21 lutego 2017

Zestaw Faber-Castell Grip & Sleeve [ołówki, temperówka, gumka do mazania]

Dziś czas na recenzję kolejnych produktów firmy Faber-Castell: zestawu Faber-Castell Grip & Sleeve, zawierającego ołówki, temperówkę oraz gumkę do mazania. Wszystkie wymienione w recenzji produkty można kupić poza zestawem, osobno. Znaleźć możecie je w stacjonarnych sklepach plastycznych oraz na stronie Faber-Castell: www.sklepfc.pl. Pamiętajcie, że w z hasłem "ilojleen" możecie zyskać 10% rabatu :)




















Ołówki Grip 2001 - B

Najważniejszy element kompletu, o którym Wam dziś opowiem, stanowią przeznaczone do pisania i rysowania ołówki z serii Grip, a konkretnie 3 sztuki ołówków o miękkości B [dostępne są także inne miękkości do kupienia na sztuki]. Jak dla mnie, wybór tej miękkości był strzałem w dziesiątkę! Przypomina mi trochę ołówek 2B marki Koh-I-Noor, który jest chyba najczęściej przeze mnie używany podczas tworzenia realistycznych portretów. Zawsze stosuję go do szkiców/rysowania konturów, jaką drugą warstwę na warstwę ołówka F [którym z kolei wygładzam kartkę i niweluję jej pory], jest też niezastąpiony przy cieniowaniu jasnej skóry. Zanim doszłam do tego odkrycia, miałam pewne obawy, gdyż w przeszłości miałam do czynienia z ołówkiem Faber-Castell o miękkości 4B, który zachowywał się jak ołówek 6B. Na szczęście się nie rozczarowałam, o czym opowiem za chwilę - najpierw kilka słów o stronie wizualnej :)

Ołówki GRIP 2001 posiadają standardową dla tego typu przyborów długość. W ich wnętrzu znajduje się również zwyczajowej średnicy wkład. Trzony [zazwyczaj] są w kolorze czarnym, matowym [pokryte bezpieczną dla zdrowia farbą na bazie wody], oznaczone są nazwą firmy oraz serii. Od ołówków pozostałych firm odróżnia ich design, a konkretnie specjalna "strefa Grip" z maleńkimi  kropeczkami antypoślizgowymi uszeregowanymi w równoległych rzędach. Te punkciki są wykonane najprawdopodobniej z farby i to dosyć trwałej, bo pomimo częstego użytkowania ołówka nie ścierają się z powierzchni jego trzonu. Próbowałam zdrapać je paznokciem, ale to nic nie dało. Dopiero nożyk do tapet zdołał je... wyciąć xD Tak więc na plus jest to, że nie jest to bajer, który za chwilę zniknie. Czy jednak te antypoślizgowe punkty mają jakieś praktyczne zastosowanie? Owszem, czuć je pod palcami, choć bardzo delikatnie, to uczucie nie wpływa na komfort i precyzję rysowania. Niemniej jednak w trakcie rysowania odniosłam wrażenie, że ich obecność nie robi mi różnicy. No, może wtedy, kiedy chwyciłam ołówek nakremowanymi rękami, wówczas palce ślizgały się po gładkim trzonie, a dopiero powierzchnia antypoślizgowa stawiała im opór. Ale kto rysuje, mając nakremowane ręce? Chyba nikt xD Jednak niektórzy mają problem z nadmierną potliwością rąk - dla nich ta "strefa Grip" na pewno okaże się pomocna.
Jeszcze mała informacja na temat oprawek. Drewno otulające rysik jest dobrej jakości i pochodzi z lasów o zrównoważonej gospodarce [co oznacza, że nie są narażone na całkowitą wycinkę i zniknięcie z powierzchni ziemi]. Ołówki w przekroju są trójkątne, a więc ryzyko sturlania się ołówków z biurka jest zerowe :D Producent zapewnia, że taki kształt jest ergonomiczny i lepiej dopasowuje się do palców. Ja tam jestem przyzwyczajona rysować głównie okrągłymi lub heksagonalnymi w przekroju przyborami, ale przyznam, że może faktycznie trójkątny ołówek lepiej leży w dłoni. W ogólnym rozrachunku żadna wersja przekroju mi nie przeszkadza ani nie robi różnicy :)

Przejdźmy do tego, jak rysuje ołówek Grip 2001 o miękkości B. Najłatwiej będzie mi to zrobić, odwołując się do porównania z ołówkami, które pewnie większość z Was używa, czyli ołówkami Koh-I-Noor. Od prawie 15 lat rysuję przyborami tej czeskiej marki i nigdy się na nich nie zawiodłam. W trakcie użytkowania okazało się, że ołówek B Faber-Castell jest niemal identyczny, jak ołówek 2B Koh-I-Noor. Może jest troszkę twardszy [w końcu to B, nie 2B], ale różnica jest minimalna i może stanowić jego substytut. Niemieckie ołówki świetnie współpracują ze wspomnianymi ołówkami Koh-I-Noor [przedstawiony w notce portret Ciri był wykonany tylko i wyłącznie ołówkiem B FC i 4B KIN]. Łatwo osiągnąć gładkie cieniowanie tylko przy użyciu samego ołówka B.

 
Podobnie jak ołówek Koh-I-Noor, jak i Faber-Castell, przy większym docisku stawia ciemniejsze kreski, przy mniejszym jaśniejsze. Jak widać na powyższym obrazku, cieniowanie wykonane nim jest gładsze, niż cieniowanie wykonane ołówkiem Koh-I-Noor, ale wrażenie podczas rysowania jest takie samo. Szybkość zużywania się ołówka jest umiarkowana. Ja zawsze cieniuję możliwie najostrzej zatemperowanym rysikiem, więc często strugam ołówki. Do wykonania 2 portretów wielkości mniej więcej formatu A6 oraz 2 pobieżnych szkiców na A4 zużyłam prawie połowę ołówka, a więc zużycie całkiem przystępne :) Zaletą ołówków Grip 2001 jest ich niełamliwość. Ten, z którego korzystałam, nie złamał mi się ani razu mimo wielokrotnego strugania, a ołówkom Koh-I-Noor zdarza się łamać, choć bardzo rzadko. Jest to kwestia specjalnej metody stosowanej przez niemiecką firmę. Przy produkcji ołówków i kredek Faber-Castell użyto tzw. "SV bonding", "Sekuralverfahren". Oznacza to, że grafit ołówka na całej długości został przyklejony klejem do drewienka oprawki. Dzięki temu podczas temperowania grafit się nie rusza, nie ugina, bo jest przytwierdzony do trzonu. To też dodatkowe zabezpieczenie w przypadku upadku ołówka z wysokości. Co jeszcze mogę powiedzieć o ołówkach Grip 2001 B? Da się je zatemperować do ostrego szpica, w trakcie cieniowania nie zostawiają nadmiernego pyłu grafitowego [jak ołówki Derwent Graphic], dobrze się wymazują różnymi gumkami [w ołówku, chlebową, zwykłą]. Dobrze trzymają się w przedłużaczu CretaColor oraz Derwent [tym czarnym].

Cena: 2,50-3,30zł.  Do kupienia w stacjonarnych sklepach plastycznych oraz na stronie sklepfc.pl tutaj.

 Prace wykonane ołówkiem B Faber-Castell Grip 2001:


http://www.ilojleen.bulwaria.info/photo/560/M%C5%82ody%20Geralthttp://www.ilojleen.bulwaria.info/photo/561/Ma%C5%82a%20Ciri


Temperówka Sleeve


Temperówka to obok gumki do mazania najbardziej niezbędne akcesorium dla rysownika. Wiadomo, można ją zastąpić nożykami, ostrzałkami na żyletkę lub z papieru ściernego, jednak kto nie potwierdzi, że nawet najzwyklejsza strugaczka jest najłatwiejsza, najwygodniejsza i najszybsza w użyciu? :) Temperówka w zestawie Grip & Sleeve spełnia te wszystkie wymagania, a ponadto posiada jeszcze kilka innych zalet!

Temperówka Faber-Castell Sleeve to akcesorium bardzo użyteczne. Jest to strugaczka podwójna, posiadająca pojemniczek na strużyny. Jest dostępna w różnych kolorach [ja posiadam czarną], ale każdą z nich charakteryzuje ten sam projekt. Jest prostokątna, z zaokrąglonym końcem [wymiary: dł. 7cm, szer. 3,2cm, wys. 2cm], powierzchnia ma połysk, całość wykonana została z solidnego plastiku. Na ziemię z wysokości jej nie zrzucałam, ale przeżyła mocne dociskanie palcami :D Z boku jest małe łukowate wycięcie, z którego wystaje kawałek fakturowanego plastiku - części pojemnika. Ta część właśnie pozwala łatwo wysunąć pojemnik i otwory do strugania. Kiedy już naostrzy się przybory, pojemnik można z powrotem wsunąć, dzięki czemu strużyny ani pył grafitowy/kredkowy nie wydostaje się z niego. To super rozwiązanie! Co więcej, pojemnik jest półprzezroczysty, dzięki czemu widzimy, do jakiego stopnia jest zapełniony.

Jak wspomniałam, jest to strugaczka podwójna, będąca w stanie naostrzyć ołówki i kredki o średnicy mniejszej [ten najbardziej popularniej, ok.7-8mm] i większej [11mm]. Odkryłam, że w tym większym otworze również da się zastrugać węższe w średnicy przybory. Niemniej jednak do tej strugaczki mogą nie pasować niektóre przekroje, a konkretnie przybory o trójkątnym i szerszym trzonie. Niestety nie chcą zmieścić się do strugaczki i obracać. Do mniejszego otworu bez problemu można wkładać i temperować przybory o przekroju okrągłym, trójkątnym czy heksagonalnym. Poniżej znajdziecie listę przyborów, które są kompatybilne z tą strugaczką.

Strugaczka Sleeve może zastrugać:
    - mniejszym otworem: w zasadzie wszystko. Dała radę zastrugać:
    Oto marna próba naostrzenia kredki Magic za pomocą nożyka
    i dokończenia strugania w temperówce Sleeve xD
    - większym otworem:
    • Bruynzeel - kredki z królikiem
    • Lyra Colour Giants
    • Koh-I-Noor Magic o przekroju heksagonalnym
    • Faber-Castell Jumbo [nie mam tych kredek, ale producent zapewnia, że ta strugaczka się do nich nadaje]

    Strugaczka Sleeve nie może zastrugać:
      - mniejszym otworem: chyba nie ma takiego przyboru [o węższej średnicy, oczywiście]?
      - większym otworem:
      •  Koh-I-Noor: Triograph [ołówki], Magic [kredki, trójkątny przekrój], Triocolor [kredki, trójkątny przekrój], Omega Jumbo [kredki, heksagonalny przekrój]
      Niemieckie ostrza zawsze słynęły z bardzo dobrej jakości i trwałości. Strugaczkę Sleeve używam od listopada i do tej pory nie mam problemów z naostrzeniem przyborów. Dotykając żyletki palcem nadal mogę wyczuć jej ostrość - choć oczywiście nie taką, jak na samym początku. Muszę nadmienić, że naprawdę często jej używam, dużo strugam i inne temperówki do tego czasu zakończyłyby już swój żywot. Mam jednak jedno ale: temperówka Sleeve jest w stanie naostrzyć ołówek do szpica, ale nie do takiej... igiełki, jak lubię. Czasem zdarza się jej nawet strugać przybory w dziwny sposób xD

      Lekko zakrzywiony po struganiu rysik
      Chyba na początku takie rzeczy się nie zdarzały, a może nie pamiętam? Jednakże tak nieco łukowato naostrzony grafit nie wpływa na komfort rysowania. Nie łamie się, chyba, że bardzo mocno dociśnięty:

      Naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń do tej temperówki. To chyba najlepsza strugaczka, z jaką miałam do tej pory do czynienia. Dobrze struga, ostrza nie tępią się szybko, ma pojemniczek, z którego nie wysypują się wióry, nie brudzi się palców w czasie jej użytkowania, ładnie wygląda, jest wykonana ze solidnego plastiku... Czego chcieć więcej? :) Chyba niczego. Taki fun fact: temperówka ta została nagrodzona w kategorii "Powrót do szkoły" za swoją ergonomiczność i przyjazność w użytkowaniu przez ISPA [Internet Service Providers Association - Stowarzyszenie Dostawców Usług Internetowych xD].

      Cena: 6-10zł.

      Temperówkę tą można kupić także osobno w stacjonarnych sklepach plastycznych oraz na stronie sklepu FC tutaj za 9,35zł. Niektórym może wydawać się, że to wygórowana cena, ale jak sobie przeliczyłam, że za zwykłą metalową pojedynczą temperówkę bez pojemniczka trzeba zapłacić ok. 2-3zł i przy moim użytkowaniu wykańcza się po miesiącu czy dwóch, to wolę wybrać tę prezentowaną w recenzji :) Poza tym, zawsze można upolować ją za 6zł :)


      Gumka do mazania Sleeve

      O ostatnim elemencie zestawu, czyli gumce Sleeve wspominałam już kilka lat temu w poście o moich przyborach, zwróciła wtedy mogą uwagę nietypowym opakowaniem. Gumka Sleeve znajduje się bowiem w prostokątnym etui z wytrzymałego plastiku, które zakrywa większość jej powierzchni [wymiary opakowania u gumki są zbliżone, jest to: dł. 5,5cm, szer. 2,5cm, wys. w najgrubszym miejscu: 1cm]. Ma to na celu ochronę gumki przed wszelkiego rodzaju śmieciami, brudami, pyłami etc. Z tego powodu większość sprzedawanych gumek posiada tekturkowe opakowanie. Gumka do mazania bez żadnej osłony wrzucona do piórnika szybko się ubrudzi, a potem, podczas mazania, może zabrudzić kartkę, zamiast ją oczyścić z grafitu lub pigmentu kredek. Podobnie jak pojemnik temperówki Sleeve, gumka jest wysuwana do boku i można nią obracać o 360 stopni. Wszystko fajnie, tylko jak zużyć gumkę do końca, kiedy większość jej się zużyje? :D Chyba wtedy nie pozostaje nic innego, tylko całkiem wyjąć gumkę z etui... Niestety jest więc to produkt z ograniczoną liczbą użyć, niezdatny do kolejnego wykorzystania po zużyciu gumki].
      Przyjrzyjmy się tamu, jak gumka maże, bo przecież to jest najbardziej istotne. Czytelnicy bloga, którzy śledzą wszystkie wpisy, być może pamiętają, że pokazywałam już test gumki Sleeve i jak się prezentuje w porównaniu do innych gumek firmy Faber-Castell, nic jednak nie wyjaśniałam.



      Jak możecie sami zauważyć, gumka Sleeve całkiem dobrze radzi sobie z ołówkami różnych miękkości, nawet z warstwą dosyć miękkiego ołówka 8B. Choć nie wymazuje go w 100%, większość grafitu zostaje wytarta, a nie rozmazana po kartce [jak to miało miejsce w przypadku gumki winylowej]. Oczywiście najdokładniej wymazuje warstwy nieco twardszych ołówków z gamy miękkości B. Również ze wszystkich zaprezentowanych gumek najlepiej poradziła sobie z mocno zakreskowanym ołówkiem 8B obszarem [rząd kółek na samym dole]. Ani trochę nie rozmazała grafitu, a nawet dobrze go wymazała. 
      A jak radzi sobie z kredkami? Może nie tak dobrze jak gumka Dust Free, ale przyzwoicie.



      Gumka Faber-Castell Sleeve jest średniomiękka i średnioelastyczna. Nie drapie papieru, nie robi w nim dziur. Nie zawiera PVC, czyli czyli poli(chlorku winylu), który jest niebezpieczny dla środowiska oraz zdrowia. Gumki stworzone na bazie PVC mają trochę dziwny zapach, taki sztuczny - jak doczytałam, to wina ftalanów, czyli grupy substancji, które bardzo często są wykorzystywane do setek produktów codziennego użytku, a które mogą poważnie wpływać na zdrowie [zmieniać gospodarkę hormonalną, zwiększyć ryzyko cukrzycy, zagrozić płucom, wątrobie i innym organom wewnętrznym].  Ta gumka jest bezzapachowa i może być używana nawet przez małe dzieci.


      Cena gumki Sleeve mini: 3-7zł.  [wymiary: 5,5cm x 2,5cm]; do kupienia tutaj oraz w stacjonarnych sklepach plastycznych.
      Cena gumki Sleeve dużej: 7-10zł [wymiary: 7cm x 3,5cm; do kupienia tutaj oraz w stacjonarnych sklepach plastycznych.



      Całość zestawu znajduje się w blistrze. Można go nabyć w stacjonarnych sklepach plastycznych oraz tutaj w autoryzowanym sklepie Faber-Castell sklepfc.pl. Jest dostępny także w kolorze jagodowym, zielonym i niebieskim, które są o kilka złotych tańsze [25-27zł] od zestawu czarnego.

      Cena: 30zł.



      Czy ktoś z Was posiada ten komplet albo któryś z jego elementów? Dajcie znać, jaką macie opinię :)














      Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...