpierw 12 kolorów, a potem dokupiłam przez internet następne odcienie. (Szaleństwo xD).
    Jeszcze nie zdołałam się z nimi zaprzyjaźnić, ale czuję, że Polychromosy będą moją kredkową miłością... i chyba nawet są warte swojej ceny. ;) Rzeczywiście fantastycznie się ze sobą mieszają. Dobrze współpracują z białą Derwent Drawing i z... Kohinorkami Progresso, choć oczywiście trzeba być ostrożnym, aby nie przedobrzyć.

    No, a teraz będę ćwiczyć silną wolę i nie kupować już żadnych akcesoriów plastycznych przez przynajmniej rok. (Jasne...)

    Pozdrawiam serdecznie po dłuuugim czasie milczenia
    Gosia (S-Selene)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, też mam dużo dobrych kredek, ale i tak mnie kusiły Polychromosy. Nieustannie. Babcia mi mówiła: "Dziecko, masz tyle kredek, po co Ci kolejne?!", ale ja byłam tak zachwycona zestawem 36 kolorów, że zapragnęłam posiadać ten największy. I nie żałuję :) A Ty jak, zadowolona z zakupu? :D Od czasu napisania komentarza porysowałaś coś więcej nimi? :)
      Haha mam tak samo. Ostatnio nie powstrzymałam się i kupiłam pisaki Kuretake [te z najnowszej notki], a decyzję pomogła mi podjąć promocyjna cena xD
      Pozdrawiam Cię serdecznie ^__^

      Usuń
    2. Tak, jestem zadowolona. :D Właśnie kończę portret Rey ze SW... część pokolorowałam moimi wiernymi Kohinorkami, część Polychromosami i muszę przyznać, że te drugie są jednak lepsze, zwłaszcza jak się je połączy z blenderem Derwent i białą kredką Drawing (a propo - mówię sobie to samo, co Twoja babcia, ale niestety kusi mnie, by kupić sobie największy zestaw Drawingów...)
      Stwierdzam, że Polychromosy są zdecydowanie warte swojej ceny. Myślę, że 120, a nawet 60 sztuk to było by dla mnie dużo za dużo, ale pewnie w przyszłości dokupię sobie jeszcze ze 2 dwa odcienie cieliste i jeden żółty (tylko gdzie je będę je trzymała?)

      Myślę, że promocje to ZUO, ale zawsze lepiej wydać ciężko zarobione pieniądze na artykuły plastyczne niż na jakieś głupotki (alkohol/papierosy/słodycze/kawa na mieście). ;)

      Pozdrawiam :D

      G.

      Usuń
    3. To super :D Ja ostatnio połączyłam Polychromosy z Coloursoftami i fajnie wyszło ^^ Rezultaty pokażę lada dzień na Fejsie/Insta/dA.
      Zestaw 24 kredek Drawing jest chyba za około 100zł, więc jeszcze jako tako znośnie [porównując do pełnego zestawu Polychromosów za co najmniej 500zł xD].
      Odcienie cieliste [szczególnie Light Flesh i Cinnamon] są bardzo przydatne! A zawsze możesz kupić jakiś piórniczek :D
      Mam to samo zdanie! Rzadko kupuję ciuchy, nałogów nie mam, no to na co mam wydawać zarobione pieniądze, jak nie na takie przyjemności xD
      Pozdrawiam!

      Usuń
  24. Witam. Po pierwsze DZIĘKUJE za tworzenie tego bloga i jego budzący zaufanie profesjonalizm poparty własnym doświadczeniem. Uważam, że jest bardzo dobrze zrobiony. Cenie wszystkie posty z tym, że recenzje jw. "bez lania wody" w tej chwili interesują mnie najbardziej. Przy okazji uważam, że Bohaterka "autoportretu" powyżej wygląda uroczo.

    Teraz prośba: Od dłuższego czasu poszukuje recenzji w sprawie kredek własnie. Po wielu godzinach poszukiwań mam pewność, że tu są one najbardziej rzeczowe. Będę jednak wdzięczny za dodanie do swych postów kilku zdań na temat połysku danego produktu na papierze. Szukam czegoś w stylu suchej pasteli Rembrandt (soft pastel).Zadowala mnie jej efekt na papierze choć podczas pierwszej wyszło małe ale... Niesamowicie się kruszy brudząc niechcianą część rysunku i walcowaty kształt pasteli utrudnia precyzyjne oddanie szczegółów. Zatem pytanie: czy wśród poznanych kredek odnajduje Pani coś czym można uzyskać podobny efekt bez wspomnianych niechcianych zjawisk. Tymczasem sprawdzę jeszcze pastele w kredce ale podobno, co do kruchości nie wygląda to ciekawie. Jeśli już o tym Pani pisała to proszę o wskazówkę gdzie. Tymczasem wracam do czytania Pani postów. Pozdrawiam.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cd... Po dalszej lekturze i poszukiwaniach mam już swego faworyta jeśli chodzi o materiały rysunkowe i sposób ich użycia (technikę wykonania rysunku). I jednak w wyniku tego poszukiwania i lektury oraz siedzenia z z kartką i badaniu posiadanych przyborów wnioskuje, że nie będą to kredki, czy pastele. Cóż wygrywa wygoda i estetyka. Pomocny blog. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Witam! A ja bardzo dziękuję za miłe słowa na temat mojego bloga, sposobu, w który go prowadzę oraz także miłe słowa dotyczące mojej osoby :)
      Generalnie wszystkie kredki mają połysk, mniejszy bądź większy. Na pewno mniejszy te na bazie oleju, jak Koh-I-Noor Polycolor i Faber-Castell Polychromos, szczególnie, jak rysuje się nimi na lekko fakturowanym papierze.
      O pastelach w ołówku jeszcze nie pisałam, ale wkrótce pojawi się notka na ich temat. Są nieco twardsze niż pastele w sztyfcie, nie są jakoś bardzo kruche, ale lepiej je strugać nożykiem.
      W takim razie na co padł wybór? :)
      Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję!

      Usuń
    3. Wniosek 1: Nie takie odbicie światła straszne jak je rysują :) Skoro zdjęcie może zachwycać [swym "blaskiem"] mimo wyraźnego odbijania światła to czemu nie rysunek...
      W.2: Odnośnie do K-I-N to na podstawie swych "art-testów" czy eksperymentów bardziej przypadły mi do gustu "Mondeluz". Rozczarowały mnie zaś pod innym kontem. W oleju coś jest faktycznie. Już, już się cieszyłem na pastele olejną + wiszer. Pełen entuzjazmu sięgam po inny kolor niż czarny i zupełnie się rozczarowałem. Hmm może innej firmy... I może w jakiś wolny weekend dla Autorki pojawi się tu kolejny art test o tym temacie. Podsumowanie: na dziś to wybrałbym K-I-N P lub Derwent bo mym zdaniem te ostatnie pod względem refleksów na rysowanej plamie wypadają nieco lepiej. Polychromos to i owszem jeszcze przetestuje na własnej skórze tj. kartce papieru,aby potem nie żałować, że tego nie zrobiłem. Podobnie pastele suche. Na marginesie to tych kartek mam już ok 20 i porównuje każdą plamkę ;). To jednak sama przyjemność.
      W. 3: kredkom chciałbym powiedzieć nie, ale trudno przejść obojętnie obok faktu, że mają BOGATĄ ofertę kolorystyczną.
      Wybór obecnie to: szrafowanie, o. automatyczny, cienkopis-y, długopis-y [choć jak się okazało dwa ostatnie typy mają pewne ograniczenia, co do grubości linii w kolorze i samych wielobarwności stąd ponowny ukłon w stron kredek]. Zatem jeszcze raz przeczytam kilka obecnych tu tematów i przeprowadzę jeszcze kilka testów. Tymczasem pozdrawiam Kobietę z Pasją tworzącą tego bloga i Jej gości. Jeszcze tylko spojrzę na autoportret i wracam do lektury ;)

      Usuń
    4. Pastela w ołówku sprawdzona, ale nie o to mi chodziło. Owszem twardsza i mniej brudzi choć nadal się rozciera. Tak wiem są na to sposoby,ale nie skorzystam. Twarda... Nawet za twarda bo zgrzyta po papierze aż ciarki przechodzą. Mimo to chętnie przeczytam nowy tutorial gdy powstanie przy okazji jakiejś pracy. Może tematem rysunku będzie Dominika z Krakowa... ;)
      Ps. przypadkiem trafiłem na pudełko kredek Herlitz, które leżało zapomniane.I jeśli mam być szczery to choć najtańsze to najlepsze z tych już sprawdzonych. Zatem nie zawsze najlepsze marki są najlepsze. Oczywiście wszystko subiektywnie. W poniedziałek odwiedziny w "Stormie" i dalsze testy:owych Polychromos, blendery itp

      Usuń
    5. Na wstępie wyrazy szacunku dla każdego, kto pracuje kredkami. Raz, że to praco i czasochłonne z wiadomych powodów, a dwa, że to tylko pozornie proste w użyciu materiały. Zatem za każdą interesującą prace gratuluje podwójnie.

      Do mnie zaś te materiały nie „przemawiają". Dochodzę do wniosku, że kredka pozostanie kredką. Po wielu godzinach nad plamami kredkowymi różnych firm [mi dostępnych, ale o tym dalej] i w różnych kombinacjach jestem niemal pewien, że nie czeka nas bliska i dłuższa współpraca. A dlaczego? Długi czas nie wiedziałem, ale doszedłem do tego w ostatnią Niedziele. Jednym słowem: kredka... taka jest i już. Chodzi mi o gładką powierzchnie plamy, a specyfika kredki jest taka, że druga wykonana linia na poprzedniej ma na nią wpływ. I tak przy szerszej plamie kolejne warstwy, ruchy kredką na poprzedniej warstwie zakłócają ją w znaczący i niechciany sposób. Żadna z kombinacji: kredka 1 \ k.2 \ k3 blender 1 \ b. 2 \ wiszer \ itp. itd. nie dała efektu, o jaki mi chodzi. A jaki to efekt? Jeśli ktoś ma ołówek 8b Staedtle-Mars Lmograph 8b może sam sprawdzić.

      Wracając do dostępnych produktów. Zgodnie z zamiarem wybrałem się wczoraj do JedynegO w MieściE „SklepU Dla PlastykóW” i to w parasolową pogodę. Głównym celem wyprawy były kredki jak w temacie. Oczywiście ich nie mają, jak i połowy rzeczy z mej długo i starannie szykowanej listy. Już mnie to nie zaskakuje. Tylko szkoda, bo drugiego sklepu nie ma a do Krakowa jednak za daleko, aby jechać rowerem ;) Nie dostałem też derwend artist, prismacolor. Stąd moja wielka prośbą, gdyż już mnie trochę nuży ta gra w kredkę i myszkę: proszę o odpowiedź jednym słowem [tak\nie], czy jakakolwiek kombinacja przy zastosowaniu kredek, do których jeszcze nie dotarłem, daje taki efekt jak wspomniany wyżej ołówek? Pytanie kieruje do Autora Bloga [znajomych i przyjaciół prywatnie — M.B.] oraz do wszystkich zaglądających tu Gości. Jestem i będę wdzięczny. Pozdrawiam.

      PS. Miała być dygresja o innych kupionych wczoraj artykułach, ale i tak długo oraz nudno wyszło.

      Usuń
    6. Podsumowanie.
      Mój prywatny konkurs na ulubioną kredkę wygrał zestaw Herlitz. Szkoda tylko, że taka mała paleta kolorów.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    7. Komentarz, a właściwie komentarze są tak długie, że aż ciężko odnieść się o każdego akapitu :) Więc napiszę zwięźle: dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami z różnymi przyborami, na pewno byli tacy, którzy zadawali sobie takie same pytania, jak Pan - a teraz mają odpowiedź :)
      No niestety, bywa i tak, że naprawdę dobre przybory mogą mieć małą paletę barw, a szkoda!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  25. Nie ma co tracić czasu na odnoszenie się do tych bzdur powyżej. Sam już nie pamiętam, co tam pisałem. Lepiej coś narysować czy wyjść na wiosenny spacer. I tak dziwie się, że nie zostały skasowane. Przecież i tak nikt tego nie przeczyta poza Autorem bloga. Bo tak serio: kto czyta komentarze? Mnie to przyszło tutaj z trudem, ale powiedziałem sobie, że się poświecę i przeczytam wszystko, To było jednak z zupełnego egoizmu w nadziei, że coś znajdę. Opłaciło się. Skoro już doszedłem do samego dołu, gdzie jest okienko na komentarze, to tak wyszło. I to też z egoizmu w nadziei na jakąś podpowiedź oraz dlatego, że takie pisanie pomagało mi zebrać myśli. Zatem to wszystko z egoizmu więc przepraszam każdego z gości i Autora, za marnowanie czasu na czytanie tych głupot powyżej.

    Jako Egoista w stu procentach dodam, że najważniejsze, iż znalazłem wreszcie to, czego szukałem.

    Pozdrawiam i Dziękuję.

    Ps. wracam do czytania książki, bo mnie "wciągnęła".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było potrzeby, by kasować komentarze. Nie były wulgarne, chamskie czy w jakikolwiek inny sposób negatywne :) Zdziwiłby się Pan, wiele osób czyta komentarze innych i dobrze, bo włączają się do dyskusji :) Tak więc wcale nie marnował Pan niczyjego czasu! Pozdrawiam i miłej lektury :)

      Usuń
    2. Nie licząc tych licznych błędów w pisowni ;) i tego, że są okropnie długie.

      Skoro tak to istotnie jestem zdziwiony.

      Mam nadzieje, że swojego też nie ;)

      A ta książka już skończona i mam następną.

      Ciepło pozdrawiam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...